Jest coś niezwykle kuszącego w japońskim podejściu do pielęgnacji. Zamiast nieustannie szukać kolejnego kosmetycznego hitu, J-Beauty opiera się na konsekwencji, dokładności i szacunku do potrzeb skóry. Rytuał nie musi zajmować pół godziny (sama na co dzień nie mam na to ani czasu, ani ochoty). Ważniejsze jest to, żeby dobrze dobrane produkty stosować regularnie i dać im czas na działanie.
WIDEO…
Właśnie dlatego japońskie kosmetyki tak często trafiają na moją listę produktów, którym warto się przyjrzeć bliżej. Nie zawsze mają najbardziej efektowne opakowania i niekoniecznie próbują zwrócić na siebie uwagę jednym viralowym składnikiem. Ich siła często tkwi w przemyślanej, dobrze skonstruowanej formule. Meishoku Placewhiter Eye Cream, który znalazłam w Hebe, jest tego bardzo dobrym przykładem.
Krem pod oczy, który Japonki znają od lat
Meishoku to japońska marka z bardzo długą historią, dlatego często jest nazywana międzypokoleniową. To produkty drogeryjne i przystępne cenowo, dlatego w Kraju Kwitnącej Wiśni cieszą się dużą popularnością. Krem pod oczy z serii Placewhiter Whitening ma według mnie szczególnie interesującą formułę.
Niestety okolica oczu jest bezlitosna i to właśnie po tym obszarze najszybciej widać nieprzespaną noc, klimatyzację, suche powietrze czy stres. Dlatego dobry krem pod oczy nie powinien skupiać się wyłącznie na zmarszczkach. I wiedzą o tym Japonki. Kiedy zaczynamy zauważać, że korektor wchodzi w drobne linie, a okolica oczu szybciej niż kiedyś traci świeżość, zazwyczaj potrzebujemy przede wszystkim dobrego kremu i regularności. Nie kolejnego viralowego produktu do kolekcji. Dobrego kremu.
Krem Meishoku dogłębnie nawilża skórę, a zmarszczki są mniej widoczne, a makijaż wygląda po okiem po prostu lepiej. Dodatkowo produkt niemal od razu cudownie rozświetla skórę, dzięki czemu wzrok od razu staje się bardziej wypoczęty, świeży, jakby odmłodzony. Przy regularnym stosowaniu ujędrnia skórę, napina ją i rozjaśnia cienie.
Krem nie tylko pod oczy
Podoba mi się także to, że można stosować go także wokół ust. To jeden z tych szczegółów, które sprawiają, że kosmetyk wydaje mi się bardzo przemyślany. Meishoku rekomenduje stosowanie kremu nie tylko pod oczami, lecz także w miejscach wokół ust, gdzie pojawia się suchość, drobne linie czy nierówny koloryt. W praktyce oznacza to, że jeden produkt może stać się elementem pielęgnacji dwóch najbardziej wymagających okolic twarzy.
Wieczorem można nałożyć cienką warstwę pod oczy, delikatnie wklepać ją opuszkami palców, a następnie wykorzystać niewielką ilość również przy kącikach ust. W przypadku skóry suchej i dojrzałej można pozwolić sobie na odrobinę grubszą warstwę. Rano warto natomiast dać kosmetykowi chwilę na osadzenie się przed nałożeniem korektora.
PS jeśli szukacie cudownego korektora pod oczy do cery dojrzałej, Westman Atelier Vital Skincare to produkt, który może przypaść wam do gustu. Ma bardzo kremową i lekką konsystencję, która pięknie wtapia się w skórę i daje efekt second skin. Nie podkreśla zmarszczek, nie wchodzi w załamania, jest trwały i świetnie kryje.
Placenta, kolagen i łzy Hioba – aktywne składniki japońskiej formuły
Największą uwagę w tym kremie przyciąga oczywiście placental protein, który spowalnia procesy starzenia się skóry oraz regeneruje ją poprzez stymulację odnowy komórek. Formuła została uzupełniona o hydrolizowany kolagen, który niemal natychmiast wygładza i ujędrnia skórę, oraz łzy Hioba (Coix Lacryma-Jobi), składnik szczególnie często wykorzystywany w azjatyckiej pielęgnacji ze względu na działanie rozjaśniające. To właśnie połączenie składników nawilżających, wygładzających i pielęgnujących sprawia, że krem jest ukierunkowany nie tylko na zmarszczki, ale również na suchość, utratę elastyczności i zmęczony wygląd okolicy oczu.



























