Wygląda na to, że Netflix może dopisać do swojej listy kolejny polski sukces. I choć „Znieczulenie” jest dostępne dopiero od wczoraj, w naszej redakcji zdążyło już zebrać bardzo dobre recenzje. „Nie zdziwię się, jeśli serial szybko zamelduje się na pierwszym miejscu zestawienia najchętniej oglądanych produkcji Netflixa” – pisała moja redakcyjna koleżanka Antonina Zborowska w swojej recenzji „Znieczulenia”. Jak się okazuje, miała rację. I to szybciej, niż mogłyśmy przypuszczać.
WIDEO…
„Znieczulenie” numerem 1 na Netflixie. O czym jest nowy polski serial?
„Znieczulenie” zadebiutowało na Netflixie 4 listopada, a już dziś rano znalazło się na pierwszym miejscu najchętniej oglądanych produkcji w Polsce. Trudno o lepszy start. Zwłaszcza że polskie seriale medyczne do tej pory kojarzyły nam się raczej z telewizyjnymi produkcjami niż z prestiżowymi dramatami pokroju „The Pitt”. Netflix postanowił jednak spróbować czegoś innego. I wygląda na to, że trafił w gusta widzów.
Serial liczy osiem odcinków, z których każdy trwa ponad 45 minut. Nie brakuje tu nagłych przypadków, trudnych diagnoz i walki o życie pacjentów, ale równie dużo dzieje się poza salą operacyjną. Bo „Znieczulenie” to także opowieść o ambicji, zawodowym ego i przekonaniu, że własne zasady są ważniejsze od tych obowiązujących wszystkich.
Głównym bohaterem jest dr Dawid Łazarz (Leszek Lichota), wybitny neurochirurg, który doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich umiejętności. I nie zamierza udawać skromniejszego, niż jest w rzeczywistości. Pracuje w prestiżowym szpitalu, ma ugruntowaną pozycję i opinię specjalisty, który potrafi dokonywać rzeczy niemożliwych. Problem w tym, że równie trudno mu przyznać się do błędu, co podporządkować cudzym decyzjom.
„Znieczulenie” z wysoką oceną na Filmwebie
Pierwsi widzowie zdążyli już wystawić „Znieczuleniu” oceny na Filmwebie. Na ten moment serial ma średnią 7,9/10 przy 360 głosach. To jeszcze niewielka próba, ale wynik zdecydowanie daje powody do optymizmu. Zwłaszcza że polskie produkcje nie zawsze mogą liczyć na tak ciepłe przyjęcie. Teraz pozostaje pytanie, czy entuzjazm pierwszych widzów podzielą ci, którzy dopiero planują seans.
Czy będzie drugi sezon „Znieczulenia”? Netflix na razie milczy
Nie wszystkie wątki udało się zamknąć w ośmiu odcinkach, a część drugoplanowych bohaterów zdecydowanie zasługuje na więcej czasu na ekranie. Czy dostaną na to szansę?
Na razie Netflix nie potwierdził powstania drugiego sezonu „Znieczulenia”. Trudno jednak ignorować tak udany debiut, choć o dalszych losach produkcji zdecyduje zapewne jej popularność w kolejnych tygodniach. Ja chętnie wróciłabym do tego szpitala. Nawet jeśli dr Łazarz nie jest lekarzem, którego chciałabym spotkać na własnym dyżurze.