„Najbardziej kobiece perfumy, jakie w życiu wąchała”. Ewelina Krasoń zdradza zapach, który nosi jak podpis
Perfumy potrafią zrobić dla stylizacji więcej niż biżuteria. Ewelina Krasoń, gościni kosmetyczki ELLE, traktuje je jak podpis: osobisty, zmysłowy i trudny do podrobienia. Dwie kompozycje są dla niej szczególne, zwłaszcza gdy nosi je razem.
Perfumy odgrywają w naszym życiu większą rolę, niż mogłoby się wydawać. Jak mówi Ewelina Krasoń, make-up artist, nie są wyłącznie zapachem. To uzupełnienie stylizacji, niewidzialny dodatek i przedłużenie osobowości. Potrafią podkreślić nastrój, dodać pewności siebie albo stworzyć wokół nas aurę, którą inni zapamiętują na długo. Jakie kompozycje najlepiej opisują Ewelinę? Sama przyznaje, że lubi je mieszać i zdarza jej się nosić na skórze nawet cztery różne zapachy jednocześnie. Dwa z nich są jednak dla niej szczególnie wyjątkowe.
„Portrait of a Lady” Frédéric Malle
O tych perfumach mówi się dużo i często. To między innymi zapach, o którym w kosmetyczce ELLE wspominała Małgorzata Kożuchowska. Nic dziwnego, bo „Portrait of a Lady” Frédérica Malle ma status jednej z najbardziej rozpoznawalnych kompozycji niszowej perfumerii. Sama marka słynie z bezkompromisowego podejścia do zapachu, artystycznej wolności i kompozycji, które nie próbują przypodobać się wszystkim.

Ewelina nazywa „Portrait of a Lady” najbardziej kobiecym zapachem, jaki w życiu miała okazję powąchać. I trudno się dziwić. To nie jest kolejna grzeczna, romantyczna róża, ale jej najbardziej zmysłowa, wyrafinowana i magnetyczna wersja. Kompozycja Dominique’a Ropiona łączy esencję tureckiej róży z czarną porzeczką, maliną i goździkiem, a w bazie osadza ją na paczuli, drzewie sandałowym i kadzidle frankońskim.
Efekt? Zapach elegancki, głęboki, lekko tajemniczy, z aurą luksusu, która zostaje w pamięci na długo. Solo „Portrait of a Lady” pachnie jak współczesna definicja kobiecości w wersji haute parfumerie: różanej, ale nie romantycznie naiwnej; zmysłowej, ale nie oczywistej; eleganckiej, ale z pazurem. Ma w sobie ciepło owoców, przyprawową głębię i ciemne, szyprowe tło, dzięki któremu róża staje się bardziej wieczorowa, aksamitna i niemal teatralna.
„Oud Stallion” Maison Crivelli
Jak sama mówi, Ewelina lubi blendować „Portrait of a Lady” z „Oud Stallion” Maison Crivelli. To zapach o zupełnie innej energii: skórzano-drzewny, oudowy, przyprawowy, wyrazisty i nieco animalistyczny. W jego kompozycji pojawiają się szafran, kardamon i indonezyjska gałka muszkatołowa, w sercu jaśmin, osmantus i turecka róża, a w bazie agar, skóra, cedr, paczula i tonka.

Noszony solo jest bardziej mroczny, gęsty i odważny. Pachnie jak luksus w wersji wieczorowej, intensywnej, niemal hipnotycznej. To kompozycja dla osób, które nie szukają subtelnego tła, ale zapachu z charakterem. Takiego, który zostaje na skórze, ubraniach i w pamięci.
W duecie te dwa zapachy tworzą coś jeszcze bardziej zmysłowego. „Portrait of a Lady” wnosi kobiecą, różaną elegancję, a „Oud Stallion” dodaje jej skórzanej głębi, dymu, przypraw i ciemnej, oudowej intensywności. To połączenie nie jest lekkie ani przypadkowe. Bardziej przypomina perfumeryjny podpis: luksusowy, osobisty, zapadający w pamięć i bardzo wieczorowy.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Czym jest layering w perfumach?
Layering, czyli warstwowanie perfum, polega na łączeniu dwóch lub więcej zapachów na skórze po to, by stworzyć własną, bardziej osobistą kompozycję. Można spryskać się jednym zapachem, a po chwili dołożyć drugi. Najczęściej zaczyna się od cięższego, bardziej bazowego aromatu, a kończy na lżejszym, jaśniejszym lub bardziej świetlistym.
Dzięki temu perfumy stają się mniej oczywiste, lepiej dopasowane do nastroju i trudniejsze do rozpoznania. To prosty trik, który pozwala nadać nawet kultowemu zapachowi indywidualny twist. Właśnie dlatego layering tak dobrze pasuje do osób, które traktują perfumy nie jak gotowy produkt, ale jak część własnego stylu.

