Reklama

„Jestem Frankelda”, dostępna na Netflix od 12 czerwca, to meksykańska animacja poklatkowa osadzona w XIX wieku, która łączy gotyckie fantasy z historią o pisarce wypchniętej na margines. Produkcja była konsultowana przez Guillermo del Toro, co ustawia ją w orbicie mrocznego, precyzyjnie budowanego kina wyobraźni. Gdy twórczość Frankeldy zostaje odrzucona, bohaterka trafia do własnej podświadomości, gdzie stworzone przez nią potwory zaczynają żyć poza kartami powieści.

W tym artykule:

  1. O czym jest „Jestem Frankelda”? Mroczne fantasy w stop-motion
  2. Twórcy i styl: stop-motion i Guillermo del Toro
  3. Czy warto obejrzeć „Jestem Frankelda” na Netflix?

O czym jest „Jestem Frankelda”? Mroczne fantasy w stop-motion

W świecie stworzonym przez Frankeldę każdy lęk, obsesja i niedopowiedziana historia nabierają formy. Jej literackie potwory wychodzą poza tekst i zaczynają funkcjonować jak pełnoprawne byty. Ta rzeczywistość działa według własnych zasad: emocje mają wagę, a każda myśl może zmienić układ sił. Bohaterka szybko orientuje się, że nie jest już obserwatorką, tylko częścią narracji, którą musi odzyskać. Stawka rośnie wraz z każdą kolejną sceną. Granica między światem realnym a tym wykreowanym zaczyna się rozmywać, a porządek obu może się zawalić.

Frankelda nie porusza się po tym świecie sama. Jej przewodnikiem jest Herneval, udręczony książę zawieszony między snem a koszmarem. To on tłumaczy jej zasady rządzące tą przestrzenią i wciąga ją w konflikt wykraczający poza indywidualne doświadczenie.

Po drugiej stronie stoi Procustes. Złowrogi pisarz próbuje przejąć kontrolę nad całym wewnętrznym uniwersum. Wraz z sojusznikami staje się zagrożeniem nie tylko dla świata wyobraźni, ale i dla rzeczywistości, z której wywodzi się Frankelda. Relacja Frankeldy i Hernevala rozwija się równolegle do głównej osi konfliktu. Jest intensywna, ambiwalentna i wpływa na każdą decyzję bohaterki, komplikując jej drogę do odzyskania sprawczości.

Twórcy i styl: stop-motion i Guillermo del Toro

Za film odpowiadają Arturo Ambriz i Roy Ambriz, bracia i współzałożyciele studia Cinema Fantasma. Produkcja była konsultowana przez Guillermo del Toro, twórcy głośnego „Frankensteina” z 2025 roku, co wyraźnie widać w estetyce: mrocznej, precyzyjnej i konsekwentnie budującej napięcie poprzez detal.

Animacja stop-motion stawia na fizyczność obrazu. Każdy kadr działa jak miniatura, gdzie świat jest jednocześnie piękny i niepokojący. W oryginalnej wersji językowej usłyszymy m.in. Mireyę Mendozę, Arturo Mercado Jr, Luisa Leonardo Suáreza, Felę Domínguez, Gabrielę Cárdenas i Beto Castillo.

Czy warto obejrzeć „Jestem Frankelda” na Netflix?

Film „Jestem Frankelda” warto obejrzeć, jeśli lubisz animacje, które nie idą na skróty i nie próbują być tylko „ładne”. Tytuł stawia na atmosferę i konsekwencję świata przedstawionego, nawet kosztem tempa narracji. Stop-motion robi tu dużą robotę: fizyczność modeli, faktura scen i światło budują poczucie, że wszystko zostało ręcznie wywalczone, klatka po klatce. Jeśli szukasz prostej historii z szybkim payoffem, to z pewnością nie jest to seans w tym stylu. Jeśli natomiast cenisz mroczne fantasy, które bardziej sugeruje niż tłumaczy i zostawia przestrzeń na interpretację, to nowość na Netflix ma solidne argumenty po swojej stronie.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...