Kino bardzo lubi moment, w którym dwoje ludzi się poznaje. Pierwsze spojrzenie, przypadkowe spotkanie, pocałunek w deszczu, muzyka w tle i pytanie, czy będą razem. Znacznie rzadziej pokazuje to, co dzieje się później. Kiedy motyle w brzuchu ustępują miejsca rachunkom, wspólnemu mieszkaniu, chorobom, kryzysom i setkom małych decyzji podejmowanych już nie osobno, ale we dwoje.

WIDEO

player placeholder

„Ścieżki życia” są właśnie takim filmem. Nie opowiadają o tym, jak narodziła się miłość Raynor i Motha. Opowiadają o tym, co dzieje się z nią wtedy, kiedy życie wystawia ją na naprawdę poważną próbę. Raynor i Moth Winn są małżeństwem z wieloletnim stażem. Kiedy poznajemy ich bliżej, nie są już młodymi ludźmi rozpoczynającymi wspólną historię. Mają za sobą lata razem, własne przyzwyczajenia, wspomnienia i poczucie bezpieczeństwa. A potem niemal wszystko to tracą.

Tracą dom. Zyskują drogę. O czym jest film „Ścieżki życia”?

Ścieżki życia
mat. prasowe
Zobacz także:

Raynor i Moth w krótkim czasie zostają pozbawieni domu i finansowego bezpieczeństwa. Niedługo później Moth dowiaduje się, że cierpi na poważną, neurodegeneracyjną chorobę. Zamiast jednak próbować poukładać życie według oczekiwań innych, podejmują decyzję, która z boku może wydawać się kompletnie nieracjonalna: wyruszają na pieszą wędrówkę wzdłuż angielskiego wybrzeża.

Ich trasa prowadzi South West Coast Path, szlakiem liczącym około 630 mil, czyli ponad tysiąc kilometrów. Mają ze sobą namiot i najpotrzebniejsze rzeczy. Każdy kolejny kilometr staje się częścią podróży, która jest jednocześnie próbą poradzenia sobie z tym, co właśnie wydarzyło się w ich życiu.

Film Marianne Elliott robi coś ciekawego. Nie traktuje wędrówki jak wielkiej przygody. To raczej sposób na odzyskanie sprawczości, kiedy wszystko inne wymknęło się spod kontroli. Natura nie rozwiązuje ich problemów. Nie sprawia magicznie, że choroba znika, a utracony dom wraca. Daje im jednak przestrzeń, w której mogą po prostu być razem.

Gillian Anderson i Jason Isaacs – miłość bez wielkich słów

Ścieżki życia
mat. prasowe

Największą siłą filmu jest relacja między Raynor i Mothem. Gillian Anderson i Jason Isaacs nie grają małżeństwa, które musi widzowi udowadniać swoją miłość. Ich bohaterowie są już na tym etapie związku, na którym bliskość często objawia się w zupełnie innych gestach. W spojrzeniu. W żarcie rzuconym w odpowiednim momencie. W tym, że jedno dostosowuje tempo marszu do drugiego. W trosce, która nie potrzebuje romantycznej muzyki.

To miłość trochę mniej efektowna, ale za to znacznie bardziej znajoma. Bo po latach wspólnego życia „jestem przy tobie” nie zawsze oznacza wielką deklarację. Czasami oznacza po prostu: „idziemy dalej”. Anderson i Isaacs dobrze rozumieją tę oszczędność. Ich bohaterowie mają własne frustracje, lęki i momenty słabości. Potrafią się ze sobą nie zgadzać, potrafią być zmęczeni i zirytowani. Nie są idealną parą z filmu o idealnej miłości. Są ludźmi, którzy mimo wszystkiego nadal wybierają siebie.

To nie jest romans. I właśnie dlatego działa

Ścieżki życia
mat. prasowe

„Ścieżki życia” powstały na podstawie wspomnień Raynor Winn, opisujących doświadczenia jej i jej męża. Filmowy scenariusz napisała Rebecca Lenkiewicz, a za kamerą stanęła Marianne Elliott, dla której był to debiut reżyserski w pełnym metrażu. I choć historia ma w sobie wszystkie elementy, które mogłyby łatwo zamienić ją w sentymentalny dramat, twórcy nie budują jej wyłącznie na wzruszeniu.

To przede wszystkim opowieść o partnerstwie. O tym, że człowiek nie zawsze może ochronić ukochaną osobę przed tym, co przynosi życie. Nie zawsze może naprawić sytuację. Nie może cofnąć diagnozy ani odzyskać utraconego domu. Może jednak zostać. I być obok. To chyba najprostsza, a jednocześnie najtrudniejsza definicja miłości „na dobre i na złe”.

Krytycy docenili aktorów, choć film nie jest bez wad

Ścieżki życia
mat. prasowe

„Ścieżki życia” nie są filmem, który zachwycił wszystkich. Na Filmwebie produkcja ma obecnie 6,8/10, natomiast Rotten Tomatoes pokazuje 85 proc. pozytywnych recenzji krytyków. W recenzjach powraca przede wszystkim pochwała aktorskiego duetu. Anderson i Isaacs mają do zagrania bardzo dużo emocji, ale ich bohaterowie nie są napisani jako osoby, które bez przerwy wygłaszają wielkie monologi o cierpieniu. Najważniejsze rzeczy dzieją się pomiędzy słowami.

Jednocześnie część krytyków uważała, że film momentami zbyt łatwo prowadzi widza do wzruszenia, a jego opowieść o odzyskiwaniu siły dzięki naturze bywa zbyt uporządkowana. I być może właśnie dlatego najlepiej oglądać go nie jako „film, który ma was wzruszyć”, ale jako historię dwojga ludzi, którzy próbują znaleźć nowy sposób na życie, kiedy stary przestał istnieć.

Gdzie obejrzeć „Ścieżki życia”?

Ścieżki życia
mat. prasowe

„Ścieżki życia” („The Salt Path”) można obecnie oglądać na HBO Max, gdzie film zajmuje 2. miejsce w rankingu najlepszych filmów platformy. Jest też dostępny w TVP VOD.

To propozycja przede wszystkim dla tych, którzy lubią kameralne kino o relacjach, dojrzałej miłości i życiowych zakrętach, ale także dla widzów, których przyciągają filmy drogi, piękne krajobrazy i historie o ludziach, którzy próbują odnaleźć siebie, kiedy dotychczasowe życie nagle przestaje istnieć. Gillian Anderson i Jason Isaacs tworzą tu duet, dla którego naprawdę warto zostać na te 115 minut.