Jeden z najładniejszych filmów ostatnich lat rozgrywa się w Polsce. Ma Oscara, wielkie emocje i właśnie trafia na drugą platformę
To jeden z tych filmów, które działają po cichu: bez wielkich gestów, za to z emocją trafiającą w punkt. Oscarowa rola Kierana Culkina, polskie tło i rodzinny wyjazd, który szybko przestaje być tylko podróżą śladami przeszłości.

„Prawdziwy ból” Jessego Eisenberga, w oryginale „A Real Pain”, rozgrywa się w Polsce i od pierwszych minut daje jasno do zrozumienia, że nie będzie wielkiego kina drogi z efektownymi zwrotami akcji. To film kameralny, blisko bohaterów, czasem niezręczny, czasem zabawny, ale podszyty emocją, która pojawia się nagle i zostaje na dłużej. Dwaj kuzyni, David i Benjamin „Benji” Kaplan, przylatują do Polski po śmierci babci, by symbolicznie pożegnać się z rodzinną historią i zobaczyć miejsca, z których wyrasta ich żydowska tożsamość. Na ekranie pojawiają się m.in. Warszawa, Majdanek i Lublin, a Eisenberg prowadzi tę opowieść gdzieś pomiędzy komedią, dramatem i bolesnym rachunkiem z pamięcią.
„Prawdziwy ból” zaczyna się jak rodzinny city break, ale szybko przestaje nim być
Punkt wyjścia jest prosty, niemal klasyczny: dwóch kuzynów, kiedyś bardzo bliskich, dziś funkcjonujących w zupełnie innych światach. David, grany przez Jessego Eisenberga, to człowiek poukładany, ostrożny, schowany za uprzejmością i potrzebą kontroli. Ma rodzinę, pracę, plan. Benji, w którego wciela się Kieran Culkin, jest jego przeciwieństwem: impulsywny, chaotyczny, bezbronny i męczący jednocześnie. Potrafi rozładować napięcie jednym zdaniem, ale też w sekundę wprowadzić wszystkich w stan emocjonalnego alarmu.

W Polsce kuzyni dołączają do zorganizowanej wycieczki śladami żydowskiej historii. W grupie są m.in. starsze małżeństwo, rozwódka grana przez Jennifer Grey, mężczyzna z Rwandy, który przeżył ludobójstwo i przeszedł na judaizm, oraz brytyjski przewodnik, wyraźnie zafascynowany tematem, choć od razu podkreślający, że sam nie ma żydowskich korzeni. Ten układ działa jak soczewka: każdy uczestnik podróży przywozi ze sobą inną wrażliwość, inny rodzaj żałoby i inne wyobrażenie o tym, czym ma być konfrontacja z przeszłością.
Trasa prowadzi przez Warszawę, okolice dawnego getta, Majdanek, żydowski cmentarz i Lublin. Przez chwilę można odnieść wrażenie, że to opowieść o „powrocie do korzeni” rozpisana według przewidywalnego programu zwiedzania. Ale kiedy David i Benji odłączają się od grupy, by zobaczyć rodzinny dom babci, film zaczyna mocniej pulsować. Turystyczny rytm pęka, a na pierwszy plan wychodzi to, co od początku było najważniejsze: relacja dwóch ludzi, którzy nie potrafią już ze sobą rozmawiać tak jak dawniej.
Kieran Culkin kradnie sceny, ale to napięcie między kuzynami trzyma cały film
Największym atutem „Prawdziwego bólu” jest Kieran Culkin. Jego Benji jest postacią, od której trudno oderwać wzrok, choć równie trudno byłoby z nią wytrzymać w prawdziwym życiu. Bywa irytujący, nieprzewidywalny, zbyt głośny i zbyt szczery. A jednocześnie ma w sobie kruchość, która sprawia, że jego chaos nigdy nie jest tylko efektem aktorskiej brawury. To człowiek poraniony, który nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca, więc nieustannie sprawdza granice innych.

Eisenberg jako David gra na innym rejestrze: ciszej, bardziej nerwowo, z napięciem ukrytym pod warstwą poprawności. Ten kontrast działa najlepiej wtedy, gdy film pozwala bohaterom być nieprzyjemnymi, niekonsekwentnymi i trudnymi do jednoznacznej oceny. „Prawdziwy ból” nie opowiada przecież wyłącznie o rodzinnej podróży do Polski. To także film o zazdrości, poczuciu winy, nierównym rozłożeniu cierpienia i o tym, że bliskość czasem przetrwa tylko jako wspomnienie dawnej wersji relacji.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Warto też wspomnieć o polskim zapleczu produkcji. Producentką filmu była Ewa Puszczyńska, zdjęcia zrealizował Michał Dymek, scenografię przygotowała Mela Melak, a kostiumy Małgorzata Fudala. Zdjęcia powstawały m.in. w Lublinie, Radomiu, Krasnymstawie, Warszawie i Nowym Jorku. Dzięki temu film, mimo kilku uproszczeń w spojrzeniu na Polskę, ma lokalny detal i wizualną wiarygodność.
„Prawdziwy ból” to mały film, który okazał się dużym sukcesem
Choć „Prawdziwy ból” nie jest produkcją z rozmachem blockbusterów, poradził sobie znakomicie. Przy budżecie wynoszącym około 3 mln dolarów film zarobił na świecie ponad 24 mln dolarów, co czyni go jednym z tych kameralnych tytułów, które dzięki dobrym recenzjom, festiwalowemu rozpędowi i aktorskiemu magnetyzmowi trafiły znacznie dalej, niż mogłyby sugerować ich skala i temat.
W Polsce film zadebiutował w kinach 8 listopada 2024 roku, po światowej premierze w styczniu 2024 roku. Dziś można go oglądać na Disney+, a od 6 czerwca ma być dostępny również na HBO Max. To dobry moment, by wrócić do tego tytułu albo nadrobić go po raz pierwszy, szczególnie jeśli szuka się kina, które nie krzyczy, ale potrafi zostawić po sobie niewygodne ukłucie.


