Reklama

W katalogu Netflixa czeka film, który nie zabiega o łatwą sympatię, tylko od razu stawia widza w samym środku świata, gdzie zasady dyktują stal, lojalność i pamięć o krzywdzie. „Wiking” Roberta Eggersa, który miał premierę w 2022 roku, wraca dziś na radar widzów jako bezkompromisowy dramat historyczny rozgrywany w realiach IX wieku i opowiadany z nerwem thrillera akcji.

„Wiking” - jeden z lepiej ocenianych filmów na Netflix

Wiking
mat. prasowe

Historia startuje od sceny, która ustawia emocjonalną temperaturę na wysokim poziomie: młody Amleth (Alexander Skarsgård) patrzy, jak jego ojciec, król Aurvandil (Ethan Hawke), ginie z rąk własnego brata. Sprawcą jest Fjölnir (Claes Bang) i to właśnie jego zdrada uruchamia mechanizm, którego nie da się już zatrzymać. Amleth ucieka, ale nie porzuca celu. Po latach wraca jako wojownik, z jednym planem, podporządkowanym temu, co w tej opowieści jest niemal równie twarde jak żelazo: przysiędze.

Eggers buduje napięcie konsekwentnie i z niemal obsesyjną dbałością o rytm scen. Brutalność nie jest tu ozdobnikiem, tylko elementem świata przedstawionego, w którym przemoc staje się językiem władzy, a lojalność bywa walutą droższą niż życie. Na ekranie nie ma miejsca na sentymentalne uproszczenia, są za to wybory, które kosztują, oraz poczucie, że historia pędzi naprzód z siłą, której trudno się przeciwstawić.

Olga i Gudrún zmieniają zasady gry, gdy męska opowieść zaczyna pękać

Wiking
mat. prasowe

W „Wikingu” szczególnie wyraźnie wybrzmiewa fakt, że nawet w opowieści napędzanej męskim gniewem to kobiety potrafią przesunąć akcenty i podważyć oczywistości. Olga (Anya Taylor-Joy) pojawia się jako niewolnica, ale szybko staje się sojuszniczką Amletha. Jej obecność nie sprowadza się do roli tła: wnosi czujność, determinację i praktyczną inteligencję, dzięki którym opowieść zyskuje drugi oddech.

Drugą osią emocjonalną jest królowa Gudrún (Nicole Kidman) i ciężar rodzinnej historii, który w tej narracji nie znika wraz z upływem lat. To właśnie w relacjach, napięciach i nieoczywistych lojalnościach widać, że „Wiking” nie jest jedynie widowiskiem o mieczu i zemście. Film stawia pytania o cenę dziedziczenia przemocy i o to, jak łatwo człowiek potrafi zamienić własne życie w projekt podporządkowany jednej obietnicy.

Rytuały, wizje Valhalli i nazwisko Eggers: kino historyczne, które ma ambicje

Wiking
mat. prasowe

Robert Eggers, reżyser znany z „The Witch” i „Lighthouse”, łączy tu nordycki mit z psychologicznym realizmem. W świecie Amletha rytuały i wizje Valhalli są elementem porządku, a nie dekoracją: podkreślają, jak cienka potrafi być granica między wiarą, strachem i przeznaczeniem. Wrażenie robi również obsada drugiego planu, z Willemem Dafoe jako szamanem Heimirem, obecnym krótko, ale znacząco.

Ten tytuł ma też mocne potwierdzenie w odbiorze krytyków. Według danych przywoływanych w opisach filmu, „Wiking” zebrał 90% pozytywnych ocen na Rotten Tomatoes i trafił na listy najlepszych produkcji 2022 roku między innymi w The Guardian, IndieWire oraz Empire Magazine. Nie zdobył Oscara, ale bywa wskazywany jako film ważny dla współczesnego kina historycznego: wyrafinowany wizualnie, surowy w emocjach i konsekwentny w opowiadaniu o przemocy, która nie kończy się wraz z pierwszym ciosem.

Dla widzek i widzów, którzy szukają na Netflixie historii intensywnej, pięknie zrealizowanej i pozbawionej taryfy ulgowej, „Wiking” jest propozycją, obok której trudno przejść obojętnie. To seans dla tych, którzy lubią, gdy kino kostiumowe ma temperament, a dramat nie boi się brudu, krwi i niewygodnych pytań.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...