Poznałem ją niedawno, podczas festiwalu Bread & Butter by Zalando w Berlinie, na którym wygłaszała prelekcję. Przed wejściem czekał na nią tłum fanów. Na scenie pojawiła się w błękitnej, cekinowej tunice z rozcięciem, wzorzystych legginsach, butach na koturnie i w T-shircie z napisem: „Buy less” (kupuj mniej). Ten odważny jak na wciąż aktywną projektantkę mody manifest ma jednak określone przesłanie. Vivienne nie chodzi bowiem o to, aby nie kupować w ogóle, tylko aby inwestować w rzeczy piękne, o wysokiej jakości. Na przykład te z jej metką. To szlachetne przesłanie to niewinny i udany trik marketingowy – odkąd Westwood zaczęła zniechęcać do kupowania, popyt na jej projekty zdecydowanie… wzrósł. Podczas godzinnego wystąpienia nie było słowa o modzie, bo tak naprawdę projektantka nie lubi o niej rozmawiać. Woli tematy społecznie zaangażowane, w końcu to zapalona działaczka na rzecz ekologii. Ostatnio w jednym z wywiadów płomiennie wypowiadała się w obronie Puszczy Białowieskiej. Co ciekawe, projektantka krytycznie odnosi się także wobec świata mody. I właśnie na tym zbudowała swoją markę. 

Rewolucja jest kobietą

„Życie jest znacznie bardziej interesujące, jeśli nosisz ekscytujące ubrania” – mawia Westwood. Sama stosuje się do tego od lat. Jej styl to połączenie kowbojki, Kleopatry i angielskiej królowej. Dżinsowa spódnica, skórzany gorset, długi T-shirt w paski i kaszkiet to jeden z jej ekscentrycznych looków. Awangardowe ubrania Vivienne kochała od dziecka. Urodziła się w 1941 roku w hrabstwie Derbyshire w środkowej Anglii. Jej ojciec był szewcem, matka pracowała w przędzalni. Kiedy Westwood miała 17 lat, rodzice przeprowadzili się do South Harrow w Middlesex, gdzie prowadzili pocztę. Droga Vivienne do kariery była długa. Najpierw pracowała w fabryce, potem ukończyła kurs dla nauczycieli i przeprowadziła się do Londynu. Nauczała całe życie, nawet kiedy była u szczytu sławy, zrezygnowała dopiero kilka lat temu. Swojego pierwszego męża, Dereka Westwooda, poznała, gdy miała 21 lat. Ma z nim syna Bena, specjalizującego się w fotografii erotycznej. Związek z Derekiem trwał trzy lata, do momentu, gdy poznała Malcolma Edwardsa, czyli McLarena, któremu urodziła syna Josepha, dziś właściciela słynnej marki bieliźniarskiej Agent Provocateur.

Na początku lat 70. wspólnie z McLarenem otworzyli butik Let It Rock na King’s Road w Londynie, gdzie sprzedawali ubrania w stylu subkultury „teddy boy” z lat 50., à la West Side Story. W kolejnych latach salon ewoluował, podobnie jak jego asortyment. Rok po otwarciu jego nazwa brzmiała Too Fast to Live, a następnie Too Young to Die. Malcolm i Vivienne sprzedawali w nim skórzane kurtki i ubrania w klimacie Marlona Brando. W 1974 roku ochrzcili sklep sugestywnym Sex, oferowali stroje w klimacie sadomaso i koszulki z pornograficznymi nadrukami. To wtedy butik zaczął zyskiwać na sławie. A stał się jeszcze popularniejszy w drugiej połowie lat 70., gdy McLaren został menedżerem zespołu The Sex Pistols, który nie tylko totalnie zmienił muzykę, lecz także sposób ubierania się. W World’s End, bo tak teraz nazywał się sklep, można było kupić wszystko, co kojarzyło się z punk rockiem – od łańcuchów, skórzanych chokerów i biżuterii po tartanowe spodnie i glany. Jak wspomina Terry Jones, założyciel magazynu „i-D”: „W ciągu kilku lat butik na skrzyżowaniu z King’s Road stał się punkową mekką”. Sama Westwood zaś, w podartym T-shircie, dżinsowych szortach i kabaretkach, zyskiwała miano ikony Londynu. 

Anglomania

„Gdy zaczynałam, do głowy nawet mi nie przyszło, że stworzę coś, co będzie miało tak wielki wpływ na pop-kulturę. Punk był zupełnie inny od wszystkiego, co działo się wcześniej” – opowiadała w jednym z wywiadów. Przełomowy okazał się dla niej 1981 rok, kiedy razem z McLarenem postanowili stworzyć swoją pierwszą autorską kolekcję ubrań. Nazwali ją „Pirates”, bo swoją stylistyką (charakterystyczne kapelusze, minikamizelki, koszule z żabotem) nawiązywała do wizerunku XVIII-wiecznych korsarzy. Już wtedy Vivienne zaczęła bawić się ideą miksowania mody z różnych epok i warstw społecznych. Szybko osiągnęła w tym mistrzostwo. Kolekcja „Buffalo/Nostalgia of Mud”, pokazana na wiosnę 1982 roku, była oryginalnym i efektownym połączeniem klimatu mody wiktoriańskiej i looku à la Dziki Zachód z elementami punkrocka. Na taki pomysł mogła wpaść tylko Westwood. Szalona, odważna, genialna. Udowodniła to także w kolejnych kolekcjach, jak „Punkature”, łączącej styl jej ulubionej subkultury z motywami boho, czy „Witches”, w której swoje buntownicze fasony ozdabiała azteckimi wzorami.

Była pierwszą projektantką, która konserwatywny styl europejskich arystokratów wprowadziła do mody ulicznej. Gorsety à la Maria Antonina, -bogato zdobione żupany, suknie z krynoliną czy koszule z fontaziem zestawiała z glanami i T-shirtami z rewolucjonistycznymi hasłami. Do historii mody przeszła jej kolekcja „Harris Tweed” z 1987 roku, choć zdania krytyków na jej temat były podzielone. Jej motywem przewodnim był tartan, ale projektantka udekorowała nim wszystko, od żakietów ze stójką po minispódniczki i sukienki z dołem w kształcie tulipana. W kontrowersyjnej kolekcji wykorzystała także tradycyjne szaty koronacyjne jako inspiracje dla futerkowych bolero i wieczorowych kreacji. Jak mówiła w rozmowie z „The Independent”: „Bycie projektantką nigdy nie było moim marzeniem, ale gdy kilkadziesiąt lat temu zdecydowałam się to robić, stwierdziłam, że lepiej będzie, jeśli to polubię”.

Zbuntowana dama

Wkrótce przyszedł kolejny przełomowy moment, tym razem nie w jej życiu zawodowym, lecz prywatnym. W 1988 roku podczas wykładów w Wiedniu poznała znacznie młodszego od siebie studenta z Austrii, Andreasa Kronthalera. Szybko zostali parą (z McLarenem rozstała się w połowie lat 80.), a w 1993 roku pobrali się i do dziś są razem. W firmie Andreas stał się jej prawą ręką. Razem z Vivienne tworzy i nadzoruje kolekcje. „To najbardziej utalentowany projektant, jakiego znam. Jest genialny. Jak każdy mężczyzna stawia kobiety na piedestale. Dosłownie. Gdy go poznałam, pokazał mi sukienkę, w której modelka musiała wspiąć się na drabinę, aby zaprezentować ją w całej okazałości” – opowiada o mężu. I dodaje: „W końcu go namówiłam, aby razem ze mną wychodził w finale pokazów. Po jego stronie jest co najmniej połowa roboty. Ja zajmuję się kształtem, geometrią projektów. On szyje i pracuje z tkaniną”.

Kronthaler, wysoki przystojny brunet z kręconymi włosami i zarostem, wprowadził nowe życie do jej domu mody. Już na początku lat 90. wspólnie zaczęli tworzyć kolekcje sukien ślubnych – w jednej z nich Carrie Bradshaw zamierzała poślubić Mr Biga w „Seksie w wielkim mieście”. W 1994 roku stworzyli dział męski, który okazał się hitem marki. Wspólnie występują także w kampaniach reklamowych. Towarzyszą im w nich modelki i modele różnych rozmiarów i nacji, a do ich realizacji zatrudnili legendarnego, równie kontrowersyjnego fotografa Juergena Tellera. Kronthaler sprawił również, że Westwood zmieniła tryb życia. Za jego namową przeprowadzili się z mieszkania na Nightingale Lane do elżbietańskiego domu z ogródkiem z początku XVIII wieku, w którym projektantka uprawia rośliny. Rzuciła palenie i przestała imprezować. Od lat razem ćwiczą jogę i zdrowo się odżywiają. Jej dieta składa się głównie z surowych warzyw. Oczywiście to metamorfoza kontrolowana. Brytyjka uwielbia szokować, ma to w naturze. Gdy na początku lat 90. odbierała tytuł damy od królowej Elżbiety II, postanowiła zrobić to bez majtek, co odnotowały media na całym świecie. 

Dziś marka składa się z czterech linii, w tym tej z wyższej półki, Gold Label, i tańszej – Red Label. Nic nie opiera się tu na wyrachowanej strategii marketingowej. Torebki czy zapachy od Westwood nigdy nie uchodziły za must have sezonu. To autentyczność i spontaniczność jej twórców przyciągają klientów. Marka wciąż zdobywa nowych fanów, a T-shirty z politycznie zaangażowanymi hasłami to oczko w głowie rebelianckiej generacji millenialsów. Plotka głosi, że gdy Vivienne przejdzie na emeryturę, Andreas całkowicie przejmie stery w domu mody. Projektantka jednak prostuje z wrodzoną przekorą: „Nie chcę odchodzić, bo ta praca daje mi możliwość wypowiadania na głos moich poglądów i to jest wspaniałe. Tego potrzebuję”. I świat na to czeka, bo ilu jest dziś na świecie projektantów z taką energią? Nie wykalkulowanych, snobistycznych kreatorów, lecz prawdziwych entuzjastów, którzy zarażają innych swoich zapałem? Nie tylko do mody, lecz także do tego, aby zmieniać świat…

Tekst: Marcin Świderek