Reklama

„Życie prywatne” na Netflix to komediodramat Tamary Jenkins z 2018 roku o Rachel i Richardzie, parze po czterdziestce, która bezskutecznie stara się o dziecko. Po nieudanych próbach IVF i rozważaniach o adopcji ich życie komplikuje propozycja dawczyni oraz pojawienie się Sadie, siostrzenicy Richarda.

Gdy pragnienie rodzicielstwa wchodzi do salonu w codziennych butach

„Życie prywatne”
mat. prasowe

Rachel i Richard są daleko od ekranowej pocztówki z idealnego związku. Ona jest pisarką, która próbuje domknąć powieść; on – były aktor i impresario teatralny – dziś skupia się na produkcji przetworów, jakby w uporczywej rutynie chciał znaleźć spokój. Wspólna historia ma tu fakturę codzienności: zmęczenie, nerwowe spięcia, czułość, która nie zawsze przychodzi łatwo. Kiedy po latach prób pojawia się propozycja skorzystania z dawczyni komórek jajowych, ich relacja trafia w punkt, w którym nie ma komfortowych odpowiedzi.

Film prowadzi widza przez kolejne etapy starań Rachel i Richarda – bez ozdobników, ale też bez chłodu. Ten kameralny format sprawia, że emocje są niemal namacalne: nadzieje wracają i gasną, a napięcie w związku rośnie w drobnych scenach, które w innych opowieściach bywałyby pominięte. Reżyserka i scenarzystka Tamara Jenkins nie ucieka w ckliwość ani w szybkie pocieszenie; zamiast tego trzyma się blisko bohaterów i ich reakcji, czasem gwałtownych, czasem zawstydzająco ludzkich.

Sadie wchodzi do gry i nagle wszystko staje się bardziej osobiste

„Życie prywatne”
mat. prasowe

W tej precyzyjnie skrojonej opowieści pojawia się Sadie – siostrzenica Richarda, która rzuciła studia. Jej obecność działa jak nowy układ świateł w mieszkaniu: wydobywa rysy, których wcześniej nie widać było tak ostro. Sadie wnosi energię młodości, ale też niepokój, bo patrzy na Rachel i Richarda z zewnątrz, a jednocześnie staje się częścią ich intymnej przestrzeni. Zmienia się dynamika rozmów, rośnie liczba tematów, które trudno domknąć jednym zdaniem.

Wątek Sadie nie jest dodatkiem, lecz elementem, który podkręca tempo emocji i przesuwa akcenty. Nagle rodzicielstwo przestaje być abstrakcyjnym planem na przyszłość, a staje się sprawą dotykającą każdego gestu: tego, kto komu ustępuje miejsca, kto bierze na siebie ciężar decyzji, kto wreszcie ma siłę przyznać się do wahania. To kino o relacjach, które zamiast efektownych zwrotów akcji wybiera konsekwencję i psychologiczną uważność.

Obsada, która nie gra „tematu”, tylko człowieka

Życie prywatne
mat. prasowe

W centrum są Paul Giamatti i Kathryn Hahn. On buduje postać Richarda w sposób stonowany, z wyczuwalnym napięciem między dawną sceną a dzisiejszą codziennością. Ona jako Rachel jest intensywna, niepokorna, chwilami ostra – jak bohaterka współczesnej powieści obyczajowej, w której najważniejsze wydarzenia rozgrywają się w kuchni, w gabinecie lekarskim, w ciszy po kłótni. Obok nich pojawia się Kayli Carter jako Sadie, a także Molly Shannon, John Carroll Lynch, Denis O’Hare i Desmin Borges, którzy domykają świat filmu bez teatralnych fajerwerków.

„Życie prywatne” trwa 123 minuty i konsekwentnie pozostaje komediodramatem: lekkie momenty nie rozbrajają tematu, a dramat nie zamienia się w emocjonalny szantaż. To także powrót Tamary Jenkins po 11 latach przerwy od pełnego metrażu – projekt osobisty, inspirowany jej własnymi doświadczeniami długich starań o ciążę. Film miał premierę na Sundance Film Festival, a na Netflix jest dostępny od 5 października 2018 roku.

Odbiór? Widownia i krytyka doceniły przede wszystkim szczerość: na Filmwebie tytuł ma 6,8/10, Rotten Tomatoes zebrał ponad 90% pozytywnych recenzji, a Roger Ebert Online przyznał mu cztery gwiazdki. To seans dla tych, którzy lubią kino bliskie ludziom, i dla tych, którzy nie potrzebują lukrowanego finału, by poczuć, że historia została opowiedziana uczciwie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...