MARTA KRUPIŃSKA, szefowa działu urody ELLE. Sprawdza kosmetologa Annę Grelę.

Problem: Cienka, nadwrażliwa, przesuszona skóra.
Przyczyny: Uboga w tłuszcze dieta, zbyt lekkie kremy. Zalecenia: Piling i masaż każdego dnia, wprowadzenie 
olejów do codziennej diety i pielęgnacji.

Moja skóra przypomina drzemiący wulkan. I choć na ogół nie mogę na nią narzekać, to raz na jakiś czas „wybucha”. Alergicznie reaguje na klimatyzację, mróz i zmiany temperatury, zimą często jest sucha i drażliwa. Nie pomagają kremy, nawilżające mgiełki ani maski w płachtach. Po kilku godzinach w biurze i tak robi się nieprzyjemnie napięta. – Za mało olejów w diecie i pielęgnacji – wyrokuje Anna Grela, kosmetolog z ponad 20-letnim stażem i założycielka sklepu internetowego Warsztat Piękna. Klientki często proszą ją o pomoc w wyborze właściwych dla siebie kosmetyków. Dlatego na stronie internetowej stworzyła ankietę, w której pyta m.in. o tryb życia, dietę i stosowane produkty. Opierając się na odpowiedziach, bezpłatnie dobiera indywidualny plan pielęgnacyjny. Diagnozy dokonuje też na podstawie zdjęć skóry. 
U mnie nie jest chyba najgorzej, bo na początek dostaję pochwałę. – Skóra wygląda dobrze, jej kolor jest jednolity, nie widać powierzchownych zmarszczek. Ale powinna mieć komfort, bez uczucia ściągnięcia. A że z natury ma mało lipidów, z wiekiem będzie coraz bardziej odwodniona i nadreaktywna – ostrzega Anna Grela. Jej zdaniem używam za lekkich kremów na bazie wody, które po odparowaniu powodują przesuszanie się naskórka. Zamiast moich ulubionych koreańskich masek poleca mi domowe, na bazie jogurtu z żywymi kulturami bakterii, białej glinki i oleju z rokitnika, które oczyszczą, nawilżą i złagodzą podrażnienia. Radzi też wprowadzić do codziennego menu awokado albo dwie łyżki oleju lnianego czy z miąższu owoców rokitnika. Ten ostatni, poza tym, że zbawiennie wpływa na skórę, likwiduje suchość oka i działa kojąco na układ trawienny. A że noszę soczewki i mam wrażliwy żołądek, jest wręcz dla mnie stworzony. Wzdrygam się już przy pierwszym podejściu. Wolę awokado, które dodaję do sałatek i koktajli. Mam też odstawić mleczko do demakijażu i przerzucić się na trzyetapowe oczyszczanie. Zaczynam od naturalnego oleju kokosowego, który wmasowuję palcami w twarz, powieki, szyję i dekolt i zmywam wodą. Co wieczór mam też sięgać po piling, najlepiej drobnoziarnisty, np. z pestek moreli Beyond Organic Skincare. Trochę się obawiam, że moja skóra stanie się jeszcze cieńsza i wrażliwsza. – Regularne złuszczanie działa jak gimnastyka 
i detoks dla skóry, sprawia, że robi się grubsza i jędrniejsza – uspokaja mnie Anna Grela. Wieczorny rytuał oczyszczania dopełniam żelem do mycia, spryskuję twarz różanym hydrolatem i w jeszcze wilgotną wklepuję gęsty krem odżywczy Tata Harper. Przy okazji funduję swojej skórze pobudzający krążenie masaż, delikatnie uciskając ją w kierunku szyi i uszu. – Dzięki temu rozszerzają się naczynia włosowate, co poprawia wchłanianie składników aktywnych z kosmetyków – tłumaczy Anna Grela. W efekcie rano budzę się z lekko śliską, gładką i nawilżoną, ale nie napiętą jak struna skórą. Wystarczy, że spsikam ją hydrolatem, nałożę rozjaśniające serum z witaminą C i na to czysty olejek z granatu czy krem z kwasem hialuronowym albo kwasami owocowymi. Taki wielowarstwowy filtr dobrze chroni przed mrozem, klimatyzacją i smogiem. I choć wieczorna rutyna zajmuje mi teraz więcej niż kwadrans, to rano oszczędzam czas na makijażu. Zamiast tony fluidu wystarczy mi odrobina kremu BB.