Violetta Villas stworzyła sceniczny wizerunek, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. Monumentalne fryzury, wyrazisty makijaż, spektakularne suknie i głos o imponującej skali sprawiły, że jeszcze za życia stała się legendą. Film Karoliny Bielawskiej ma jednak pokazać również kobietę znajdującą się za starannie zbudowaną kreacją.

W roli artystki występuje Sandra Drzymalska. Aktorka nie sprowadza swojej bohaterki do scenicznej ikony. Zwraca uwagę na jej potrzebę rozwoju, macierzyństwo i przeszkody, z którymi musiała się mierzyć, próbując realizować własne ambicje.

Violetta Villas jako kobieta i matka

Drzymalska dostrzega w Villas kobietę, która próbuje odnaleźć własną drogę mimo oczekiwań otoczenia. Ten wątek łączy ją z drugą ważną bohaterką aktorki – Izabelą Łęcką w serialowej „Lalce”.

Zobacz także:

W przypadku Violetty to jest kobieta, matka, osoba, która chce się realizować i spełniać, a jednak są jej na drodze stawiane różne przeszkody i myślę, że z Izabelą jest podobnie. Izabela nie była matką, ale ma pewne stawiane przeszkody na swojej drodze – mówi Sandra Drzymalska.

Filmowa opowieść o Villas prowadzona jest z perspektywy jej syna, który obserwuje rozwój kariery matki i wpływ sławy na ich relację. Dla Drzymalskiej szczególnie ważne stało się więc uchwycenie kilku wymiarów tej samej postaci: artystki, matki oraz kobiety próbującej spełniać się na własnych zasadach.

player placeholder

Charakteryzacja była największym wyzwaniem

Przemiana Sandry Drzymalskiej w Violettę Villas wymagała rozbudowanej charakteryzacji. To właśnie ją aktorka wskazuje jako najbardziej wymagający technicznie element pracy nad rolą. Przywołuje ją również wtedy, gdy porównuje przygotowania do filmu z planem „Lalki”.

To była charakteryzacja przy Violetcie Villas, a przy Izabeli Łęckiej – oczywiście teraz powiem o takich technicznych rzeczach – to były w jakimś sensie też kostiumy, które są przepiękne i one bardzo mi pomogły w postaci – opowiada.

W przypadku Izabeli wyzwaniem był również fizyczny ciężar strojów.

Ale ten kostium naprawdę ważył. Na ekranie wygląda, jakbyśmy płynęły w tych kostiumach, a one naprawdę były dość ciężkie. Więc jak się spędzało 12 godzin, a czasami trochę dłużej na planie, to jednak ciało dawało o sobie znać – dodaje Drzymalska.

Babcia Sandry Drzymalskiej była fanką Violetty Villas

Rola ma dla aktorki także osobisty wymiar. Zapytana o swoją ikonę Sandra Drzymalska nie wskazuje gwiazdy kina ani muzyki. Bez wahania mówi o osobie, która jako pierwsza pokazała jej świat sztuki.

Moją ikoną? Moja babcia. Nie wiem, ona jest zawsze gdzieś w moim sercu. Ona była bardzo ciepłą, kochaną, otwartą kobietą, która chyba w jakiś sposób włożyła we mnie ogromną wrażliwość kreatywną. I jakąś taką otwartość na świat – wspomina.

Babcia nauczyła ją uważniej przyglądać się ludziom i dostrzegać to, co nie zawsze jest widoczne na pierwszy rzut oka. Ta umiejętność pozostaje szczególnie cenna w zawodzie aktorki, który wymaga budowania postaci z drobnych obserwacji.

Nauczyła mnie patrzeć trochę inaczej na świat, na ludzi, być bardzo dobrym obserwatorem. Ona pokazała mi trochę w jakiś sposób świat sztuki. Ona zresztą była ogromną fanką Violetty Villas. Była krawcową, więc miłość do kolorów, sztuki, form też dostałam od niej – mówi Drzymalska.

Po latach fascynacja babci spotkała się z zawodową drogą wnuczki. Dzięki temu praca nad rolą Violetty Villas stała się dla Sandry Drzymalskiej nie tylko aktorskim wyzwaniem, lecz także powrotem do osoby, której zawdzięcza własną wrażliwość na ludzi, sztukę i formę.