Reklama

Słuchanie coraz częściej staje się nową formą uważności. Bardziej zmysłową niż klasyczna medytacja, bardziej angażującą niż cisza. W świecie, w którym uwaga jest nieustannie rozbijana na krótkie komunikaty, powiadomienia i bodźce, kilka minut prawdziwego skupienia zaczyna być luksusem.

Najprostszy początek? Wyłączyć powiadomienia w telefonie. Każde z nich to drobne rozproszenie, ale dla układu nerwowego, realny sygnał alarmowy. Mózg reaguje natychmiast: podnosi czujność, przerywa koncentrację, resetuje rytm. Nic dziwnego, że coraz częściej szukamy czegoś przeciwnego. Nie kolejnego bodźca, ale doświadczenia, które nie pobudza, tylko reguluje.

Czy muzyka może działać jak medytacja?

W pewnym sensie, tak. Uważne słuchanie potrafi wprowadzić ciało w stan pomiędzy skupieniem a wyciszeniem. To moment zawieszenia, w którym napięcie stopniowo opada, oddech się wyrównuje, a myśli wracają do ciała. Nie chodzi o ucieczkę od rzeczywistości ani o całkowite „odcięcie się”, ale o subtelne ustawienie wszystkiego na swoim miejscu. Rytm porządkuje oddech. Powracające motywy przyciągają uwagę. Łagodne harmonie pomagają wyciszyć nadmiar bodźców. Właśnie na tej granicy, między światłem a cieniem, energią a spokojem, Słońcem a Księżycem, balansuje program koncertu zamknięcia festiwalu Sinfonia Varsovia Swojemu Miastu.

Z perspektywy muzykoterapii muzyka ma w sobie coś z matematyki. Jest mierzalna, powtarzalna i przewidywalna w swoim działaniu. Tempo w okolicach 60–80 uderzeń na minutę sprzyja wyciszeniu i regulacji układu autonomicznego. Badania Luciano Bernardiego pokazują, że tempo muzyki może wpływać na tętno, oddech i poziom pobudzenia. Wolniejsze tempa, szczególnie w zakresie około 60–70 uderzeń na minutę, wspierają naturalne mechanizmy uspokojenia organizmu. To nie jest pojedyncza reakcja, ale proces synchronizacji. Rytm muzyki zaczyna wpływać na rytm ciała. Zjawisko to nazywa się entrainment i zostało opisane m.in. przez Michaela Thauta. Podobne dostrojenie zachodzi również w mózgu: aktywność neuronalna zaczyna podążać za tym, co słyszymy.

Dlatego powtórzenia tak dobrze działają na myśli. Uspokajają je, porządkują i pozwalają im zwolnić. Regularność zmniejsza chaos bodźców, a brak ostrych kontrastów daje poczucie bezpieczeństwa. Mózg szybciej wycisza się przy tym, co potrafi przewidzieć. Z kolei dobrze poprowadzona dramaturgia, napięcie, które narasta i zostaje rozładowane, działa jak katharsis. Nie nakręca emocji, lecz prowadzi przez nie i pozwala je domknąć.

Jak słuchać muzyki uważnie?

Najprościej, jak się da. Wyznaczyć sobie kilkanaście minut bez multitaskingu. Nie słuchać w tle, podczas odpisywania na wiadomości czy przewijania ekranu. Skupić się na jednym elemencie: melodii, rytmie, barwie albo oddechu między frazami. Pozwolić ciału wejść w tempo muzyki. Nie oceniać ani siebie, ani tego, co się słyszy. To bardziej praktyka niż doświadczenie czysto estetyczne. Nie trzeba znać historii utworu ani rozpoznawać formy. Wystarczy słuchać naprawdę.

Koncert jako sekwencja stanów

Wieczór zamknięcia festiwalu Sinfonia Varsovia Swojemu Miastu jest okazją do takiej praktyki w skali koncertowej. Utwory, które wykona orkiestra, układają się nie tyle w tradycyjny program, ile w sekwencję stanów: od intensywności i napięcia, przez zmianę perspektywy, aż po wyobraźnię balansującą na granicy snu i obsesji.

mat. prasowe
mat. prasowe

Na początku zabrzmi „Noc na Łysej Górze” Modesta Musorgskiego, intensywna wizja sabatu czarownic, muzyka niemal fizyczna w swoim oddziaływaniu, wytrącająca z równowagi. Na końcu pojawi się „Symfonia fantastyczna” Hectora Berlioza, utwór balansujący między snem, obsesją i gorączkową pracą wyobraźni. Pomiędzy nimi znajdzie się „Lunar Solar” Roxanny Panufnik, punkt przejścia i oddechu. To koncert podwójny na obój i rożek angielski, inspirowany ruchem Słońca i Księżyca oraz napięciem między ich energiami.

Na początku jest Słońce: jasne, wyraźne, prowadzone przez obój. Muzyka stopniowo nabiera intensywności, by po chwili wyhamować i zmienić kierunek. Później pojawia się Księżyc. Rożek angielski wnosi ciemniejszą, bardziej miękką barwę. Dźwięk staje się bardziej rozproszony, a czas jakby zwalnia. Powstaje przestrzeń, w której można się zatrzymać.

„Lunar Solar”, którego warszawskie wykonanie zabrzmi zaledwie kilka dni po prawykonaniu w Liverpoolu, nie opowiada historii w prostym sensie. Raczej prowadzi przez doświadczenie ruchu i zmiany: od światła do cienia, od energii do wyciszenia. Nie destabilizuje jak poemat Musorgskiego, nie doprowadza do skrajności jak symfonia Berlioza. Zbiera, uspokaja, porządkuje.

Koncert odbędzie się 14 czerwca w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. I może właśnie dlatego jest jednym z tych wieczorów, po których świat zostaje taki sam, ale zmienia się tempo, w jakim go odczuwamy.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...