5 książek na wakacje: zmysłowych, inteligentnych i lekko niebezpiecznych. Do czytania w słońcu, ale niekoniecznie dla spokoju
Wybrałam pięć książek, które mają w sobie letnią temperaturę, ale nie są wakacyjną dekoracją. Jest tu pożądanie, nuda, okrucieństwo, zależność, samotność i ten szczególny rodzaj elegancji, który pojawia się wtedy, gdy bohaterowie robią rzeczy niemądre z pełną świadomością konsekwencji.

Wakacyjna książka nie musi być miła. Nie musi pachnieć kokosem, mieć bohaterki w lnianej koszuli i finału, po którym świat wraca na miejsce. Czasem najlepsza lektura na lato to ta, która wchodzi do walizki trochę nieproszona: krótka, intensywna, z pazurem. Taka, którą czyta się na leżaku, ale pod spodem czuje się lekki dyskomfort. Jakby słońce świeciło za mocno.
1. Françoise Sagan, „Witaj, smutku”
Lazurowe Wybrzeże, nastoletnia Cécile, ojciec żyjący tak, jakby rachunki emocjonalne nigdy nie przychodziły, i kobieta, która mogłaby wprowadzić w ten układ porządek. Sagan napisała książkę krótką, chłodną i bezlitośnie precyzyjną. Nie ma tu moralizowania, nie ma proszenia o sympatię. Jest młodość w wersji niebezpiecznej: kapryśna, inteligentna, głodna uniesień. Idealna lektura na lato, bo pokazuje, że pod najładniejszym światłem najłatwiej ukryć katastrofę.

2. Marguerite Duras, „Kochanek”
To jedna z tych książek, które mają więcej napięcia w jednym zdaniu niż inne w całym rozdziale. Indochiny, prom przez Mekong, młoda dziewczyna, starszy mężczyzna, relacja, której nie da się opowiedzieć prostym językiem romansu. Duras pisze oszczędnie, ale każdy detal pracuje: kapelusz, sukienka, spojrzenie, upał. „Kochanek” jest zmysłowy, ale nieładny w sposób sztampowy. Raczej duszny, niepokojący, świadomy tego, że pożądanie bardzo rzadko bywa niewinne.

3. Elena Ferrante, „Córka”
Plaża, matki, córki, zabawki, obserwacje, które z każdą stroną robią się coraz mniej komfortowe. Ferrante bierze wakacyjny krajobraz i odbiera mu pocztówkową niewinność. Bohaterka patrzy na młodą kobietę z dzieckiem, a pod tym spojrzeniem zaczynają wychodzić rzeczy, o których nie mówi się przy rodzinnym stole: ambiwalencja, zazdrość, zmęczenie, niechęć, wstyd. To książka o macierzyństwie bez filtra upiększającego. Krótka, gęsta i znakomicie niewygodna.

4. Deborah Levy, „Gorące mleko”
Hiszpańskie wybrzeże, klinika, matka, córka i relacja tak lepka, że niemal czuć ją na skórze. Sofia przyjeżdża z chorującą matką w poszukiwaniu diagnozy, ale szybko okazuje się, że najciekawsze choroby tej książki nie mieszczą się w wynikach badań. Levy pisze o zależności, kobiecym ciele, buncie i pragnieniu bez robienia wielkich scen. Wszystko tu pozornie stoi w miejscu, a jednak coś nieustannie się przesuwa. Jak piasek pod stopami, tylko mniej przyjemnie.

5. Eve Babitz, „Slow Days, Fast Company”

Los Angeles zamiast Riwiery, ale temperatura podobna: słońce, seks, imprezy, rozmowy, które zaczynają się lekko, a kończą gdzieś w okolicach egzystencjalnego kaca. Babitz ma styl osoby, która przyszła na przyjęcie świetnie ubrana i od razu zauważyła, kto udaje. Jest błyskotliwa, swobodna, trochę bezczelna, a przy tym zaskakująco czuła wobec własnych złudzeń. To książka dla tych, którzy lubią, kiedy literatura ma makijaż, apetyt i bardzo dobre oko do katastrof.
Te pięć tytułów nie obiecuje grzecznego resetu. Raczej proponują coś ciekawszego: wakacje jako stan podwyższonej wrażliwości. Słońce, ciało, wolny czas, za dużo myślenia i bohaterowie, którzy nie zawsze wiedzą, kiedy przestać. Czyta się je szybko, ale niekoniecznie łatwo. I właśnie dlatego warto zrobić im miejsce obok kostiumu kąpielowego.

