Jonathan Anderson jest ledwie widoczny, gdy wychodzi na platformę zbudowaną na ośmiokątnym basenie w ogrodzie Tuileries. Lekka mgła przywodzi na myśl angielską prowincję, a projektant pojawia się w swoim zwykłym stroju: koszuli w kratę i jeansach. Tak samo ubrany wystąpił kilka tygodni wcześniej w ironicznym filmie zapowiadającym współpracę domu mody z Avenue Montaigne z amerykańską wytwórnią A24.
WIDEO…


Przed pokazem kolekcji Dior wiosna–lato 2027 Anderson opowiedział w mediach społecznościowych marki, że zainspirowała go asymetria natury. Zainteresowała go chińska praktyka wénwán, polegająca na obracaniu w dłoni dwóch orzechów. Ocierają się o siebie, aż z czasem ich skorupki stają się gładkie. To rodzaj medytacyjnego zajęcia, które pomaga rozładować napięcie. Dla Andersona znaczenie ma również to, że jeden orzech nigdy nie jest taki sam jak drugi. „Kiedy zetknąłem się z orzechami wénwán, przypomniały mi, jak wiele wiedzy i cennych rzeczy możemy znaleźć w naturze” - napisał projektant.


Ogród Diora w nowej odsłonie
Cennych rzeczy nie brakuje też na wybiegu, który wydaje się odą do przyrody. Fascynowała ona Christiana Diora i była jedną z głównych inspiracji dla jego kolekcji. Miała dla niego również znaczenie osobiste: gałązki konwalii, które uważał za talizman, nosił w kieszeni lub wszywał w ubrania klientek. W kolekcji Andersona wszystko jest lekkie, pełne falban i plis przypominających rozkwitające kwiaty. Wszystko wygląda też na pozornie proste, choć osiągnięcie takiego efektu bywa najtrudniejsze. Można się tylko domyślać, ile pracy wymagały dwurzędowe żakiety z jedwabnej organzy, pojawiające się na wybiegu w wersji prążkowanej i w kratę księcia Walii. Noszone z pasiastymi koszulami oraz mini z warstw zwiewnych falban przypominają delikatne mille-feuille.


Gdzie indziej żakiet z szalowym kołnierzem spotyka się z odważnymi spodniami ze srebrnej skóry, a kwiatowe aplikacje z mini z tiulu. Krótkie żakiety typu spencer noszone są na zwiewnych bluzkach z luźno zawiązanym krawatem. W kolekcji pojawiają się też dzianiny i nowa interpretacja słynnego żakietu Bar, ozdobionego dużą kokardą. Są również kurtki typu barn jacket i zamszowe buty z gumowymi noskami, przywodzące na myśl obuwie do pracy w ogrodzie. Ten bardziej przyziemny akcent równoważą czółenka z odkrytymi palcami oraz sandały z paskiem w kształcie litery T i złotym logo Diora.


Piękno, które nie musi być idealne
Kwiatowe spódnice mają wstawki ze sztywnych falban, a plisowane sukienki przywodzą na myśl robe de style Jeanne Lanvin. Nawet zestaw w całości wykonany z denimu wygląda lekko pod płaszczem o marynarskim charakterze. Tweed pojawia się z kolei w postaci płaszcza ze strzępionym brzegiem - detalu widocznego także na ostatnich wybiegach w Mediolanie. Wśród tych kwiatów i zwiewnych tkanin pojawiają się ślady niedoskonałości: surowość koronkowych sukienek i spodni, które wyglądają, jakby zostały miejscami nadgryzione, oraz ostre krawędzie sorbetowożółtych garniturów. Wracają wtedy słowa Andersona opublikowane kilka godzin wcześniej na Instagramie: „Idealna symetria jest nieuchwytna”.


Niektóre torebki mają równie surowy charakter - zwłaszcza modele o nieregularnej fakturze i miękkie półksiężyce z poruszającymi się frędzlami. Obok nich pojawiają się pastelowe Dior Toujours ze wzorem Cannage oraz puzderko w kształcie łabędzia. To kolejne ukłony w stronę natury tak bliskiej Christianowi Diorowi, który mawiał: „Jeśli bierzesz przykład z natury, nigdy się nie pomylisz”. Można przypuszczać, że byłby dumny z projektanta, który dziś stoi na czele jego domu mody.
Artykuł ukazał się w oryginale na ELLE.it