Reklama

Na HBO Max debiutuje „Proud”, polski serial Karola Klementewicza, który od pierwszych minut nie daje widzowi wygodnego dystansu. Recenzenci już teraz podkreślają, że to jedna z tych premier, o których będzie się mówić długo. Nie tylko dlatego, że „Proud” dotyka tematów społecznie gorących, ale też dlatego, że robi to z ambicją, stylem i emocjonalną intensywnością.

W tym artykule:

  1. „Proud” w HBO Max: o czym jest nowy polski serial?
  2. W czym tkwi siła przekazu „Proud”?
  3. Ignacy Liss w roli, o której będzie głośno
  4. „Proud” z nagrodami w Lille. Polski serial zaczyna z mocnej pozycji

„Proud” w HBO Max: o czym jest nowy polski serial?

Punkt wyjścia jest prosty, ale bezlitosny. Filip, grany przez Ignacego Lissa, żyje szybko, impulsywnie i bez planu. Wolność myli z ucieczką, bliskość z chwilowym zachwytem, a codzienność z czymś, co można zagłuszyć kolejną nocą poza domem. Serial nie próbuje go wybielać. Pokazuje jego autodestrukcję, egoizm, niedojrzałość i emocjonalny chaos: pociągający, ale i niebezpieczny.

Dopiero rodzinna tragedia wywraca ten porządek. Śmierć siostry sprawia, że Filip z dnia na dzień musi wejść w rolę, do której nikt go nie przygotował. Opieka nad niemowlęciem nie jest tu uroczym dodatkiem do fabuły ani sentymentalnym chwytem. Jest próbą przetrwania: logistyczną, finansową, emocjonalną. W „Proud” zwykłe czynności, karmienie, przewijanie, wyjście z domu, rozmowa z urzędem czy próba załatwienia opieki, stają się polem walki z własną bezradnością.

Najmocniej wybrzmiewa tu samotność rodzicielstwa. Opowiedziana bez cukru pudru, bez instagramowego filtra i bez pocieszającej puenty podanej zbyt wcześnie. Codzienność przytłacza szczególnie wtedy, gdy brakuje wsparcia, stabilizacji i poczucia, że ktokolwiek naprawdę stoi po twojej stronie.

W czym tkwi siła przekazu „Proud”?

„Proud” nie jest serialem jednego tematu, choć jeden wątek nieuchronnie wysuwa się na pierwszy plan: samotny gej opiekujący się dzieckiem w Polsce. To punkt wyjścia, który w rodzimym kontekście natychmiast nabiera społecznego ciężaru. Twórcy nie udają, że uprzedzenia nie istnieją, ale też nie sprowadzają bohatera do symbolu w debacie publicznej.

To ważne, bo „Proud” najciekawszy jest wtedy, gdy pozostaje blisko człowieka. Filipa interesuje nie tylko jako „przypadek”, a jako kogoś, kto rozpaczliwie próbuje zbudować siebie od nowa. Fabuła dotyka pytań o rodzinę, prawo do bliskości, potrzebę przynależności i o to, kto właściwie może zostać uznany za „odpowiedniego” opiekuna.

W tle pobrzmiewa Polska współczesna, niepokojąca i znajoma. Kraj, gdzie rozmowa o prawach osób LGBTQ+ wciąż wywołuje napięcia, a prywatne życie bardzo szybko może stać się sprawą publiczną. „Proud” trafia więc w czuły punkt, ale nie żywi się wyłącznie kontrowersją. Jego siła tkwi w równowadze między tym, co społeczne, a tym, co intymne. Między głośnym tematem a cichą sceną, gdzie człowiek po prostu nie daje już rady.

mat. prasowe
mat. prasowe

Ignacy Liss w roli, o której będzie głośno

W pierwszych opiniach najczęściej powraca jedno nazwisko: Ignacy Liss. Rola Filipa jest napisana jak test wytrzymałości. Bohater bywa drażniący, nieodpowiedzialny, pełen sprzeczności, a jednak trudno od niego oderwać wzrok. Liss gra go nerwem, gestem, spojrzeniem i potrafi w jednej scenie odsłonić arogancję, zmęczenie i dziecinną potrzebę bycia uratowanym.

Mocno działa także drugi plan. Kamil Studnicki jako Olek wnosi do historii napięcie emocjonalne i uczuciowe.. Maria Sobocińska jako Kiki dodaje energii, ale też kruchości. W obsadzie pojawia się również Maja Ostaszewska, a w kolejnych odcinkach dołączy Joanna Kulig w roli prawniczki Teresy.

Realizacyjnie „Proud” ma wyraźny charakter. Zdjęcia, montaż, kostiumy i scenografia budują świat elegancki w formie, ale duszny w nastroju. To estetyka, która nie przykrywa trudnych emocji, tylko je podbija.

Nie wszystko jednak działa bez zarzutu. W pierwszych trzech odcinkach można dostrzec nadmiar wątków, momentami także chaos i klisze, od których polskie produkcje wciąż próbują się uwolnić. Mimo to produkcja utrzymuje spójny ton: mroczny, gęsty, miejscami bolesny, ale z delikatną iskrą nadziei.

„Proud” z nagrodami w Lille. Polski serial zaczyna z mocnej pozycji

Zanim „Proud” trafił do szerokiej widowni, zdążył zaistnieć za granicą. Serial zadebiutował na festiwalu Series Mania w Lille, gdzie zdobył Grand Prix w międzynarodowym konkursie, a Ignacy Liss został wyróżniony nagrodą dla najlepszego aktora. W źródłowych informacjach podkreślano również, że to pierwszy polski tytuł od dekady zakwalifikowany do prestiżowego konkursu.

Ten kontekst dodaje premierze znaczenia, ale nie jest jedynym powodem, dla którego warto zwrócić na nią uwagę. „Proud” próbuje połączyć temat społecznie aktualny z opowieścią o dojrzewaniu wymuszonym przez stratę. O człowieku, który nie planował stać się odpowiedzialny, ale nagle nie ma już innego wyjścia.

Jeśli pierwsze odcinki są zapowiedzią dalszego ciągu, piątki na HBO Max mogą szybko stać się rytuałem dla tych, którzy od polskich produkcji oczekują czegoś więcej niż poprawnie poprowadzonej historii. „Proud” ma emocje, styl i odwagę. A przede wszystkim ma bohatera, którego trudno polubić od razu, ale jeszcze trudniej przestać obserwować.

Proud
mat. prasowe
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...