Edward Buchanan przyjechał do Mediolanu jako młody projektant, nie znając jeszcze języka ani reguł rządzących włoskim światem mody. Szybko jednak znalazł się w samym jego centrum. W wieku zaledwie 24 lat został pierwszym dyrektorem kreatywnym Bottega Veneta, a doświadczenie tam zdobyte na zawsze ukształtowało jego podejście do projektowania, rzemiosła i luksusu. Pracował również z Virgilem Ablohem przy Off-White, rozwijał własną markę i wspierał kolejne pokolenia twórców. Dziś, po niemal trzech dekadach spędzonych we Włoszech, Buchanan przygląda się branży z perspektywy kogoś, kto zna ją zarówno od środka, jak i z dystansu. Jako juror Zalando Visionary Award zwraca uwagę na odwagę, twórczą szczerość i niezależność myślenia. Przypomina też, że prawdziwa zmiana nie zaczyna się od deklaracji, lecz od decyzji podejmowanych na szczytach branżowej hierarchii.
WIDEO…
1. Twórcza droga, czyli o tym czego nie da się nauczyć w szkole projektowania
Przyjechał pan do Mediolanu jako młody projektant. Co z tamtego okresu pamięta pan najwyraźniej?
Ciekawość. Byłem obcym w nieznanym mieście, w którym ludzie nie byli przyzwyczajeni do widoku młodego czarnoskórego mężczyzny poruszającego się w różnych środowiskach. Nie mówiłem jeszcze po włosku, więc musiałem uważnie poznawać kulturę tego kraju. Mediolan tętnił życiem i energią. To były czasy sprzed cyfrowej rewolucji, dlatego chciałem wszystko zobaczyć, dotknąć i poczuć na własnej skórze.
W 1996 roku został pan pierwszym dyrektorem kreatywnym Bottega Veneta. Powiedział pan kiedyś, że ten dom mody „dokończył pana edukację”.
Tak bo nauczyłem się tam profesjonalizmu i tego, jak pracować w zawodzie. Zrozumiałem również, czym naprawdę jest luksus, kiedy poznaje się go od podszewki — poprzez rzemiosło. Wszystko było kwestią prób i błędów. Miałem zaledwie 24 lata, byłem więc otwarty na to, by się uczyć, rozwijać i pozwolić się kształtować.
Pracował pan dla najważniejszych domów mody, a jednocześnie rozwijał własną markę. Co najmocniej ukształtowało pana jako projektanta?
Przez to, że Bottega Veneta była moim pierwszym tak ważnym doświadczeniem, przez wiele lat pozostawała punktem odniesienia. To tam ukształtowały się mój gust, sposób pracy i myślenia. Miłość do jakości i rzemiosła staram się wnosić we wszystko, co robię. Pracując jako konsultant kreatywny, trzeba jednak również umieć poruszać się między różnymi estetykami i rozumieć, dla kogo się projektuje.
Pracował pan z Virgilem Ablohem przy Off-White. Co najbardziej zapadło panu w pamięć z tej współpracy?
Virgil był królem. Potrafił sięgać zarówno po tych, którzy byli przed nim, jak i po tych, którzy dopiero się pojawiali, dbając o to, by jego otoczenie miało bezpieczną przestrzeń do twórczych poszukiwań. Byłem od niego starszy, ale nie stanowiło to dla niego żadnego problemu. Wiedział, że zawsze działam z myślą o tym, co dla niego najlepsze. Ufał ludziom, których wybierał do współpracy. Był ciepłym człowiekiem, niezwykle lojalnym. Motywował nas, byśmy dawali z siebie wszystko, a przy tym był szczerym przyjacielem.
Po niemal trzech dekadach we Włoszech czuje się pan bardziej Amerykaninem czy częścią włoskiego świata mody?
Mieszkam we Włoszech dłużej, niż mieszkałem w Ameryce, ale zawsze będę Amerykaninem.
W Mediolanie dużo mówi się dziś o zmianie pokoleniowej w modzie. Czy włoska branża rzeczywiście przechodzi transformację?
Moda zyskuje, kiedy dopuszcza do głosu różnorodne perspektywy. Zyskuje na tym cała branża — zarówno kulturowo, jak i finansowo. Ta transformacja musi być jednak szczera, inaczej stanie się jedynie tokenizmem, czyli pozornym gestem różnorodności. Jeśli naprawdę wierzymy, że inkluzywność jest pilną potrzebą, cały system musi ją wdrożyć i konsekwentnie wspierać. Różnorodność nie jest trendem. To nasza globalna rzeczywistość. Wszyscy możemy skorzystać na zmianie pokoleniowej i większym szacunku dla młodych. Potrzebujemy nowych głosów — i potrzebujemy ich teraz.
Od lat mówi pan o potrzebie większej różnorodności w modzie. Co rzeczywiście się zmieniło, a z czym nadal nie potrafimy sobie poradzić?
Zmiana jest możliwa tylko wtedy, gdy ludzie na szczytach hierarchii są gotowi oddać część swojej władzy i zrobić miejsce dla różnorodnych głosów. Jeśli tego nie zrobią, osoby, którym dotąd utrudniano dostęp do branży, będą tworzyć własne środowiska, budować własne marki i niezależne struktury ekonomiczne.
2. Autentyczność, odwaga i ryzyko. Czego szukamy w nowym pokoleniu projektantów?
Jest pan jurorem Zalando Visionary Award. Czego szuka pan w młodym projektancie?
Twórczej szczerości i odwagi do podejmowania ryzyka. Z bezpiecznych wyborów rzadko rodzi się coś interesującego. Młodzi twórcy zyskują najwięcej, kiedy ich głos jest w stu procentach autentyczny. Nawet jeśli nie od razu rozumiem ich pomysł, chcę poczuć jakąś emocję. Chcę uwierzyć w to, co widzę.
W tym roku Zalando Visionary Award zdobyła marka INSTITUTION. Co przekonało jury do takiego wyboru?
Galib jest prawdziwym twórcą. Jego szczerość, konsekwencja i świadomość były niezwykle wyraźne. Poruszyła mnie swoboda, z jaką tworzy na własnych zasadach, pozostając blisko swojej społeczności. To prawdziwy diament.
Zalando Visionary Award jest silnie związana z Copenhagen Fashion Week. Co najbardziej ekscytuje pana we współczesnej scenie mody w Kopenhadze?
Zawsze miło jest wracać do Kopenhagi. Uwielbiam przenikanie się designu i mody. To także niezwykle piękne miasto, które samo w sobie stanowi źródło inspiracji.
Co definiuje dziś nowe pokolenie projektantów — studentów i absolwentów szkół artystycznych oraz projektowych?
Młodzi projektanci powinni poznawać przeszłość, ale jednocześnie kwestionować to, co już wiemy, i nasze wyobrażenia o przyszłości. Studenci muszą być ciekawi świata i odważnie podejmować ryzyko. Myślę też, że nie da się kreatywnie odhaczyć wszystkich punktów na liście. Lepiej zrobić jedną rzecz i zrobić ją naprawdę dobrze. Wtedy ludzie to zauważą.
Czy młode talenty powinny dziś koncentrować się na budowaniu własnej marki, czy nadal warto najpierw zdobyć doświadczenie w dużym domu mody?
To zależy od konkretnej osoby i jej potrzeb. Nie istnieje jedna właściwa droga. Niektórzy rozwijają się najlepiej pod okiem mentora, inni potrzebują swobody, by wyrażać siebie na własnych zasadach. Najgorsze, co może spotkać młodego twórcę, to poczucie, że ktoś zamyka go w określonych ramach. Jednocześnie trzeba rozwijać warsztat i rozumieć rynek, na który chce się wejść.
Największe domy mody coraz częściej zmieniają dyrektorów kreatywnych. Czy era jednego „kreatywnego geniusza”, stojącego na czele domu mody, powoli dobiega końca?
Zmiana nie jest niczym złym. Myślę, że to raczej przemiana rynkowa, wynikająca ze zmieniającego się sposobu ubierania się ludzi i tego, ile chcą wydawać na modę. Uważam też, że większy nacisk na rzemiosło i rzeczywiste umiejętności wykonawcze mógłby dobrze wpłynąć na przyszłość branży. Zawsze potrzebny będzie ktoś, kto wyznacza kreatywny kierunek. Ale bez zespołów, które potrafią przełożyć tę wizję na rzeczywistość, nie jesteśmy w stanie niczego zrobić.