Są seriale historyczne, które udają lekcję z podręcznika. „Dynastia Tudorów” nigdy nie była jednym z nich. Od początku chodziło tu o coś bardziej widowiskowego: władzę, pożądanie, zdradę i królewski dwór, na którym jeden szept potrafi zmienić czyjś los. Jeśli jeszcze nie znasz tej produkcji, wkrótce dzięki Netfliksowi będzie okazja do jej nadrobienia.
WIDEO…
„Dynastia Tudorów” wraca na Netflix
Serial zabiera nas na XVI-wieczny angielski dwór, ale nie próbuje być chłodną rekonstrukcją epoki. To raczej historia opowiedziana z rozmachem: dużo tu napięcia, politycznych gierek, romansów i decyzji, które kosztują bohaterów więcej, niż początkowo sądzą. Henryk VIII w wykonaniu Jonathana Rhysa Meyersa nie jest pomnikowym królem z obrazu. Jest impulsywny, próżny, niebezpieczny i fascynujący zarazem. Właśnie wokół niego kręci się cały dwór: Anna Boleyn, Katarzyna Aragońska, Thomas Wolsey, Thomas Cromwell i reszta postaci, które próbują przetrwać jak najbliżej tronu. To serial, w którym korona waży dużo, ale jeszcze więcej ważą ambicje.
„Dynastia Tudorów” to bardziej dworski thriller niż spokojny dramat historyczny
Największa siła „Dynastii Tudorów” polega na tym, że serial nie stoi w miejscu. Jednego dnia ktoś jest najbliżej władzy, drugiego zaczyna rozumieć, że bliskość tronu bywa najgroźniejszym miejscem w całym królestwie. Nie trzeba znać historii Tudorów, żeby dać się wciągnąć. Wystarczy lubić seriale, w których eleganckie kostiumy są tylko piękną fasadą dla bardzo brudnych rozgrywek. To ten sam rodzaj przyjemności, który daje dobre „guilty pleasure”: niby wiemy, że wszystko jest podkręcone, ale właśnie dlatego ogląda się to tak dobrze.

Obsada jak z gwiazdorskiej listy
Na ekranie spotykają się twarze, które dziś mają status kultowych w świecie seriali. Jonathan Rhys Meyers gra króla Henryka VIII, a wśród najważniejszych postaci pojawiają się także Anna Boleyn (Natalie Dormer) oraz Katarzyna Aragońska (Maria Doyle Kennedy). W istotnych rolach są również: kardynał Thomas Wolsey (Sam Neill), Thomas Cromwell (James Frain), Thomas More (Jeremy Northam) i Maria I Tudor (Sarah Bolger). Dla widzów w Polsce dodatkowym magnesem może być Henry Cavill jako Charles Brandon. „Dynastia Tudorów” pomogła mu przebić się do szerszej publiczności.

Cztery sezony dworskich intryg do obejrzenia od razu
„Dynastia Tudorów” pojawi się na platformie Netflix 4 sierpnia, w całości, więc można wejść w ten świat bez czekania na kolejne odcinki. A jest w co wejść: 4 sezony, 38 odcinków i XVI-wieczny dwór, na którym romans nigdy nie jest tylko romansem, a każda decyzja może kosztować pozycję, reputację albo życie. Za serial odpowiada Michael Hirst, twórca późniejszych „Wikingów”, więc od początku wiadomo, czego się spodziewać. To nie jest spokojna lekcja historii z datami w tle, tylko dramat opowiedziany z rozmachem: pełen namiętności, ambicji, zdrad i politycznych układów.
Czy „Dynastia Tudorów” zawsze trzyma się faktów? Nie do końca - i właśnie o to widzowie spierają się od lat. Ale siła tego serialu nigdy nie polegała na muzealnej dokładności. Bardziej na tym, że potrafi zamienić historię Henryka VIII w kostiumowy thriller, od którego trudno się oderwać.



























