„Akcyjniak w starym stylu”. Film z Keanu Reevesem wspina się na podium Netflixa
Na długo przed tym, jak Keanu Reeves stał się ikoną serii „John Wick”, zagrał w jednym z najbardziej niedocenionych policyjnych thrillerów XXI wieku. Dziś „Królowie ulicy” wracają do łask widzów i właśnie wspinają się na podium najchętniej oglądanych filmów Netfliksa.

Dzisiejsze filmy akcji najczęściej opierają się na wielkich uniwersach, spektakularnych efektach i bohaterach, którzy wracają w kolejnych odsłonach. W latach 2000. było jednak inaczej. Hollywood chętnie sięgało po brutalne policyjne thrillery, w których granica między dobrem a złem była wyjątkowo cienka.
Jednym z najlepszych przykładów tego nurtu są właśnie „Królowie ulicy”. Film wyreżyserował David Ayer, twórca późniejszych „Bogów ulicy”, a scenariusz współtworzył pisarz kryminałów James Ellroy. Efekt? Brudna, mroczna opowieść o korupcji, lojalności i przemocy ukrytej za policyjną odznaką.
O czym opowiadają „Królowie ulicy”?

Keanu Reeves („Spacer w chmurach”) wciela się w Toma Ludlowa, doświadczonego detektywa z Los Angeles, który od lat działa według własnych zasad. Po śmierci byłego partnera sam staje się podejrzanym i zaczyna odkrywać sieć powiązań prowadzącą do korupcji w szeregach policji.
Obok Reevesa na ekranie pojawiają się także Forest Whitaker (m.in. „Ostatni król Szkocji”, „Ghost Dog: Droga samuraja”, serial „Godfather of Harlem”), Hugh Laurie (legendarny dr Gregory House z serialu „Dr House”, a także „The Night Manager”), Chris Evans (Kapitan Ameryka z serii „Avengers”, „Fantastyczna Czwórka”), Terry Crews („Brooklyn 9-9”, „The Expendables”) oraz Naomie Harris („Moonlight”, „Skyfall”, „28 dni później”). Dziś taka obsada wygląda wręcz imponująco, zwłaszcza że w momencie kręcenia filmu część gwiazd była jeszcze przed największymi sukcesami kariery.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Widzowie są znacznie bardziej wyrozumiali niż krytycy

To jeden z tych filmów, przy których oceny krytyków i publiczności mocno się rozjechały. Na Rotten Tomatoes produkcja może pochwalić się zaledwie 37 proc. pozytywnych recenzji od krytyków, a średnia ocen wynosi 5,3/10. Znacznie lepiej wypadają opinie samych widzów. Na Filmwebie „Królowie ulicy” mają ocenę 7,1/10 przy niemal 49 tysiącach głosów użytkowników. Z kolei IMDb utrzymuje wynik na poziomie 6,8/10 przy ponad 126 tysiącach ocen.
To zresztą częsty los filmów Davida Ayera. Krytycy zwykle zarzucają im nadmierną brutalność i schematyczność, ale widzowie doceniają surowy klimat, niejednoznacznych bohaterów i uliczną autentyczność.
Co piszą widzowie?

Po latach film cieszy się wręcz statusem kultowej perełki wśród fanów kina sensacyjnego. W internetowych dyskusjach regularnie pojawiają się opinie, że produkcja była niedoceniona w momencie premiery i została przyćmiona przez wielkie hity tamtego okresu. Użytkownicy chwalą przede wszystkim obsadę, klimat oraz rolę Reevesa, określając film jako „jeden z najbardziej niedocenionych policyjnych thrillerów tego stulecia” i „świetny kryminał, który doskonale się zestarzał”.
Wielu widzów zwraca też uwagę, że to ciekawa okazja, by zobaczyć Keanu Reevesa jeszcze przed erą Johna Wicka – w bardziej surowej, mniej heroicznej i znacznie bardziej niejednoznacznej roli.
„Królowie ulicy” podbijają Netfliksa

Choć od premiery minęło już ponad 18 lat, film przeżywa dziś drugą młodość. Według aktualnych zestawień serwisowych „Królowie ulicy” znaleźli się na podium najpopularniejszych filmów Netfliksa w części europejskich rankingów i przyciągają uwagę kolejnego pokolenia widzów.
Jeśli tęsknicie za czasami, gdy kino akcji było bardziej brudne niż efektowne, a policyjne thrillery nie bały się moralnej szarości, ten nieco zapomniany film z Keanu Reevesem może okazać się jedną z ciekawszych niespodzianek w bibliotece Netfliksa.

