Jakie perełki skrywa szafa Kasi Sokołowskiej? „Porządek w garderobie to porządek w głowie”
„Nigdy rano nie wiem, co na siebie włożę. Moja szafa to czysty eklektyzm – mieszanka tkanin, wzorów i dekad – mówi Kasia Sokołowska. Słynna reżyserka pokazów, jurorka „Top model” i bizneswoman zadaje szyku na polskiej scenie mody już od 30 lat. Nam pokazuje skarby swojej garderoby.
Wita mnie w denimowym total looku – błękitnej, krótkiej katanie i szerokich spodniach duńskiej marki Gestuz. Jest fanką kopenhaskiej mody, ale do tego jeszcze wrócimy. Z jej przestronnego apartamentu w samym sercu Warszawy, w którym mieszka z mężem i synkiem, rozpościera się widok na centrum miasta. Ogromne okna i elegancki wystrój tworzą nowoczesną bazę, przełamaną licznymi bibelotami, pamiątkami i dziełami sztuki. To właśnie one dodają wnętrzu przytulności i odrobiny kontrolowanego chaosu. To zresztą dopiero pierwszy z kontrastów, które definiują jej styl życia.
Pokój z widokiem i szafa Kasi Sokołowskiej
Mijamy salon i kierujemy się do garderoby. To tylko jedno z kilku pomieszczeń, w których przechowuje ubrania – jak sama przyznaje – najbardziej zorganizowane. – Nie chciałbyś zobaczyć, jak wyglądają pozostałe – śmieje się. – Zależy mi, żeby to wybrzmiało – moja obszerna szafa wynika ze specyfiki pracy, ale nie uważam, że każdy jej potrzebuje. Wręcz przeciwnie, coraz częściej marzę o uproszczeniu przestrzeni. Porządek w garderobie to porządek w głowie. Nawet niewielka szafa może być świetnie skomponowana – dodaje. W jej wnętrzu jedną ze ścian zajmuje okno, przez które w słoneczne dni wpada miękkie światło. Choć kipi tu od form, faktur i kolorów, to wszystko pozostaje spójne. – Moja szafa ewoluuje, ale jej kręgosłup pozostaje niezmienny. Styl przenika wszystkie sfery mojego życia. Oczywiście nie chodzę po domu w lookach prosto z wybiegu, ale nawet codzienne ubrania nie są przypadkowe – wybieram dresy czy dżinsy dobrze zaprojektowane i wysokiej jakości.

A jednak w tej garderobie na pierwszy plan wysuwają się nietuzinkowe fasony. – Przez lata zmieniło się moje podejście do posiadania. Dziś kupuję świadomie i bez wahania wracam do tych samych sukni. Konsekwentnie powtarzam: warto kupować u polskich projektantów i realnie ich wspierać – mówi. Spektakularne suknie MMC Studio, autorstwa Ilony Majer i Rafała Michalaka, budują modową narrację opartą na formie i fakturze. – Nie są sztywne i pozwalają na budowanie kontekstów scenograficznych nawet podczas prywatnych wyjść – wyjaśnia. Często sięga po sylwetki z wybiegu, ale zdarzają się też projekty szyte specjalnie dla niej. W podobnym duchu myśli o czarnej, monumentalnej sukni Lebrand, którą nosiła niemal przez całą ciążę: – Doceniam jej wygodę i architektoniczną formę. – Z kolei projekt Magdy Butrym – minimalistyczna spódnica z odważnym rozcięciem – według niej „najlepiej działa z koronkowymi rajstopami, dobrymi butami i prostą górą, a nawet na spodniach”. Ruch i swobodę daje jej także model z frędzlami marki Castellani: – Uwielbiam go za to, jak pracuje i jak łatwo go zestawiać: z marynarką, ze swetrem albo z letnim lookiem.
– Osobną kategorię stanowią marki skandynawskie. Minimalistyczne „mundurki” Herskind i Gestuz, jak podkreśla, działają najlepiej „pod warunkiem że nie są zbyt oczywiste”, dlatego najchętniej przełamuje je sneakersami. Podobnie traktuje cekinowe spodnie Herskind – element wieczorowy, który łączy z kaszmirowym swetrem. W tym samym duchu funkcjonuje sukienka Munthe, bogata w aplikacje, którą w programie „Dzień dobry TVN” zestawiła z dżinsami.

Kasia Sokołowska odnalazła w modzie wszystko, co kocha
– Moja fascynacja modą zaczęła się bardzo wcześnie i była silnie związana z obrazem mojej mamy. W szarej rzeczywistości Polski lat 70. i 80. zawsze się wyróżniała – nosiła kapelusze, platformy i lakierowane płaszcze ze sztucznym futrem. Choć nie pracowała w branży artystycznej, miała naturalne wyczucie estetyki, które ukształtowało we mnie przekonanie, że ubranie jest formą komunikatu. Już jako dziecko chodziłam z nią do krawcowej i wspólnie wymyślałyśmy fasony, co jeszcze bardziej rozbudziło moją wrażliwość na modę – opowiada. Inspiracją była też edukacja artystyczna i muzyczna. Przez 15 lat grała na instrumentach dawnych, takich jak krummhorn, flety proste czy viola da gamba, co dało jej obycie ze sceną i nauczyło szacunku do kostiumu. – Do dziś porusza mnie to, że stroje, w których występowałam jako dziecko, służą kolejnym pokoleniom młodych muzyków. To piękna ciągłość – mówi. Kolejnym etapem były studia reżyserskie, podczas których zaproponowano jej realizację pokazu dyplomowego dla projektantów. Wtedy odkryła, że w modzie jest wszystko, co kocha – muzyka, scenariusz i ruch sceniczny.

Artystyczną duszę odzwierciedla jej szafa, którą w dużej mierze tworzą kroje o wyrazistym charakterze. Skórzana marynarka 303 Avenue czy kurtka z szarej skóry od Łukasza Jemioła wpisują się w jej zamiłowanie do kontrastów („Uwielbiam łączyć faktury w monolookach”). Obok nich pojawia się cekinowa sukienka japońskiej marki Leur Logette znaleziona w warszawskim concept storze Wonders („Wygląda vintage i przykuwa wzrok, idealna na wyjście do opery”). Są tu także rzeczy o szczególnym, osobistym znaczeniu: krótka suknia ślubna Valentino w stylu lat 60., w której powiedziała „tak”, zestawiona z butami Celine i koronkowymi rajstopami. Całość spinają płaszcze – od modeli vintage z Independent House po projekt Chloé z charakterystycznymi przeszyciami i pięknie rozbudowanymi plecami, kupiony w warszawskim Vitkacu. W tej samej estetyce mieszczą się także pudełkowa marynarka Monday Artwork, folkowa koszula Gunia Project, ażurowe projekty Castellani czy pikowany, skórzany „waciak”, który chętnie zestawia z nowoczesnymi elementami, przełamując jego surowy charakter.
Moja fascynacja modą zaczęła się bardzo wcześnie i była silnie związana z obrazem mojej mamy. W szarej rzeczywistości Polski lat 70. i 80. zawsze się wyróżniała.
Gdy pytam o jej „zestaw bezpieczeństwa”, bez wahania odpowiada, że garnitur oversize MMC Studio. – Czuję się w nim po prostu sobą. Jest odpowiedni na każdą okazję – od casualowej po wieczorową, w zależności od tego, czy zestawię go z golfem, czy z biżuterią noszoną na gołe ciało. Taki fason „robi” sylwetkę i dodaje pewności siebie nawet w gorszy dzień. Jeśli potrzebuję dodatkowego wsparcia, wkładam obcasy – „pionizują” sylwetkę, spinają ją i zmieniają całą fizyczność kobiety – wyjaśnia. Swoją szafę buduje intuicyjnie – nie szuka konkretnych rzeczy, raczej reaguje na emocje. Czasem zachwyci ją coś na sesji zdjęciowej, innym razem po pokazie kupi całą kolekcję, a potem przez dłuższy czas nie kupuje nic. To bardzo elastyczny proces. Równie naturalnie podchodzi do rozstawania się z ubraniami. – Oddaję rzeczy do vintage store’ów i bliskim. Uważam, że sklepy vintage i platformy resellingowe to dziś absolutna konieczność. Cenię cyrkularność – pozwala mi wierzyć, że rzeczy żyją dalej. Stara szkoła krawiectwa, detale takie jak podszewki czy guziki obleczone tkaniną to jakość, która naprawdę przetrwa lata.

W szafie Kasi Sokołowskiej - błyskotki na pierwszym planie
Po ponad 30 latach kariery ma na koncie setki pokazów – pracowała dla większości polskich projektantów i marek. Gdy pytam o ten ulubiony show mówi: – Trudno byłoby mi wskazać ten jeden, najważniejszy projekt i nie ma w tym ani grama kokieterii. Najważniejsze jest dla mnie coś innego – zaufanie, jakim obdarzyli mnie projektanci. To, że zechcieli wpuścić mnie do swojego świata. Ale to relacja obustronna. Dajemy sobie nawzajem ogromną dawkę energii. Nie jestem twórcą spolegliwym – zawsze mam swoje zdanie, bo finalnie muszę tym projektem zarządzić – mówi. Zdarzało jej się stanąć z drugiej strony, współtworząc kolekcje dla znanych marek. – Nie nazwałabym tego projektowaniem – mam świadomość swojej roli. W tym procesie kluczowi są projektanci, którzy mają w tym kierunku wykształcenie. Ale rzeczywiście miałam ogromną przyjemność współkreować np. kolekcje kapsułowe dla Tatuum czy Kazara – wyjaśnia. Efekty obu współprac też znajdziemy w jej szafie pośród dziesiątek innych, fascynujących dodatków.

Wśród torebek wyróżnia się model vintage Chanel 2.55, a także współczesne i kolekcjonerskie formy: Dolce & Gabbana z sycylijskimi motywami i religijnymi detalami, modele vintage Prady, projekty Victorii Beckham, Givenchy, Toteme czy Salvatore Ferragamo. Znajdziemy też torebki od polskich projektantów: MMC Studio i Macieja Zienia. Sporo miejsca zajmują te o biżuteryjnym charakterze. Torebka Cordera z Bebe Concept, wyszywana koralikami, staje się dla niej sposobem na „przełamanie cięższych stylizacji”, podobnie jak miękki woreczek nowojorskiej marki Julia Jentzsch wykonany z jedwabnych ścinków, który „nie wychodzi na pierwszy plan – i właśnie za to go cenię”. Ten sam klucz widać w wyborze obuwia: sandały Gucci z motywem węża, szpilki Prady kupione we Florencji czy Chanel z kwiatem kamelii z Londynu łączą się z bardziej użytkowymi formami, jak oficerki Equinox, które ze względu na wygodę stały się jej codziennym wyborem, mimo że są przeznaczone do skoków konnych.

Dopełnieniem tej opowieści są detale – skarpetki Veneziana i Gucci, które nosi z loafersami i ze sneakersami, czy turbanowe opaski Gucci zaprojektowane przez Alessandro Michele. Wśród najbardziej osobistych przedmiotów znajduje się pierścionek zaręczynowy mamy – diament osadzony na czarnym onyksie. Biżuteria zajmuje w jej świecie szczególne miejsce. – Nie tyle uzupełnia stylizację, ile ją buduje – podkreśla, traktując ją jako nośnik emocji i wspomnień, często „bardziej istotny niż ubranie”. Przez lata była ambasadorką wielkich marek, dziś dojrzała do roli współwłaścicielki platformy biżuteryjnej fettejewel.com, która jest pomostem między twórcami i markami biżuterii a odbiorcami poszukującymi jakości i dobrego designu. – Chcę to podkreślić: Fette nie jest tradycyjnym butikiem. To nowoczesna przestrzeń e-commerce, w której oferujemy starannie wyselekcjonowane projekty polskie i zagraniczne – mówi. Obecnie w portfolio znajduje się około 50 marek i – jak zapowiada – ta selekcja będzie się rozwijać. – Misją projektu jest demokratyzacja dostępu do jakościowej i pięknej biżuterii.

