Reklama

Letnia sesja zbliża się wielkimi krokami. Stosy notatek rosną, terminy egzaminów pojawiają się w kalendarzu jeden po drugim, a lista rzeczy do przeczytania wydaje się nie mieć końca. W teorii to moment, w którym powinniśmy odłożyć seriale na później. W praktyce każdy potrzebuje czasem przerwy od nauki. I właśnie wtedy na scenę wkracza nowa propozycja Disney+.

„Niestworzeni do pracy” to serial, który idealnie sprawdza się jako wieczorny reset po kilku godzinach spędzonych nad książkami. Jest lekki, zabawny i pełen bohaterów, których błędy, marzenia i życiowe katastrofy potrafią zaskakująco szybko stać się także naszymi. Tylko uwaga: podobnie jak kiedyś „Przyjaciele”, bardzo szybko zamienia niewinną przerwę w maraton kolejnych odcinków.

„Niestworzeni do pracy” - hit Disney+ to odpowiedź pokolenia Z na seriale o przyjaźni

Niestworzeni do pracy
mat. prasowe

Choć od premiery „Przyjaciół” minęły już dekady, telewizja wciąż próbuje znaleźć serial, który równie trafnie uchwyciłby moment wejścia w dorosłość. Tym razem za ten temat bierze się Mindy Kaling, jedna z najciekawszych współczesnych twórczyń komediowych. „Niestworzeni do pracy” opowiada o grupie młodych mieszkańców Nowego Jorku, którzy próbują odnaleźć się między zawodowymi ambicjami, życiem towarzyskim i nieustannym poczuciem, że wszyscy wokół radzą sobie lepiej. Brzmi znajomo? Właśnie dlatego serial działa tak dobrze.

Zamiast wielkich zwrotów akcji dostajemy codzienność: pierwsze poważne sukcesy, zawodowe porażki, skomplikowane relacje i przyjaźnie, które pomagają przetrwać najbardziej chaotyczne momenty życia. Wszystko podane w lekkiej, komediowej formie, ale z całkiem trafnymi obserwacjami dotyczącymi współczesnych dwudziestolatków.

Nowy serial Disney+ zachwyca klimatem Nowego Jorku

Niestworzeni do pracy
mat. prasowe

Jednym z największych atutów produkcji jest miejsce akcji. Nowy Jork od lat pozostaje jednym z najważniejszych bohaterów seriali o młodych ludziach i tutaj również odgrywa kluczową rolę.

Mieszkania, kawiarnie, imprezy po pracy i nieustanny miejski pośpiech tworzą tło, które trudno pomylić z jakimkolwiek innym miejscem na świecie. To właśnie ten klimat sprawia, że „Niestworzeni do pracy” ogląda się trochę jak współczesną pocztówkę z miasta marzeń, a trochę jak opowieść o pokoleniu próbującym znaleźć własne miejsce w świecie.

Czy naprawdę nie chcą pracować? Serial dotyka jednego z największych sporów wokół pokolenia Z

Niestworzeni do pracy
mat. prasowe

O pokoleniu Z mówi się dziś niemal wszystko. Że nie chce pracować po godzinach. Że częściej stawia granice. Że szybciej zmienia miejsca zatrudnienia i nie wierzy już w obietnicę jednej kariery na całe życie. Dla jednych to oznaka roszczeniowości, dla innych - zdrowa reakcja na świat, w którym sukces coraz rzadziej gwarantuje poczucie bezpieczeństwa.

„Niestworzeni do pracy” nie próbuje rozstrzygać, kto ma rację. Zamiast tego pokazuje młodych ludzi, którzy dorastali w rzeczywistości nieustannej presji osiągnięć, mediów społecznościowych i kultury porównywania się do innych. Ich podejście do pracy bywa inne niż u wcześniejszych pokoleń, ale niekoniecznie wynika z braku ambicji. Częściej z pytania, które jeszcze kilkanaście lat temu zadawaliśmy sobie znacznie rzadziej: czy życie naprawdę powinno kręcić się wyłącznie wokół kariery?

Być może właśnie dlatego serial tak dobrze trafia w dzisiejsze nastroje. Nie ocenia swoich bohaterów ani nie sprowadza ich do internetowych stereotypów. Przypomina raczej, że każde pokolenie było kiedyś oskarżane o lenistwo, niezrozumiałe wybory czy przewracanie świata do góry nogami. A potem okazywało się, że po prostu próbowało odnaleźć własny sposób na życie.

Dlaczego „Niestworzeni do pracy” to idealny serial na sesję?

Niestworzeni do pracy
mat. prasowe

Nie każdy serial nadaje się na okres egzaminów. Niektóre wymagają pełnego skupienia, inne angażują emocjonalnie tak bardzo, że trudno wrócić później do obowiązków. „Niestworzeni do pracy” znajduje się gdzieś pośrodku. Odcinki są krótkie, bohaterowie szybko zdobywają sympatię, a historia nie przytłacza ciężkimi tematami. To dokładnie ten rodzaj produkcji, który pozwala na chwilę odetchnąć po nauce i wrócić do rzeczywistości z nieco lepszym humorem. Pod warunkiem, że rzeczywiście skończycie na jednym odcinku - jednak z tym może być już znacznie trudniej.

Jeśli więc po pierwszym odcinku od razu zapragniecie więcej, mamy dobrą wiadomość. W Disney+ czekają już trzy pierwsze epizody serialu, a kolejne będą pojawiać się co tydzień. Łącznie pierwszy sezon liczy dziewięć odcinków, więc jest szansa, że przetrwa z wami przez całą sesję. A przynajmniej przez jej przyjemniejszą część.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...