Mike Waters i Scott Favor zarabiają, świadcząc usługi seksualne na ulicach Portland. Mike, grany przez Rivera Phoenixa, żyje z narkolepsją i szuka matki. Scott, w którego wciela się Keanu Reeves, jest synem burmistrza, zbuntowanym przeciwko ojcu i jego światu. Wspólnie ruszają w drogę, która prowadzi ich przez Idaho aż do Włoch. Pozornie są w podobnym miejscu. W rzeczywistości jeden z nich ma znacznie więcej możliwości do odmiany swojego losu.

WIDEO…

player placeholder

„Moje własne Idaho”: Bliskość na nierównych warunkach

Scott może potraktować życie na ulicy jak etap, po którym wróci do wygody i społecznej pozycji. Mike nie ma takiego zabezpieczenia. Potrzebuje pieniędzy, opieki i poczucia, że ktoś nie zostawi go w chwili, kiedy zaśnie w chwili stresu. Ta różnica sprawia, że ich relacja od początku jest nierówna. Wspólne doświadczenia nie oznaczają przecież wspólnej przyszłości. Najmocniej widać to w kultowej scenie przy ognisku. Mike próbuje powiedzieć Scottowi, że jego uczucie wykracza poza przyjaźń i bliskość związaną z pracą. Bohater odsłania się, choć nie ma pewności, czy powinien. Reeves pozostaje bardziej zdystansowany. Ich spotkanie nie układa się w romantyczną wymianę deklaracji. Jest w nim coś boleśnie znajomego – moment, w którym jedna osoba ryzykuje znacznie więcej niż druga. 

River Phoenix i Keanu Reeves w kinie Gusa Van Santa

Phoenix dostał za swoją rolę Puchar Volpiego na festiwalu w Wenecji. Warto jednak oglądać go bez sprowadzania filmu do legendy aktora, który zmarł dwa lata później. Jego Mike bywa zagubiony i bezbronny, ale ma też humor, upór i własne pragnienia. Nie jest jedynie postacią, której mamy współczuć. Van Sant podporządkowuje opowieść jego doświadczeniu. Wspomnienia matki, nagłe przejścia i obrazy pustej drogi sprawiają, że czas nie płynie tu równomiernie. Film potrafi na chwilę stać się niemal snem, by zaraz wrócić do rozmów o pieniądzach i przetrwaniu. Obok tego pojawiają się motywy z Szekspira: Scott przypomina księcia Hala z „Henryka IV”, a starszy towarzysz bohaterów, Bob Pigeon, przywołuje Falstaffa. Ta teatralność może zaskoczyć, ale pozwala zobaczyć w ulicznej wspólnocie własne hierarchie, więzi i zdrady. 

Zobacz także:

Dlaczego wciąż wracamy do „Mojego własnego Idaho”?

Film należy do najważniejszych dzieł New Queer Cinema, nurtu, który na początku lat 90. zmieniał sposób pokazywania queerowego życia. Jego bohaterowie nie muszą być wzorowi ani budzić powszechnej aprobaty. Mogą pragnąć, mylić się i zachowywać niejednoznacznie. Ich losy są związane również z klasą społeczną, pieniędzmi i dostępem do bezpieczeństwa. Po latach najmocniej działa jednak prostota uczucia Mike’a. W filmie pełnym formalnych pomysłów to jego niepewne wyznanie zatrzymuje uwagę. Można odbyć z kimś długą podróż, dzielić codzienność i znać jego słabości, a mimo to nie dostać bliskości, na którą się liczyło.