Są filmy, które ogląda się dla wielkich emocji, i takie, które po latach stają się częścią popkultury. „Rocky” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Wystarczy kilka pierwszych dźwięków „Gonna Fly Now”, charakterystyczny trening na ulicach Filadelfii i słynne schody prowadzące do Muzeum Sztuki, by przypomnieć sobie, dlaczego ta historia tak mocno zapisała się w pamięci widzów. Od premiery minęło już 50 lat, a Rocky Balboa wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów kina.
WIDEO…
Pierwsza część serii zadebiutowała w 1976 roku. Wyreżyserował ją John G. Avildsen, a scenariusz napisał sam Sylvester Stallone, który wcielił się również w główną rolę. Film zdobył trzy Oscary – za najlepszy film, reżyserię i montaż. Do tego doszedł Złoty Glob w kategorii najlepszego dramatu oraz pięć nominacji do nagród BAFTA. Na Rotten Tomatoes produkcja może pochwalić się 93 proc. pozytywnych recenzji krytyków. To wynik, który nawet dziś robi wrażenie.
„Rocky” – historia człowieka, który dostał jedną szansę
Rocky Balboa nie jest typem bohatera, który od początku ma wszystko zaplanowane. Mieszka w robotniczej dzielnicy Filadelfii, dorabia jako windykator dla lokalnego lichwiarza, a na co dzień próbuje utrzymać się w świecie boksu. Nie należy do sportowej elity, nie ma wielkich pieniędzy ani nazwiska, które otwierałoby mu drzwi. Jest za to uparty, wrażliwy i zdecydowanie nie zamierza łatwo się poddawać.
Jego życie zmienia się, gdy mistrz świata wagi ciężkiej Apollo Creed (Carl Weathers) postanawia dać nieznanemu pięściarzowi szansę na walkę o tytuł. Wybór pada na Rocky’ego. Dla mistrza to przede wszystkim widowiskowy pomysł i okazja do zrobienia medialnego show. Dla Balboa – możliwość, by udowodnić sobie i innym, że nie jest człowiekiem, który przegrywa, zanim jeszcze wejdzie na ring.
Przygotowania do pojedynku oznaczają ciężką pracę pod okiem Mickey’ego Goldmilla (Burgess Meredith), dawnego trenera Rocky’ego. Równolegle rozwija się jego relacja z Adrian (Talia Shire), nieśmiałą kobietą, którą poznaje w sklepie zoologicznym. W tej historii boks jest ważny, ale nie stanowi jedynego tematu. „Rocky” opowiada również o samotności, poczuciu własnej wartości, miłości i potrzebie bycia zauważonym.
I może właśnie dlatego ten film tak dobrze znosi próbę czasu. Nie trzeba znać się na boksie, żeby zrozumieć, co oznacza dostać szansę, na którą długo się czekało. Rocky nie musi nawet wygrać, by jego walka miała znaczenie. Liczy się to, czy zdoła dotrwać do końca i spojrzeć na siebie inaczej niż przed wejściem na ring.
Sylvester Stallone napisał sobie rolę, której nie chciał oddać
Historia powstania filmu brzmi niemal jak gotowy scenariusz na kolejną produkcję. Sylvester Stallone napisał pierwszą wersję „Rocky’ego” w zaledwie kilka dni, inspirując się między innymi walką Muhammada Alego z mało znanym bokserem Chuckiem Wepnerem. Kiedy pojawiło się zainteresowanie scenariuszem, aktor nie chciał po prostu sprzedać tekstu. Zależało mu na tym, by samemu zagrać głównego bohatera.
Nie była to oczywista decyzja z perspektywy producentów. Rozważano obsadzenie w tej roli znacznie bardziej rozpoznawalnych nazwisk, między innymi Jamesa Caana, Ryana O’Neala i Burta Reynoldsa. Stallone nie zamierzał jednak rezygnować. Ostatecznie film powstał z nim w roli głównej, a jego budżet wyniósł około miliona dolarów. Zdjęcia trwały zaledwie 28 dni.
Efekt? Produkcja zarobiła na całym świecie ponad 117 mln dolarów i stała się jednym z największych filmowych sukcesów 1976 roku. Stallone otrzymał nominacje do Oscara zarówno za główną rolę, jak i scenariusz. Nie zdobył tych statuetek, ale „Rocky” otworzył mu drogę do wielkiej kariery i stworzył postać, z którą będzie kojarzony przez kolejne dekady.
Wszystkie filmy o Rockym na HBO Max. Czas na maraton
Jeśli po seansie pierwszej części poczujecie ochotę na więcej, jest ku temu dobra okazja. HBO Max dodało do katalogu nie tylko film z 1976 roku, ale również pozostałe produkcje z głównej serii: „Rocky II”, „Rocky III”, „Rocky IV”, „Rocky V” oraz „Rocky Balboa” z 2006 roku.
To sześć filmów, które pozwalają prześledzić kolejne etapy życia boksera z Filadelfii – od pierwszej wielkiej szansy po późniejsze próby powrotu na ring. Można więc zacząć od klasyki z lat 70., a potem urządzić sobie prawdziwy maraton z Sylvestrem Stallone’em. Przyda się tylko trochę wolnego czasu i wygodne miejsce na kanapie. Resztę załatwi Rocky.