Kinga wita mnie w wałkach na włosach oraz basicowym looku: T-shircie, dżinsach i japonkach. Szykuje się do zdjęć, ale już wygląda jak najbardziej cool dziewczyna z Instagrama. Co za tym stoi? Autentyczność i luz. Jak sama stwierdza, nauczyła się tego, mieszkając w Paryżu. – Szczególnie podobało mi się to, co widziałam na ulicach. Nie podczas fashion weeków, lecz na co dzień. Zobaczyłam, że można swobodnie bawić się modą i ubierać się przede wszystkim do życia. Dziewczyny nie tworzyły stylizacji po to, by dopasować się do jakiegoś klucza, ale by wyrażać siebie – mówi. Kinga spędziła w Paryżu rok – pierwsze półrocze na studenckiej wymianie podczas studiów z zarządzania, a drugie na stażu w dziale marketingu start-upu. Kolejnym przystankiem był Luksemburg. To właśnie tam w 2022 roku, zaledwie dwa tygodnie po przeprowadzce, otworzyła swoją markę modową. Dziś spotykamy się w Warszawie, dokąd niedawno się przeniosła. – Już trudno było mi prowadzić biznes zza granicy, bo poczułam, że marka weszła na inny etap rozwoju.
WIDEO…
Dziewczyna Orage to romantyczka na luzie

Orage Studio początkowo skupiało się na wyjściowych piżamach. Młoda przedsiębiorczyni z czasem jednak miała ochotę na coraz więcej, nie wystarczało jej tylko zmienianie tkanin czy krojów. Zwiększanie asortymentu stało się ekscytującym wyzwaniem, dzięki któremu dziś w sklepie są także T-shirty, topy, swetry, sukienki czy spódnice. Co więcej, Kinga nie zatrzymuje się wyłącznie na ubraniach. Dzięki kooperacji z innymi polskimi markami powstały już sygnowane przez Orage: buty we współpracy z L37, kapelusze z Paris Hendzel i biżuteria z Maar.

Równie szybko jak ofertę Kinga wypracowała unikatowy kod estetyczny. Styl Orage Studio opiera się na bufiastych rękawach, romantycznych falbanach i kobiecych wycięciach, które zawsze idą w parze z komfortem i ze swobodą ruchów. Tak mocna baza sprawia, że kolekcje nie podążają ślepo za trendami. – Chcemy pokazać dziewczynom, że jesteśmy na bieżąco, ale nie podchodzimy do tego bezrefleksyjnie. Zależy mi, żeby po naszych produktach nie dało się od razu wskazać miesiąca czy roku, w którym powstały, a tym samym, by nie traciły aktualności po jednym sezonie – mówi. Trendy pojawiają się więc na własnych zasadach. Azjatyckie detale – takie jak stójki, wiązania czy szamerunki – marka wprowadza od kilku kolekcji, zasadniczo zanim na dobre zdominowały media społecznościowe.
Szafa Kingi wypełniona jest okryciami wierzchnimi i dżinsami

Podobne podejście do trendów Kinga ma także prywatnie. Gdy wchodzę do jej garderoby, od razu widzę podział na kategorie i brak nadmiaru. Ku mojemu zaskoczeniu nie znajdziemy w niej pełnego archiwum Orage Studio. – Wychodzę z założenia, że nie tworzę tej marki dla siebie. Z każdej kolekcji wybieram tylko kilka ulubionych rzeczy, które trafiają do mojej szafy – wyjaśnia. Jak się okazuje, ze względu na brak magazynu w Warszawie zdarza się, że udostępnia te ubrania zaprzyjaźnionym gwiazdom i influencerkom. – Czasem muszę czekać na kolejne odszycie, żeby odzyskać swój własny projekt – śmieje się. Jej garderoba ma jednak wyraźnych bohaterów – okrycia wierzchnie. Na pierwszy plan wysuwają się: kurtka z futrzanym kołnierzem od Charlotte Simone, odziedziczony po mamie zamszowy płaszcz oraz panterkowy trencz – każde działa jak zastrzyk dopaminy. Do tego grona dołączyła ostatnio także autorska czerwona kurtka Yuki – pierwszy (i nie ostatni) projekt Orage Studio z kategorii outerwear.
Wychodzę z założenia, że nie tworzę tej marki dla siebie. Z każdej kolekcji wybieram tylko kilka ulubionych rzeczy, które trafiają do mojej szafy.

Drugim modowym uzależnieniem Kingi są dżinsy. – Mam ich strasznie dużo – spokojnie ze 30 par się znajdzie. Oczywiście dla mnie wszystkie są inne, ale na pierwszy rzut oka można zwątpić – opowiada. Idealny model? Średni stan, proste nogawki i vintage metka Levi’s, bo „były lepiej szyte”. Nic więc dziwnego, że dżinsy są podstawą niemal każdej jej stylizacji. Na co dzień łączy je z prostym T-shirtem, a na wyjście szuka ciekawszych kombinacji. – Na przykład mój top Ruby, czyli golf bez rękawów, a do tego baletki albo mikro obcasy. Uważam, że to robi wieczorowy look, który wciąż pozostaje niezobowiązujący i na luzie.

Gdy pytam o nawyki zakupowe, szybko okazuje się, że wygrywa drugi obieg. – Tak naprawdę bardzo rzadko kupuję nowe ubrania, bo potrzebę nowości w dużej mierze zaspokaja mi Orage. Dlatego najczęściej wybieram rzeczy vintage, szukając perełek na Vinted czy Vestiaire Collective – odpowiada. Ulubione znaleziska towarzyszą jej od lat. Srebrną torebkę Furli upolowała około ośmiu lat temu, a dwustronną kurtkę z mandaryńskim kołnierzem nosi już niemal dekadę. Do jej skarbów należą także okulary Prady z kolekcji z 2011 roku czy bransoletka Tiffany & Co. Smykałkę do poszukiwań odziedziczyła po mamie. – Do dziś jest świetną szperaczką w lumpeksach. Ale kiedyś ich poziom był zupełnie inny – jako nastolatka kupowałam Levisy za złotówkę. Teraz zdecydowanie stawiam na zakupy online, bo brakuje mi cierpliwości, by przeglądać każdy wieszak tak jak ona.
Kinga ma talent do szukania unikatowych perełek

Zamiłowanie do wyszukiwania wyjątkowych przedmiotów nie kończy się na garderobie. Widać je również w mieszkaniu Kingi na warszawskiej Pradze. Nie ukrywa, że szybko polubiła tę dzielnicę. – Kiedy mijam Wisłę, mam wrażenie, że wjeżdżam do innego miasta – bardziej sprzyjającego odpoczynkowi. Podoba mi się, jak jest tu zielono i spokojnie. – Być może właśnie dlatego w jej mieszkaniu również trudno o pośpiech. Urządza je stopniowo, otaczając się unikatami: są skandynawska lampa rozpraszająca światło nad stołem, komplet modernistycznych krzeseł z drugiej ręki czy rzeźbiony drewniany fotel, wcześniej należący do profesora, który przywiózł go z Azji. Nie brakuje tu również rodzinnych pamiątek. Talerze są częścią zastawy, którą pradziadkowie Kingi otrzymali z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu. Dalej widać szkło z Krosna. – Jestem bardzo związana z tym miastem, bo stamtąd pochodzi moja babcia. Pieczołowicie zbieram wszelkie szklanki, kieliszki i wazony – mówi. Na półkach z książkami uwagę przyciągają również souveniry z podróży, m.in. włoska pigna, czyli szyszka symbolizująca szczęście i dobrobyt. – Podoba mi się koncept, że mieszkanie dorasta i dojrzewa razem z nami. Chcę powoli zapełniać je przedmiotami, które opowiadają historię życia.











![Justyna i Brygida, The Odder Side: „My po prostu jesteśmy tą marką. I myślę, że stąd bierze się jej autentyczność.” [WYWIAD]](https://cdn.burdamedia.pl/elle/default/0016/33/justyna-i-brygida-the-odder-side-my-po-prostu-jestesmy-ta-marka-i-mysle-ze-stad-bierze-sie-jej-autentycznosc-wywiad.png?width=220&height=200&aspect_ratio=11%3A10&quality=90&crop_gravity=center)















