Dopiero co wpadł na streaming, a już jest hitem. Ten oscarowy film z polskimi wątkami podbija HBO Max
„Prawdziwy ból” Jessiego Eisenberga, z Kieranem Culkinem w jednej z najlepszych ról ostatnich lat, błyskawicznie wspiął się na szczyt oglądalności HBO Max. Film z polskimi wątkami przyciąga widzów nie tylko fabułą, ale i emocjonalnym ciężarem.

„Prawdziwy ból” (oryg. „A Real Pain”) dopiero co pojawił się w ofercie HBO Max, a już znalazł się na szczycie oglądalności platformy. To jeden z tych tytułów, które nie potrzebują długiej kampanii - wystarczy kilka dni, by zaczęły żyć własnym życiem wśród widzów.
Film w reżyserii i z udziałem Jessiego Eisenberga, z brawurową rolą Kierana Culkina (brat Macaulaya Culkina, znany widzom z swojej dziecięcej roli Fullera z filmu „Kevin sam w domu”), to nieoczywiste połączenie komedii i dramatu. Historia dwóch kuzynów, Davida i Benji’ego, którzy wyruszają do Polski, by zmierzyć się z rodzinną przeszłością, szybko okazuje się czymś znacznie głębszym niż klasyczna „podróż w nieznane”.
„Prawdziwy ból” nr 1 na HBO Max. Polska nie jest tu tylko tłem

Jednym z najmocniejszych elementów filmu jest jego osadzenie w Polsce. Warszawa, Lublin czy Majdanek nie pełnią roli przypadkowych lokalizacji - są częścią emocjonalnej struktury historii.
Twórcy nie traktują tych miejsc dekoracyjnie. Wręcz przeciwnie - wpisują je w opowieść o pamięci, dziedziczeniu traum i próbie zrozumienia własnych korzeni. To sprawia, że film rezonuje inaczej niż typowe amerykańskie produkcje „o Europie”.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Eisenberg i Culkin - duet, który trzyma film w napięciu

Siłą „Prawdziwego bólu” jest relacja głównych bohaterów. Jesse Eisenberg gra postać introwertyczną, wycofaną, próbującą wszystko uporządkować i nazwać. Kieran Culkin jako Benji jest jego przeciwieństwem - chaotyczny, impulsywny, momentami trudny do zniesienia, ale jednocześnie magnetyczny.
To właśnie między nimi buduje się napięcie, które napędza cały film. Raz jest zabawnie, raz niewygodnie, a chwilami bardzo cicho i ciężko - bez potrzeby podkreślania emocji na siłę.
Film, który zdobył Oscara i zachwycił krytyków na całym świecie

„Prawdziwy ból” nie przeszedł niezauważony przez branżę filmową. Produkcja została nagrodzona Oscarem dla Kierana Culkina za rolę drugoplanową, a wcześniej zdobyła uznanie na festiwalu Sundance, gdzie doceniono scenariusz Jessiego Eisenberga. Film zebrał też bardzo wysokie oceny krytyków, którzy podkreślają jego wyjątkowy balans między humorem a emocjonalnym ciężarem.
Na Rotten Tomatoes film uzyskał status „Certified Fresh”, z bardzo wysokim wynikiem 96% pozytywnych recenzji krytyków. Równie dobrze wypada odbiór widzów — tzw. Popcornmeter utrzymuje się na poziomie około 82%, co potwierdza, że „Prawdziwy ból” działa nie tylko na festiwalowych jurorów, ale też na szeroką publiczność.
Film, który zostaje po seansie

„Prawdziwy ból” podbijający teraz ranking HBO Max to nie jest produkcja, która kończy się wraz z napisami końcowymi. To jeden z tych filmów, które zostają w głowie, bo nie oferują prostych odpowiedzi ani jednoznacznych ocen bohaterów. Nie chodzi tu o wielkie zwroty akcji, ale o relacje, które są jednocześnie bliskie i niekomfortowe. O pamięć, która nie zawsze układa się w logiczną narrację. I o podróż, która okazuje się bardziej wewnętrzna niż geograficzna.
Właśnie dlatego film tak dobrze działa na streamingu - łatwo go kliknąć, ale trudno o nim szybko zapomnieć.

