Są aktorki, których nie trzeba przedstawiać. Wystarczy nazwisko i od razu przed oczami pojawiają się konkretne sceny, bohaterki i filmy, do których wracamy trochę jak do starych zdjęć. Sandra Bullock zdecydowanie należy do tego grona. Dla jednych na zawsze pozostanie agentką FBI z „Miss Agent”, dla innych romantyczną Margaret Tate z „Narzeczonego mimo woli” albo Ryan Stone z „Grawitacji”.

WIDEO

player placeholder

W komediach z jej udziałem jest coś niezwykle komfortowego - nawet kiedy bohaterki wpadają w kłopoty, a akcja zaczyna przyspieszać, po seansie zostaje to przyjemne, ciepłe uczucie. Przed erą streamingu, żeby do nich wrócić, trzeba było trafić na emisję w telewizji, kupić płytę albo wypożyczyć film.

Dziś wystarczy kilka kliknięć. Dzięki czemu „Gorący towar” z 2013 roku znów ma swoje pięć minut. Film pojawił się w polskim katalogu Netflixa 22 sierpnia i w zaledwie kilka dni znalazł się w gronie najchętniej oglądanych produkcji.

Zobacz także:

Sandra Bullock i Melissa McCarthy w duecie, którego nie da się zapomnieć

Gorący temat
mat. prasowe

„Gorący towar” to komedia kryminalna w reżyserii Paula Feiga, twórcy „Druhen” i „Pomocy domowej”. W głównych rolach spotykają się Sandra Bullock („Grawitacja”, „Miss Agent”) oraz Melissa McCarthy („Druhny”, „Agentka”). I właściwie już samo to zestawienie powinno wystarczyć, żeby wiedzieć, że będzie głośno, dynamicznie i bez przesadnego przejmowania się konwenansami.

Bullock wciela się w Sarah Ashburn, ambitną agentkę FBI, która doskonale zna procedury, lubi mieć kontrolę i zdecydowanie nie jest typem osoby, która łatwo odnajduje się w pracy zespołowej. Jej kolejnym zadaniem jest rozpracowanie bostońskiego barona narkotykowego. Na miejscu trafia jednak na Shannon Mullins, graną przez McCarthy miejscową policjantkę. Shannon jest dokładnym przeciwieństwem Sarah - bezpośrednia, impulsywna i zdecydowanie mniej zainteresowana przestrzeganiem biurokratycznych zasad.

Kiedy obie kobiety zostają zmuszone do współpracy, początkowa niechęć szybko przeradza się w coś znacznie bardziej interesującego. Ich relacja jest zresztą jednym z powodów, dla których „Gorący towar” tak dobrze działa nawet po latach.

O czym jest „Gorący towar”?

Gorący temat
mat. prasowe

Sarah Ashburn przyjeżdża do Bostonu, aby schwytać rosyjskiego gangstera i udowodnić swoim przełożonym, że zasługuje na awans. Problem pojawia się wtedy, gdy jej śledztwo zaczyna krzyżować się z działaniami Shannon Mullins. Obie mają zupełnie inne metody pracy, a ich pierwsze spotkania zdecydowanie nie należą do przyjemnych. Z czasem odkrywają jednak, że mogą wykorzystać swoje różnice jako przewagę.

Do tego dochodzi oczywiście kryminalna intryga, przestępcy, policyjne akcje i sporo absurdalnego humoru. „Gorący towar” korzysta z klasycznego schematu buddy movie, ale zamienia męski duet policjantów na dwie kobiety, które zdecydowanie nie zamierzają nikomu niczego udowadniać w elegancki sposób.

Obsada „Gorącego towaru”

Gorący towar
mat. prasowe

Obok Sandry Bullock i Melissy McCarthy w filmie pojawiają się m.in. Demián Bichir („Nienawistna ósemka”), Marlon Wayans („Straszny film”), Michael Rapaport („Wielki biały ninja”), Jane Curtin („Krawędź jutra”) i Taran Killam („Saturday Night Live”).

Za kamerą stanął Paul Feig, który kilka miesięcy wcześniej odniósł ogromny sukces „Druhnami”. „Gorący towar” był więc kolejnym dowodem na to, że komedia oparta na wyrazistych kobiecych bohaterkach może być nie tylko zabawna, ale również bardzo dobrze radzić sobie w kinach.

Film sprzed 13 lat wrócił na Netflixa

Gorący towar
mat. prasowe

Dzisiaj „Gorący towar” może być przede wszystkim nostalgicznym powrotem do komedii, które nie potrzebowały uniwersum, kolejnych części ani wielkiej franczyzy, żeby zapisać się w pamięci widzów. Film zadebiutował w 2013 roku i okazał się dużym sukcesem komercyjnym. Przy budżecie wynoszącym około 43 mln dolarów zarobił na świecie blisko 230 mln dolarów. To ponad pięciokrotność kosztów produkcji.

Po 13 latach historia zatoczyła koło. 22 sierpnia „Gorący towar” trafił do katalogu Netflixa w Polsce, a już chwilę później znalazł się wysoko w zestawieniu najpopularniejszych filmów platformy.

Jak widzowie oceniają „Gorący towar”?

Gorący temat
mat. prasowe

Film ma obecnie 6,6/10 na IMDb, 6,5/10 na Filmwebie oraz 66 proc. na Rotten Tomatoes. Na Filmwebie oceniono go już przez blisko 60 tys. użytkowników.

Nie są to więc wyniki, które sugerowałyby filmowy klasyk wszech czasów. Ale „Gorący towar” nigdy nie potrzebował takiego statusu. Jego siłą od początku była przede wszystkim chemia dwóch głównych aktorek, szybkie tempo i komediowa energia, do której można wrócić bez wielkiego przygotowania.