„Moim marzeniem było po prostu grać w piłkę”. Ewa Pajor zamiast o poświęceniu dla sukcesu, mówi o wdzięczności
W rozmowie z ELLE Ewa Pajor opowiada o drodze z podwórka do Ligi Mistrzyń. Mówi o pracy, tęsknocie i wdzięczności, a nie o trofeach.
Kiedy Ewa Pajor odbierała trofeum Ligi Mistrzyń, trudno było znaleźć lepszy symbol drogi, jaką przeszła. Najlepsza polska piłkarka, gwiazda FC Barcelona, liderka reprezentacji Polski. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek świata. A jednak, gdy wspomina najważniejsze momenty swojej kariery, nie zaczyna od finałów, rekordów ani wielkich stadionów.
Wraca do małej miejscowości, rodzinnego domu i podwórka, na którym wszystko się zaczęło.
„Gdy byłam malutką dziewczynką, nie marzyłam o tym, żeby grać w Barcelonie, żeby zagrać w reprezentacji Polski, aby wygrać Ligę Mistrzyń. Moim marzeniem było po prostu grać w piłkę (...) z chłopakami, bo tak właśnie się zaczęła moja droga w mojej miejscowości”.
To naprawdę wiele mówi o sposobie, w jaki Pajor patrzy na własne sukcesy. Nie buduje wokół siebie mitu cudownego talentu ani historii o przeznaczeniu. Jej opowieść jest historią kolejnych kroków. Marzeń, które rosły wraz z nią: „Te marzenia, aby zagrać w reprezentacji, aby grać w wielkich klubach, aby wygrać Ligę Mistrzyń, rodziły się tak naprawdę z tymi krokami, które robiłam w mojej karierze”.
Dziś, kiedy tysiące dziewczynek przychodzą na stadiony z jej nazwiskiem na koszulce, widzi, jak bardzo zmienił się świat kobiecego sportu: „Całe szczęście to się teraz zmieniło. Są pokazywane mecze, mamy wielkie inspiracje właśnie w kobiecym sporcie. I te małe dziewczynki mogą już od tych najmniejszych lat marzyć o tym, aby grać w wielkich klubach, aby grać w reprezentacje, aby wygrywać Ligę Mistrzyń”.
Ewa Pajor nie mówi o poświęceniu
W świecie sportu często słyszymy o wyrzeczeniach, ale Pajor unika tego słowa. „Nie lubię tego poświęcenia, bo ja od małej dziewczynki pragnęłam grać w piłkę i to dla mnie była najpiękniejsza rzecz na świecie”. Znacznie częściej mówi natomiast o dyscyplinie: „Te moje rutyny, które później włączyłam do siebie, dają mi dyscyplinę, ale ta dyscyplina daje mi również wolność”.
To podejście słychać w całej rozmowie. Sukces nie jest dla niej czymś spektakularnym. Składa się z codziennych decyzji, powtarzanych przez lata.
Jak zmienia się dzisiaj polska kobieca piłka nożna?
Kobieca piłka nożna w Polsce znajduje się dziś w zupełnie innym miejscu niż wtedy, gdy zaczynała. Na meczach reprezentacji pojawiają się tysiące kibiców. Coraz więcej dziewczynek trafia do akademii. Największe kluby inwestują w kobiece sekcje, a Ewa Pajor obserwowała ten proces z bliska.
„Teraz dziewczynki mają możliwość zaczynania gry tylko z dziewczynkami, bo jest coraz więcej dziewczynek, które chcą grać w piłkę, coraz więcej klubów i akademii stawia na kobiecą piłkę”.
Popularność, która przyszła wraz z sukcesami, traktuje jako część większej zmiany. „Piłka nożna kobiet na świecie i w Polsce stała się bardziej popularna i mam nadzieję, że to cały czas będzie rosło”.
Dlatego po meczach zostaje dłużej przy trybunach. „Gdy ja jestem w tej sytuacji, gdzie dziewczynki czy chłopcy mnie rozpoznają, zawsze daję autograf, robię zdjęcie”.
Z czego Ewa Pajor jest najbardziej dumna?
Na to pytanie długo szuka odpowiedzi. Nie mówi o trofeach. Nie wymienia rekordów strzeleckich ani finałów: wraca do początku. „Dumna jestem z tego, jaką drogę przeszłam od tej małej dziewczynki, która zaczynała grać na podwórku z chłopakami, gdzie stworzyliśmy sobie naszą bramkę na murze”.
Po chwili dodaje: „Najbardziej jestem oczywiście wdzięczna za moją rodzinę, która wspiera mnie każdego dnia od samego początku”.
To właśnie wdzięczność wydaje się słowem, które najlepiej opisuje Ewę Pajor. Mimo że osiągnęła wszystko, o czym może marzyć piłkarka, nadal opowiada o ludziach częściej niż o sobie; o drodze częściej niż o celu, a o pracy częściej niż o sukcesie. A kiedy mówi o przyszłości, wciąż brzmi jak dziewczynka, która kiedyś chciała po prostu grać w piłkę.

