Trendy 2019

Drapieżne boho

Basia Czartoryska

Szefowa działu mody, w ELLE od 1994 do 1998 roku

O tym, że otwiera się polska edycja ELLE, dowiedziałam się od Manueli Gretkowskiej. To miało być pierwsze międzynarodowe pismo o modzie. Sensacja i prawdziwy powiew luksusu. Wtedy rynek mody w Polsce praktycznie nie istniał, tak samo jak zawód stylisty. Nie było galerii handlowych, butików, sieciówek, znanych marek. Wszystko rodziło się wraz z ELLE. Pamiętam, jak jeździliśmy na pokazy mody, by dwa razy w roku przygotować raporty o trendach, a potem odwzorowywaliśmy ubrania ze światowych wybiegów u krawców i buty u szewców, by mieć do sesji piękne rzeczy, i podpisywaliśmy „wzór”. Uczyliśmy się mody na błędach, ale też u boku najlepszych światowych fotografów. Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej okładki z modelką Magdą Wróbel w Paryżu. Pierwszej w ogóle, tej historycznej, z Basią Milewicz, niestety nie robiłam. Powstała w Stanach Zjednoczonych. Zdjęcia dotarły do nas pocztą. Dziś też przychodzą pocztą, ale elektroniczną. Zmieniło się wiele, ale ELLE wciąż dyktuje trendy.

Szyk z „Dynastii”

Anna Jurgaś

Szefowa działu mody, w ELLE od 1999 do 2006 roku

Kiedy zaczynałam pracować dla ELLE, Joanna Klimas była znaną projektantką, a gwiazdy i fotografowie chcieli, żeby włosy do sesji robiła Jaga Hupało. Malowała wtedy Gonia Wielocha, a Jacek Poręba, Marek Straszewski i Marcin Tyszka robili zdjęcia mody. No i nie było Instagrama… Było za to ELLE. Pamiętam, że w tamtych czasach na sesjach brakowało dodatków, a looki podobne do tych z pokazów zamawiało się u projektantów. Wtedy każdą stylizację akceptowała nam François, stylistka z francuskiego ELLE, która raz w miesiącu przyjeżdżała do Polski. Potem do Polski weszły Mango, Zara. Dla nas to był raj. Pamiętam, jak kobiety zaczęły bawić się modą. Sama do dziś wyznaję tę zasadę. Jeśli w czymś nie czuję się dobrze, nie włożę tego. Nie ma znaczenia, jak bardzo jest to modne.

Nocne safari

Karolina Limbach

Stylistka, w ELLE od 2016 roku

Zaczęłam czytać ELLE, gdy byłam jeszcze nastolatką. Pamiętam zdjęcie, na którym modelka miała szarą bluzę i zarzucony na nią żakiet Chanel. Dziś takie połączenie nie robi na nikim wrażenia, ale to właśnie ELLE jako pierwsze pokazywało kobietom, jak można bawić się modą, przełamywać stereotypy i być sobą. Moja zawodowa przygoda z ELLE zaczęła się dzięki dziewczynom występującym w tym materiale. Najpierw trafiłam na staż u Iny Lekiewicz, ówczesnej szefowej działu mody. W redakcji poznałam Zuzię Kuczyńską, stylistkę, która poleciła mnie Agnieszce Ścibior. Asystowałem jej w magazynie „Viva! Moda” przez prawie trzy lata, aż znowu zadzwonił telefon z ELLE. I tak historia zatoczyła koło. Jestem!

Wzorowe retro

Anna Poniewierska
Szefowa działu mody, w ELLE od 2000 do 2008 roku
Studiowałam projektowanie ubioru w ASP w Łodzi i potrzebowałam stażu. Dostałam szansę w ELLE. W ciągu dnia zasuwałam w redakcji, a po godzinach robiłam testy w studiu fotograficznym, aż zostałam asystentką, potem stylistką, a finalnie szefową działu mody. To było osiem lat kreatywnej pracy z ciekawymi ludźmi. Zagraniczne showroomy nie uznawały wtedy polskiego rynku, a polskie jeszcze nie istniały. Zdobycie ubrań do zdjęć było wyzwaniem. Polscy projektanci często szyli je na potrzeby tylko jednej sesji. To było szaleństwo, tak samo jak niektóre sesje. Na pewno nie zapomnę tej z okazji 10-lecia ELLE. Dziesięć gwiazd. Każda ubierana przez innego stylistę i fotografowana przez innego fotografa w tym samym czasie, w tym samym studiu. Pierwszy i ostatni raz pracowałam wtedy z Korą Jackowską. Pamiętam atmosferę i rozmach tej produkcji. Nie zapomnę też sesji z obiecującymi aktorami młodego pokolenia, którą realizowaliśmy na promie, płynąc do Szwecji i od razu z powrotem. Ta praca była wymagająca, ale zawsze dawała wielką satysfakcję. I niezwykłe zdjęcia, które pozostaną na zawsze.

Romantyczny western

Ina Lekiewicz
Szefowa działu mody, w ELLE od 2012 do 2015 roku
Kiedy pracowałam dla ELLE, na światowych wybiegach królowały polskie modelki. Dosłownie. Pamiętam, że to był ich czas. Nie mogłam się powstrzymać. I na sesji okładkowej z Magdą Frąckowiak nałożyłam jej na głowę koronę Dolce & Gabbana. Pamiętam, jaką radość mieliśmy w redakcji, gdy okazało się, że inne zagraniczne pisma zainspirowały się naszym pomysłem. Pamiętam większość sesji do ELLE, ale najtrudniejsza była dla mnie ta z Anją Rubik. Wiedziałam, że jest bardzo wymagająca. Miałam dla niej tyle ubrań, że mogłabym otworzyć sklep. To było dla mnie wyzwanie. Byłam młoda i traktowałam wszystko ambicjonalnie. Dziś na pewno pozwoliłabym sobie na więcej luzu. 

Z szafy samurajki

Marta Kalinowska
Szefowa działu mody, w ELLE od 2008 do 2011 roku 
Planowanie sesji w ELLE nigdy nie ograniczało się do trendów. Pomysłów szukaliśmy wszędzie. W popkulturze, architekturze, sztuce. Moda w ELLE była inspiracją, jakimś stanowiskiem albo sentymentalną podróżą, jak jedna z moich ulubionych sesji – „Love Story”. Powstała w 2011 roku i była wzorowana na najmocniejszych lookach Lady Di. Do dziś śmieję się, wspominając, jak Robert Kupisz zakładał Kamili Szczawińskiej perukę tył na przód, a Kamila robiła miny, których uczyła się przez tydzień, oglądając stare 
nagrania z Dianą.

Glamrock z lat 90.

Różena Opalińska
Stylistka, w ELLE od 2008 do 2012 roku
Zawsze wyszukiwaliśmy gorące nazwiska wśród modelek. Pamiętam, jak Zuza Bijoch wystąpiła w kampanii Louis Vuitton w 2011 roku i prawie natychmiast mieliśmy ją na okładce. Kiedy zagraniczne showroomy, Céline, Balmain i Sonia Rykiel, usłyszały, że to będzie sesja z Zuzą, po raz pierwszy przysłały nam do Polski swoje total looki. To był naprawdę gorący moment w jej karierze. Zuza przyjechała dosłownie na chwilę do Warszawy, a sesję robiliśmy na przebudowywanej wtedy Trasie Toruńskiej. Warunki były ekstremalne, a element scenografii stanowiły motory Ducati. Zresztą, co zabawne, kierowcy wozili nimi Zuzę na każdą zmianę stylizacji. To była naprawdę rockowa sesja, dosłownie i w przenośni.