Jeśli miałabym polecić Państwu jeden serial na Netflixie, do którego mogłabym wracać za każdym razem, kiedy pojawia się klasyczne „nie ma co oglądać”, a gdyby platforma zdecydowała się go wycofać, prawdopodobnie zrezygnowałabym z subskrypcji, byłby to właśnie serial sióstr Wachowskich.

WIDEO

player placeholder

„Sense8” jest jednym z tych tytułów, które trudno zastąpić czymś innym. Ma w sobie wszystko, czego czasem szukamy w dobrym serialu: wielką historię, świetnych bohaterów, romans, kino akcji, science fiction, odrobinę absurdu i emocje, które potrafią wrócić długo po napisach końcowych

„Sense8” - jeden z najlepszych seriali na Netflix

Sense8
mat. prasowe
Zobacz także:

Serial zadebiutował na Netflixie w 2015 roku i od początku wymykał się prostym gatunkowym szufladkom. Za jego stworzenie odpowiadają Lana i Lilly Wachowski, czyli siostry stojące wcześniej za „Matrixem”, a także scenarzysta J. Michael Straczynski („Babylon 5”). Tym razem zamiast pytać o granicę między rzeczywistością a jej cyfrową iluzją, twórcy zainteresowali się czymś znacznie bardziej ludzkim: co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy naprawdę mogli poczuć to, co czuje druga osoba?

Odpowiedź poznajemy razem z ośmioma bohaterami rozsianymi po całym świecie. Will (Brian J. Smith, znany później m.in. z „The Matrix Resurrections”), Riley (Tuppence Middleton, „Downton Abbey”), Capheus (Aml Ameen), Sun (Doona Bae, „The Host”), Lito (Miguel Ángel Silvestre, „Narcos”), Kala (Tina Desai), Wolfgang (Max Riemelt) i Nomi (Jamie Clayton „Pierwszy śnieg”) odkrywają, że zostali ze sobą niezwykłą więzią.

Mogą doświadczać swoich emocji, dzielić wspomnienia, korzystać ze swoich umiejętności, a w odpowiednich momentach wręcz pojawiać się w swoich życiach. Początkowo trudno im zrozumieć, co właściwie się dzieje. Z czasem odkrywają jednak, że ich największa słabość może stać się największą siłą. Szybko okazuje się jednak, że niezwykła więź łączy się również z realnym zagrożeniem - ktoś zaczyna polować na ludzi takich jak oni. Osiem osób musi więc nie tylko nauczyć się współpracować, ale też odkryć, dlaczego zostali połączeni i kto chce ich zniszczyć.

Ten pomysł sprawił, że „Sense8” jest czymś więcej niż serialem science fiction. Każdy z bohaterów pochodzi z innego miejsca, kultury i środowiska, ma własne problemy, pragnienia i lęki, a mimo to z czasem zaczynają tworzyć jedną rodzinę.

Siostry Wachowskie zrobiły z różnorodności supermoc

Sense8
mat. prasowe

„Sense8” podróżuje z widzem po Berlinie, Chicago, Nairobi, San Francisco, Seulu, Londynie, Mumbaju i Meksyku. Lokacje nie są jednak tylko efektownym tłem. Każde miasto staje się częścią opowieści i pozwala spojrzeć na świat z perspektywy innego bohatera. Wachowskie nie próbują przy tym udowadniać, że różnice między ludźmi nie istnieją. Wręcz przeciwnie - pokazują je bardzo wyraźnie.

Bohaterowie mają odmienne doświadczenia, pochodzenie, orientacje seksualne, poglądy i relacje z własnymi rodzinami. „Sense8” nie traktuje różnorodności jak dodatkowego elementu fabuły. Ona jest jednym z fundamentów całej historii.

Jest tu też jeden z najpiękniejszych serialowych romansów

Sense8
mat. prasowe

Choć „Sense8” ma w sobie sporo science fiction i akcji, jego prawdziwym paliwem pozostają relacje. I to zarówno te romantyczne, jak i przyjacielskie czy rodzinne. Szczególnie mocno zapadają w pamięć Lito i Hernando (Alfonso Herrera, znany m.in. z „Ozark”) oraz Nomi i Amanita (Freema Agyeman, „Doctor Who”). Ich historie nie są dodatkiem do głównej fabuły. Jednak ulubioną parę - czy to miłosną, czy przyjacielską wybierzcie sobie sami - ja do dziś nie potrafię wskazać jednej wyjątkowej.

Jedno jest jednak pewne: miłość, seksualność, zaufanie i potrzeba akceptacji mają w „Sense8” dokładnie tyle samo miejsca co pościgi, zagadki i walka z przeciwnikami. I jest w tym coś wyjątkowo romantycznego, ale bez przesadnego lukru. Bohaterowie nie zawsze wiedzą, co zrobić, często się boją, popełniają błędy i podejmują złe decyzje. Miłość nie rozwiązuje ich problemów. Daje im jednak powód, żeby dalej z nimi walczyć. Nic dziwnego więc, że „Sense8” do dziś - po 11 latach od premiery - świetnie sprawdza się jako comfort watch. Można wrócić do niego dla konkretnej historii, konkretnej pary albo po prostu dla tego niezwykłego uczucia wspólnoty, które serial buduje od pierwszych odcinków.

„What’s Up?” - scena, która przeszła do historii

Sense8
mat. prasowe

Jeśli istnieje moment, który w kilka minut streszcza wszystko, czym jest „Sense8”, to prawdopodobnie właśnie ten. Osiem osób, które wcześniej żyły w zupełnie różnych światach, spotyka się w jednym miejscu i zaczyna wspólnie śpiewać „What’s Up?” zespołu 4 Non Blondes. Nie ma tu wielkiej akcji, efektów specjalnych ani skomplikowanej mitologii. Jest muzyka, emocje i poczucie, że bohaterowie naprawdę stali się jedną wspólnotą.

Scena jest jednocześnie absurdalna, wzruszająca i absolutnie iconic. Gwarantuję, że się w niej zakochacie. Ja, słysząc w radio tę piosenkę momentalnie mam kadry z serialu przed oczami. Kamera płynnie przechodzi między kolejnymi bohaterami, pokazując ich razem, mimo że fizycznie znajdują się w różnych częściach świata. Każdy śpiewa po swojemu, a piosenka, która mogłaby w innej produkcji zabrzmieć banalnie, tutaj staje się niemal hymnem całej grupy. To zresztą jeden z tych momentów, przy których trudno nie pomyśleć, że największą supermocą bohaterów wcale nie jest ich niezwykłe połączenie. Jest nią bliskość.

Serial, który dostał drugie życie dzięki fanom

Sense8
mat. prasowe

„Sense8” nie doczekał się jednak tak długiego życia, jakiego życzyliby sobie jego fani. Netflix zakończył produkcję po dwóch sezonach, a decyzja wywołała ogromny sprzeciw widzów. W efekcie platforma zdecydowała się jeszcze na specjalny, finałowy odcinek, który pozwolił domknąć historię bohaterów. Ta historia jest dziś jednym z ciekawszych przykładów siły fandomu. Wielu widzów nie chciało po prostu kolejnego sezonu. Fani serialu chcieli zakończenia historii, z którą zdążyli się emocjonalnie związać.

„Sense8” pozostawił po sobie coś więcej niż dwusezonową opowieść science fiction. Siostrom Wachowskim po raz kolejny udało się stworzyć świat, który się nie nudzi, do którego można wracać. Zwłaszcza wtedy, kiedy wydaje się, że na Netflixie nie ma już niczego ciekawego do obejrzenia.

„Sense8” - oceny

Sense8
mat. prasowe

Serial ma obecnie 8,2/10 na IMDb, a na Rotten Tomatoes uzyskał 86 proc. od krytyków. Widzowie na tym samym portalu ocenili go jeszcze wyżej - 92 proc. pozytywnych opinii. I trudno się dziwić. „Sense8” jest serialem, który można oglądać dla fabuły, dla wizualnej strony, dla romansów, dla muzyki, dla podróży po świecie albo po prostu dla bohaterów, za którymi po kilku odcinkach zaczynamy naprawdę tęsknić.

Jeśli lubicie „Matrixa”, ale chcielibyście zobaczyć bardziej romantyczną i emocjonalną stronę sióstr Wachowskich, „Sense8” będzie strzałem w dziesiątkę. A jeśli szukacie serialu, który przypomina, że największe historie science fiction mogą opowiadać przede wszystkim o ludziach - tym bardziej warto dać mu szansę.