Ten europejski "feel-good movie" udowadnia, że szczęście nie zależy od wieku. Miła odtrutka dla cukierkowego Hollywood
Są filmy, które otulają jak chłodna bryza w upalny dzień. „Dom w Portugalii” jest właśnie takim doświadczeniem. Subtelny, pełen ciepła i refleksji, doskonale wpisuje się w letni klimat. Widzowie HBO Max pokochali go od pierwszych dni.

Avelina Prat, hiszpańska reżyserka i była architektka, w ostatnich latach wyrasta na jeden z najciekawszych kobiecych głosów europejskiego kina. Po docenionym „Vasilu” wraca z nowym filmem - „Dom w Portugalii”. Krytycy określają jej styl jako „autorski feel-good movie” - subtelny, emocjonalny, ale bez lukru.
„Dom w Portugalii” - historia o ucieczce, która zmienia wszystko
Głównym bohaterem „The Portuguese House” jest Fernando (Manolo Solo) - profesor geografii, wierny papierowym mapom i życiowej rutynie. Jego świat rozpada się, kiedy żona znika bez słowa i wraca do rodzinnej Bułgarii. Zrozpaczony, wciąż niegotowy, by się zmierzyć z samotnością, Fernando wyjeżdża na portugalską prowincję. To tam, wśród zielonych wzgórz i ciszy nad rzeką Lima, spotyka Manuela (Xavi Mira) - ogrodnika bez stałego miejsca zamieszkania. Ich przypadkowa znajomość staje się początkiem przemiany, a Fernando przyjmuje nową tożsamość i podejmuje pracę jako ogrodnik w starym, portugalskim domu. Tak zaczyna się historia, która jednocześnie koi i porusza - o zagubieniu, odrodzeniu i o tym, jak czasem trzeba zgubić siebie, żeby móc się odnaleźć na nowo.
Jednym z największych bohaterów filmu jest… sceneria. Film kręcono w malowniczej miejscowości Ponte de Lima, gdzie czas płynie inaczej - wolniej, ciszej, bardziej naturalnie. Krajobrazy, wąskie uliczki, gęsta zieleń i niespieszny rytm życia stają się nie tylko tłem, ale częścią emocjonalnej podróży Fernanda. To kino dla widzów, którzy lubią poczuć miejsce - zupełnie jak u Erica Rohmera czy Carlosa Saury.
Mały - wielki film na HBO Max
„Dom w Portugalii” nie jest filmem o wielkich zwrotach akcji. Oddziałuje na widza subtelnie, ale głęboko. Opowiada o wewnętrznych przemianach i małych gestach, które odmieniają życie. Prat pokazuje, że odpowiedzi na trudne pytania można odnaleźć w miejscach nieoczekiwanych. Nic dziwnego, że ta ciepła i pełna nadziei produkcja znalazła uznanie wśród widzów platformy HBO Max.
„Dom w Portugalii” to subtelna i medytacyjna opowieść o człowieku zaczynającym życie od nowa, w obcym miejscu i z nową tożsamością. Film nie porywa akcją, ale przez powolne tempo i ciszę ukazuje głębię ludzkich emocji, utraty i nadziei. To ciche, europejskie kino, które pozwala zatracić się w refleksji i odnaleźć spokój. Choć nie dla każdego, jego urok tkwi w niedopowiedzianej, delikatnej atmosferze i naturalności. To zaproszenie do zatrzymania się i spojrzenia na życie z łagodnością.
Nowe miejsce, nowi ludzie, nawet nowa tożsamość. Życie napisało scenariusz dla Fernando na nowo. Fajne europejskie kino. Jakże inne, głębsze od tego z Hollywood. Polecam - czytamy w opiniach pod filmem.

