Justyna Przygońska i Brygida Handzelewicz-Wacławek z niezwykłym wyczuciem i zaangażowaniem rozwijają The Odder Side. Mają rzesze oddanych klientek, bo stworzyły markę, której im samym brakowało. Projektują ubrania i dodatki częściej podążając za intuicją niż za trendami, co zdecydowanie wychodzi im na dobre. Kilka dni temu były na językach wszystkich, ponieważ Bad Bunny założył na swój koncert w Polsce szorty z ich kolekcji. Wcześniej ich projekty doceniła również Hailey Bieber czy Rosie Huntington-Whiteley. Z okazji 10-lecia marki rozmawiamy z założycielkami o początkach The Odder Side, cenie sukcesu, przyjaźni, kreatywności i o tym, dlaczego mimo międzynarodowego rozwoju wciąż najbardziej ufają własnej intuicji.

WIDEO

player placeholder
The Odder Side
Archiwum prywatne

Aleksandra Jóźwiak: Kiedy startowałyście z marką, pojawiła się w waszych głowach myśl, że The Odder Side urośnie do jednej z wiodących polskich marek i zacznie odnosić sukcesy również za granicą? Czy wchodziłyście w to bardziej spontanicznie?

Zobacz także:

Brygida Handzelewicz-Wacławek: Na pewno weszłyśmy w to spontanicznie, ale jednocześnie bardzo świadomie. Wiedziałyśmy, że chcemy stworzyć coś, co stanie się fundamentem naszego zawodowego życia. To nie była zabawa w modę, tylko realny biznes. Nie miałyśmy doświadczenia w prowadzeniu marki, ale intuicyjnie czułyśmy, że chcemy budować coś trwałego. Od początku myślałyśmy o tym długofalowo - o rozwoju, odpowiedzialności i o tym, że za tym wszystkim będą kiedyś stali ludzie, zespół i ogrom pracy.

Justyna Przygońska: To, co mamy dzisiaj, jest efektem bardzo skrupulatnej pracy dzień po dniu. Od początku chciałyśmy stworzyć coś trwałego, a nie projekt, który po chwili się kończy. The Odder Side stało się jednym z fundamentów naszego dorosłego życia. I tak - miałyśmy duże aspiracje od samego początku. Pamiętam, że już siedem lat temu odzywałam się do osób, które chciałam zaangażować do naszych kampanii. Dzisiaj myślę, że wtedy było to trochę na wyrost, ale to pokazuje, że wierzyłyśmy w siebie i w tę markę od samego początku.

The Odder Side od początku było czymś więcej niż marką modową. Budowałyście wokół niej cały lifestyle i pewnego rodzaju świat. Dzisiaj to naturalne, ale dziesięć lat temu nie było aż tak oczywiste.

Justyna: Myślę, że to bardzo wynika z nas jako osób. Dla mnie samo tworzenie ubrań byłoby trochę za mało. Naturalne było opowiadanie historii, pokazywanie inspiracji, podróży, procesu tworzenia. Ja nawet nie myślałam o tym w kategorii marketingu. Zawsze fascynował mnie backstage - to, jak coś powstaje, a nie tylko efekt końcowy. Dlatego bardzo naturalne było dla mnie pokazywanie klientkom tego, co dzieje się wokół marki i co nas inspiruje.

Bardzo dużo rzeczy, które publikujemy, wynika po prostu z tego, co aktualnie dzieje się w naszym życiu. Pamiętam kampanię inspirowaną słowami nauczycielki surfingu, która powiedziała do mnie: „Patrz przed siebie, oddychaj i idź za falą”. To zostało ze mną na długo. My po prostu jesteśmy tą marką. I myślę, że stąd bierze się jej autentyczność.

Brygida: Od początku bardzo chciałyśmy spotykać się z klientkami. Nasz pierwszy event na Rozbrat nie był wydarzeniem prasowym, tylko spotkaniem dla dziewczyn, które nosiły nasze ubrania. Byłyśmy po prostu ciekawe, kim są i jak żyją w tych rzeczach. Do dziś mnie to fascynuje. Często pytam klientki, gdzie jadą w danej sukience albo na jakie wakacje zabierają konkretną spódnicę. Interesuje mnie to, jak te ubrania później żyją z ludźmi.

Prowadzicie razem markę i jednocześnie jesteście przyjaciółkami. Umiecie oddzielić pracę od prywatnej relacji?

Justyna: Widzimy się praktycznie non stop. W biurze jesteśmy bardziej wspólniczkami, bo cały dzień podejmujemy decyzje i jesteśmy na spotkaniach. Paradoksalnie często nie mamy wtedy czasu pogadać o prywatnych rzeczach. Nasze najlepsze rozmowy odbywają się w samolocie - kiedy nie ma internetu i nikt nie może do nas pisać. Wtedy robimy pełny update życia.

Brygida: To brzmi absurdalnie, bo siedzimy razem cały dzień, ale naprawdę często dopiero wieczorem albo podczas wyjazdów mamy przestrzeń, żeby pogadać prywatnie. Ale prawda jest taka, że w tym wszystkim jest też dużo frajdy. Lecimy na kampanię do miejsca, o którym kiedyś marzyłyśmy jako o wakacyjnym kierunku, więc te światy cały czas się przenikają.

A jak wyglądacie w sytuacjach kryzysowych? Któraś z was jest bardziej emocjonalna?

Justyna: Ja płaczę. (śmiech) Naprawdę jestem bardzo emocjonalna.

Brygida: A ja wtedy automatycznie robię się spokojna. To chyba naturalnie się równoważy.

Justyna: Przez te wszystkie lata miałyśmy naprawdę dużo trudnych momentów i mam poczucie, że właśnie wtedy relacja najbardziej się wzmacnia. W kryzysach naprawdę widać, czy idzie się w tym samym kierunku i czy ma się te same wartości.

Brygida: Zawsze jedna z nas przejmuje wtedy rolę tej spokojniejszej. Nawet jeśli sama też jest przerażona. A później po prostu wstajemy rano i działamy dalej.

Czujecie presję ciągłego „bycia widocznymi”? Dzisiaj od założycielek marek modowych oczekuje się obecności i pokazywania życia.

Justyna: Może ta presja wynika trochę z takich marek jak nasza, bo my od początku działałyśmy bardzo osobiście. Ale prawda jest taka, że mnie to po prostu sprawia frajdę.

Brygida: Nie mam obsesji na punkcie obecności. Wystarczy spojrzeć na mój Instagram - czasami nie ma mnie tam przez kilka miesięcy. Oczywiście często myślę, że fajnie byłoby pokazywać więcej backstage’u, procesu tworzenia czy inspiracji, ale zwyczajnie nie zawsze jest na to czas.

A co jest dziś dla was najtrudniejsze w prowadzeniu The Odder Side?

Justyna: Przez ostatni czas bardzo pracowałam nad odzyskaniem wiary w siebie. Miałam moment, w którym trochę schowałam się kreatywnie i przestałam ufać swojej intuicji. Dzisiaj wracam do tego poczucia, że wiem, co robię i chcę znowu mocniej realizować się kreatywnie. Tym bardziej, że dzięki rozbudowie zespołu mamy w końcu więcej przestrzeni na twórczą pracę. Bo kiedy przez siedem godzin zajmujesz się księgowością, prawem, logistyką i problemami operacyjnymi, naprawdę trudno później wejść w kreatywny proces. A widzimy, że kiedy jesteśmy bardziej obecne kreatywnie, marka bardzo na tym zyskuje.

Brygida: Dla mnie cały czas trudna jest asertywność i dawanie negatywnego feedbacku. Mam tendencję do odkładania takich rozmów, a później problem rośnie i wszystko robi się trudniejsze. Uczę się tego, żeby reagować wcześniej i bardziej konkretnie komunikować swoje zdanie.

A czy jest coś, za czym tęsknicie z początków The Odder Side?

Justyna: Myślę, że za beztroską. Ale niekoniecznie nawet związaną z marką, tylko bardziej z życiem. 

Brygida: Za momentem, kiedy największym problemem było: „Gdzie pójdę dziś na kolację i co na siebie założę?”. (śmiech)

Justyna: Bardzo chciałabym powiedzieć tamtej młodszej sobie: „Nie pędź tak. Spokojnie, wszystko się wydarzy”. Ale jednocześnie wiem, że taki już mam charakter - cały czas chcę iść do przodu. Dzisiaj najbardziej staram się pamiętać o tym, żeby doceniać proces i miejsce, w którym aktualnie jestem. To jest naprawdę bardzo ważne.

The Odder Side
Archwium prywatne