„Ostatni dom” pojawił się na Netflix 9 sierpnia i niemal od razu wspiął się na sam szczyt zestawienia najchętniej oglądanych tytułów w Polsce. Science fiction spotyka się tu z horrorem i rodzinnym dramatem, a wszystko rozgrywa się w miejscu, które powinno kojarzyć się przede wszystkim z bezpieczeństwem. Tyle że tym razem dom staje się pułapką.
WIDEO…
Akcja „Ostatniego domu” rozpoczyna się na przedmieściach Seattle, tuż przed świętami. Po potężnej listopadowej burzy czteroosobowa rodzina odkrywa, że nie może wydostać się z własnego domu. Drzwi i okna przestają działać, telefony tracą zasięg, internet znika, a wraz z nim kontakt ze światem.
W tym artykule:
1. „Ostatni dom” na Netflix. Zwykły dom zamienia się w pułapkę
2. O czym jest „Ostatni dom”? Rodzina zostaje odcięta od świata
3. „Ostatni dom” podbija Netflix. Finał filmu może jednak podzielić widzów
„Ostatni dom” na Netflix. Zwykły dom zamienia się w pułapkę
Pomysł jest prosty, ale właśnie dlatego działa tak dobrze. Przestrzeń, którą znamy na pamięć – salon, kuchnia, korytarz, sypialnia – z minuty na minutę zaczyna budzić coraz większy niepokój. Dom przestaje chronić. Staje się klaustrofobicznym labiryntem, z którego nie ma wyjścia.
W centrum historii znajduje się rodzina grana przez Wagnera Mourę, Gretę Lee, Noaha Alexandra Sosnowskiego i Riley Chung. Kiedy technologia przestaje działać, bohaterowie muszą błyskawicznie przestawić się na zupełnie inny tryb funkcjonowania. Telefony stają się bezużyteczne, zapasy zaczynają wyznaczać rytm kolejnych dni, a każda decyzja może mieć konsekwencje.
I właśnie wtedy „Ostatni dom” robi się naprawdę interesujący.
O czym jest „Ostatni dom”? Rodzina zostaje odcięta od świata
Fabuła nie opiera napięcia wyłącznie na pytaniu: „co właściwie dzieje się na zewnątrz?”. Równie ważne okazuje się to, co zamknięcie robi z samymi bohaterami.
Codzienność zaczyna przypominać survival. Trzeba racjonować jedzenie, szukać rozwiązań bez dostępu do sieci i stworzyć nowy domowy porządek, kiedy ten dotychczasowy przestał istnieć. Jednocześnie coraz trudniej zachować spokój, bo za ścianami może znajdować się coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż listopadowa burza.
Najmocniejsze momenty filmu rodzą się właśnie z tej niepewności. Z ciszy, niedopowiedzeń i poczucia, że coś jest nie tak, choć jeszcze nie wiadomo dokładnie co. Zagrożenie czające się na zewnątrz sprawia natomiast, że pozostanie w domu – mimo narastającej klaustrofobii – może być jedynym sposobem na przeżycie.

„Ostatni dom” podbija Netflix. Finał filmu może jednak podzielić widzów
Pierwsza część thrillera skutecznie gra na nerwach, później tempo wyraźnie przyspiesza. „Ostatni dom” próbuje połączyć widowiskowe science fiction z kameralną opowieścią o rodzinie wystawionej na ekstremalną próbę. I przez sporą część seansu robi to naprawdę sprawnie.
Gorzej wypada moment, w którym tajemnice trzeba w końcu zacząć wyjaśniać. W recenzjach filmu powtarzają się zarzuty dotyczące trzeciego aktu: historia ma tracić część swojej wcześniejszej precyzji, a odpowiedzi, na które widz czeka przez większość seansu, pojawiają się zbyt szybko i nie zawsze są równie satysfakcjonujące jak budowana wcześniej zagadka.
Film broni się jednak obsadą. Wagner Moura i Greta Lee nadają rodzinnej historii emocjonalny ciężar, dzięki któremu napięcie nie znika nawet wtedy, gdy scenariusz zaczyna skręcać w bardziej widowiskową stronę.
Atmosferę dodatkowo podkręcają technikalia. „Ostatni dom” można oglądać na Netflix w jakości 4K z HDR i dźwiękiem Dolby Atmos, co w przypadku filmu wykorzystującego ciszę, zamknięte przestrzenie i narastające poczucie osaczenia zdecydowanie działa na jego korzyść.
Czy „Ostatni dom” jest więc nowym filmem science fiction, który trzeba zobaczyć? Nie jest pozbawiony wad i jego finał może podzielić widzów. Ale jedno już mu się udało: niemal natychmiast po pojawieniu się w bibliotece Netflixa znalazł się na 1. miejscu najchętniej oglądanych tytułów w Polsce. A skoro zrobił to w takim tempie, wygląda na to, że tego lata jeszcze nieraz o nim usłyszymy.



























