Mam skórę wrażliwą, skłonną do przesuszeń i zmęczoną, ale przy tym mocno przetłuszczającą się. Znalezienie kremu, który zapewni mi efekt świeżej cery, ale bez efektu nieestetycznego suchego matu i ściągnięcia wcale nie jest łatwe. Szczególnie brakuje mi takich kosmetyków latem, gdy skóra bardziej pracuje, poci się i prędko wygląda na zmęczoną. 

WIDEO

player placeholder

W nowościach marki Embryolisse znalazł się jednak krem, który obiecywał naprawdę wiele i z opisu wynikało, że jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Przyznaję, że od tej marki oczekuję naprawdę wiele, bowiem od lat uznawana jest za kultową, a w swoim asortymencie ma bestsellery stosowane przez profesjonalnych wizażystów (nawet podczas największych fashion weeków). 

Koniec z matowieniem za wszelką cenę

Przez lata kremy matujące działały według jednego schematu: ograniczały wydzielanie sebum, ale przy okazji pozostawiały cerę szorstką, odwodnioną i pozbawioną naturalnego blasku. Takich formuł przerobiłam dziesiątki! Dziś wiadomo już, że taka strategia przynosi odwrotny efekt. Im bardziej wysuszona jest skóra, tym intensywniej próbuje się bronić, produkując kolejne ilości sebum. Właśnie dlatego Embryolisse proponuje zupełnie inne rozwiązanie, które sprawdza się szczególnie u osób dorosłych o cerach tłustych i mieszanych. 

Zobacz także:

Nawilżenie, wygładzenie i zmatowienie w jednym

Formuła opiera się na składnikach, które jednocześnie dbają o odpowiedni poziom nawilżenia i pomagają zachować matowy wygląd skóry przez wiele godzin. Roślinna gliceryna zatrzymuje wodę w naskórku, organiczny ekstrakt z kurkumy wspiera wyrównanie kolorytu i pielęgnuje cerę, a puder matujący ogranicza błyszczenie bez efektu przesuszenia. Co ważne, moja skóra jest nawilżona, miękka w dotyku i gładka, nie czuję żadnego dyskomfortu czy ściągnięcia. 

A jak to wygląda wizualnie na twarzy? Cera faktycznie wygląda na świeżą, rozszerzone pory są delikatnie zwężone, a sebum i efekt niepożądanego „błyszczenia się skóry” jest mniej widoczny. Co dla mnie istotne, krem nie odbiera mi naturalnego blasku cery. Efekt jest bardzo naturalny i subtelny, co bardzo mi odpowiada.

Krem świetny na upały 

To właśnie latem najbardziej doceniam dobrze skomponowaną pielęgnację i przemyślane formuły kosmetyków. W tym przypadku mamy do czynienia z lekką konsystencją, dzięki której krem szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu i nie obciąża mojej skóry nawet wtedy, gdy temperatura jest bardzo wysoka. Dodatkowo produkt dobrze współpracuje z podkładami, kremami BB i SPF, dlatego może z powodzeniem zastąpić klasyczny krem na dzień. Warto też zaznaczyć, że produkt jest niekomedogenny, a więc nie „zapycha porów”, o co często martwią się cery przetłuszczające się. 

W moim przypadku na co dzień krem świetnie łączył się z kultowym Missha M Perfect Cover BB Cream. Użyłam go także w go także w roli bazy pod makijaż wieczorowy i cudownie współpracował z Charlotte Tilbury Airbrush Flawless Foundation. Podkład wyglądał perfekcyjnie przez około 16 bardzo intensywnych godzin.