Łatwo jest mówić, że nigdy nie nadużyłoby się władzy, gdyby się ją miało. Netflix udowania jednak, że to nie jest taka prosta sprawa. W „Nowym stanfordzkim eksperymencie więziennym” ochotnicy trafiają do zakładu karnego i przyjmują role, które dają im bardzo różne możliwości. Punktem wyjścia jest słynne badanie Philipa Zimbardo z 1971 roku, które wywołało ogromną falę krytyki. Czy tym razem będzie tak samo?
WIDEO…
„Nowy stanfordzki eksperyment więzienny”. Na czym polega program Netfliksa?
Zasady wyjściowe są proste. Do programu zgłasza się 30 ochotników, ośmioro zostaje strażnikami, a pozostałe 22 osoby wcielają się w więźniów. Przez zaplanowane dwa tygodnie mają funkcjonować w prawdziwym zakładzie karnym. Jedna grupa odpowiada za porządek, druga musi odnaleźć się w rzeczywistości ograniczeń, kontroli i cudzych decyzji. Twórców interesuje to, czy przydzielona rola zacznie wpływać na zachowanie uczestników i ich stosunek do innych.
Tym razem grupa jest bardziej różnorodna niż w oryginalnym badaniu. Uczestnicy mają odmienne doświadczenia życiowe, a wśród strażników znajdują się także trzy kobiety. Ich próby zbudowania autorytetu w męskim otoczeniu wprowadzają dodatkowy temat: czy formalna władza wystarcza, żeby inni zaczęli traktować nas poważnie? Właśnie takie pytania interesują mnie bardziej niż prosta obietnica sprawdzenia, kto okaże się „dobry”, a kto „zły”.
W programie występują psycholożka behawioralna Alison Wood Brooks, dziennikarz i laureat Pulitzera Trymaine Lee oraz Michael Cantrell, emerytowany specjalista amerykańskiego więziennictwa. Według producentów uczestnicy przeszli badania psychologiczne, mieli dostęp do całodobowego wsparcia i mogli zrezygnować, używając ustalonego słowa bezpieczeństwa. To istotne zabezpieczenia przy formacie opartym na presji i nierównym podziale władzy.
Kiedy premiera „Nowego stanfordzkiego eksperymentu więziennego” i ile jest odcinków?
„Nowy stanfordzki eksperyment więzienny”, w oryginale „The New Stanford Prison Experiment”, zadebiutował na Netfliksie 21 października 2026 roku. Pierwszy sezon liczy sześć odcinków, które są już dostępne w serwisie. To produkcja bez scenariusza, wykorzystująca formułę reality show i komentarze ekspertów.
Przed seansem warto więc odpowiednio ustawić oczekiwania. Nie dostajemy dokumentalnego zapisu wydarzeń z 1971 roku ani ich wiernej rekonstrukcji. Nowa grupa, inne warunki i obecność telewizyjnej produkcji tworzą osobną sytuację, choć tytuł wyraźnie odwołuje się do znanej historii.
Eksperyment stanfordzki z 1971 roku. Co wydarzyło się w piwnicy uniwersytetu?
Philip Zimbardo wybrał do badania 24 młodych mężczyzn, w tym uczestników rezerwowych. Przydzielono im losowo role strażników i więźniów, a prowizoryczny zakład karny urządzono w piwnicy budynku Uniwersytetu Stanforda. Symulacja miała potrwać dwa tygodnie, lecz zakończyła się po sześciu dniach.
Według relacji zespołu badawczego część strażników zaczęła upokarzać więźniów, stosować poniżające kary i coraz mocniej wykorzystywać swoją przewagę. U osób odgrywających więźniów pojawił się silny stres. Do przerwania badania przyczynił się sprzeciw psycholożki Christiny Maslach, która zakwestionowała sposób traktowania uczestników. Zimbardo interpretował te wydarzenia jako przykład ogromnego wpływu sytuacji i instytucjonalnej władzy na zachowanie człowieka.
Dlaczego eksperyment Zimbardo do dziś wywołuje kontrowersje?
Problem nie kończy się na cierpieniu uczestników. Zimbardo jednocześnie prowadził badanie i pełnił funkcję naczelnika symulowanego więzienia, co podważało jego pozycję niezależnego obserwatora. Krytycy kwestionowali również to, czy strażnicy rzeczywiście spontanicznie przyjmowali brutalne zachowania, czy raczej realizowali oczekiwania organizatorów.
Analiza archiwalnych materiałów opublikowana w 2019 roku przez Alexandra Haslama, Stephena Reichera i Jaya Van Bavela wskazywała, że badacze bezpośrednio zachęcali strażników do przyjęcia twardej postawy. To poważnie komplikuje popularny wniosek, że wystarczy dać zwyczajnemu człowiekowi mundur i władzę, aby automatycznie stał się oprawcą.