Komedie z końca XX wieku mają swój niepowtarzalny klimat. Nie chodzi tylko o sentymentalne kadry z gwiazdorską obsadą, ale przede wszystkim o jeden z ich znaków szczególnych, czyli abstrakcyjny scenariusz, który bardzo często zahacza o granice absurdu. I właśnie o to chodzi. Doskonałym przykładem są „Parszywi dranie” (1988) ze Steve’em Martinem i Michaelem Caine’em w rolach głównych. Film udowadnia, że do dobrej zabawy naprawdę nie potrzeba wiele, a gwarancją udanej komedii jest przede wszystkim lekkość. Właśnie w ten sposób przed laty skradł serca nie tylko krytyków, ale również widzów.
WIDEO…
O czym są „Parszywi dranie”?
Tytułowi parszywi dranie to Freddy Benson i Lawrence Jamieson – dwaj oszuści obdarzeni urokiem osobistym oraz nieszablonowym podejściem do życia. Chociaż są do siebie bardzo podobni, gdy ich drogi się krzyżują, od razu stawiają sprawę jasno – w mieście nie ma miejsca dla nich obu.
Postanawiają więc założyć się o to, kto jako pierwszy wyciągnie 50 tysięcy dolarów od przypadkowo napotkanej kobiety, a stawką jest przejęcie całego terenu wyłącznie dla siebie. Brzmi abstrakcyjnie? To dopiero początek. Obaj mężczyźni są niezwykle zdeterminowani i gotowi sięgnąć po niemal wszystkie środki, by zwyciężyć. Dlatego rywalizacja szybko przybiera absurdalny wymiar.
To pełna humoru, nieoczywista komedia, która nie zna słowa „umiar”. I właśnie ta abstrakcja, połączona z błyskotliwymi dialogami, sprawia, że trudno się od niej oderwać.
Frank Oz, Steve Martin i Michael Caine
Prawdziwa siła „Parszywych drani” tkwi w tym, że tworzyli ich ludzie, którzy doskonale znają komedię. Reżyserem filmu jest Frank Oz, który miał swój udział również między innymi w produkcjach „Zgon na pogrzebie”, „Przodem do tyłu” i „Wielka heca Bowfingera”.
Jego twórczość nie kończy się jednak na pracy reżyserskiej. Od wielu lat Oz realizuje się również jako aktor dubbingowy i należy do najbardziej rozpoznawalnych twórców w tej dziedzinie. Swój głos podkładał między innymi w „Potworach i spółce”, „Gwiezdnych wojnach” oraz „W głowie się nie mieści”.
Nie sposób nie wspomnieć również o głównej obsadzie. Steve Martin („Zbrodnie po sąsiedzku”) i Michael Caine („Wbrew regułom”) – to właśnie duet tych dwóch wielkich nazwisk sprawia, że „Parszywych drani” ogląda się nie tylko jak zabawną komedię, ale również jak wciągające kino pełne dynamicznej akcji. Towarzyszące im Glenne Headly, Barbara Harris oraz Meagen Fay tylko dodają całości charakteru.
„Parszywi dranie” po latach nadal mają świetne oceny
Rzadko zdarza się, by filmy z lat 80. zajmowały wysokie miejsca we współczesnych rankingach, szczególnie tych opartych na opiniach widzów. W dużej mierze odpowiada za to upływ czasu, wraz z którym pojawiają się kolejne nowości, lepiej dopasowane do tempa współczesnego odbiorcy. Właśnie dlatego w przypadku starszych produkcji największym wyróżnieniem często staje się prestiżowa nagroda lub nominacja. W przypadku „Parszywych drani” nie skończyło się jednak tylko na tym.
Michael Caine w 1989 roku otrzymał za swoją rolę nominację do Złotego Globu dla najlepszego aktora w komedii, jednak film został również doceniony w popularnych rankingach. Na Rotten Tomatoes komedia otrzymała 84 proc. pozytywnych opinii od widzów i aż 89 proc. od krytyków. Z kolei na IMDb „Parszywi dranie” mogą pochwalić się oceną 7,4 przy 88 tysiącach opinii.
Dlaczego warto obejrzeć „Parszywych drani”?
To przede wszystkim propozycja dla tych, którzy podobnie jak jej twórcy kochają komedie oraz kino lat 80. z jego nieszablonowym, często bardzo specyficznym humorem. Film sprawdzi się doskonale jako lekka propozycja na wieczór, ale również jako okazja do odświeżenia klasyki z kultowym aktorskim duetem na ekranie.
Z seansem nie warto jednak zwlekać zbyt długo. Prime Video postanowił przypomnieć, że film znajduje się w jego ofercie, ale zrobił to w dość dotkliwy sposób. „Parszywi dranie” znaleźli się na liście produkcji, które mają opuścić platformę w ciągu najbliższych 30 dni.