Za nami 11. edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Tak jak poprzednie edycje, tej również przyświecała idea, żeby zaprezentować "to, co najciekawsze we współczesnej muzyce z pogranicza jazzu, elektroniki i tanecznych rytmów". Nie znajdziecie tutaj mainstreamowych wykonawców puszczanych w popularnych radiostacjach w Polsce. W ubiegłych latach wystąpili m.in. Jamie Woon, Jamie Lidell, Flying Lotus, Bonobo, Fever Ray, czy Moderat, Tyler the Creator, Rhye, SOHN, Years & Years, John Talabot oraz Hot Chip. Organizatorzy postawili sobie wysoką poprzeczkę. Czy udało im się utrzymać  ten poziomł? Przeczytajcie naszą relację.

Tauron Nowa Muzyka 2016 zaczęliśmy od koncertu inaugurującego, który zorganizowano w NOSPR. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia może pochwalić się salą koncertową, jakiej zapewne zazdrości niejedna grupa muzyków. Budynek mieści się nieopodal Spodka na terenach poprzemysłowych, należących niegdyś do Kopalni Węgla Kamiennego "Katowice" (akustykę zaprojektował Yasuhisa Toyota, mający na koncie współpracę m.in. z Walt Disney Concert Hall w Los Angeles). Podczas występu mogliśmy wysłuchać jak orkiestra, a dokładnie 20 muzyków, naśladowała dźwięki tak dobrze nam znane w muzyce elktronicznej. Minimalistyczny uwór "Music for 18 Musicians" autorstwa Steve'a Reicha nadal brzmi świetnie, choć skomponowano go w latach 70. Pierwotnie napisano go na wiolonczele, skrzypce, dwa klarnety, cztery pianina, trzy marimby, dwa ksylofony, metalofony oraz cztery kobiece głosy (w NOSPR śpiewały wokalistki z Camerata Silesia).

W drugiej części pojawił się Piotr Orzechowski (znany pod pseudonimem Pianohooligan) oraz dyrygent Alexander Humala. 25-letni pianista jest laureatem wielu nagród, m.in. Montreux Jazz Piano Competition. Świetnie radzi sobie zarówno w muzyce klasycznej, jak i jazzowej. Podczas piątkowego wieczoru zagrał "Concerto for Piano and Orchestra" Philipa Glassa oraz "koncert na klawesyn i orkiestrę smyczkową op. 40" Góreckiego. Podczas bisu wykonał już solo dwa utwory jazzowe.

Piątkowe koncerty na Tauron Nowa Muzyka zaczęliśmy od głównej sceny. Na mainie zagrali o 19. Smolik i Kev Fox. Pod koniec zeszłego roku panowie wydali wspólny album. Obaj już razem tworzyli (np. "L.O.O.T." z płyty "4"), jednak dotąd znany z melancholijnych, delikatnych brzmień Smolik, pokazał teraz swoja odważniejszą stronę. Na scenie partnerował im perkusista. Mimo wczesnej godziny widownia świetnie się bawiła.

Potem przenieśliśmy się do Tent Stage na set Fakeara. 24-letni Theo Le Vigoureux łączy w sobie dobry francuski house z minimalistycznym beatem. Ten dj i producent jest świetną alternatywą dla popularnego w tym sezonie Kygo. Szkoda tylko, że nie wszyscy mogli docenić jego występ - według nas powinien odbyć się w późniejszych godzinach wieczornych. Następnie wróciliśmy na główną scenę (nieco oddaloną od food trucków i pozostałych namiotów) by sprawdzić show Atom TM & Robin Fox: Double Vision. Jeden z nich tworzy "połamane" dźwięki, drugi specjalizuje się w pokazach laserów. Duet idealny!

Wieczór zakończyliśmy w amfiteatrze NOSPR na Beneficjentach Splendoru. Grupa powstała jako projekt solowy dziennikarza muzycznego Marcina Staniszewskiego, którego Wikipedia nazywa dziś piosenkopisarzem. Obecnie zespół liczy trzech muzyków w stałym składzie i wypuszcza w eter numery łączące pop, hip-hop, punk i poetyckie, bardzo współczesne teksty. Koncert na Tauronie oparł się głównie na numerach z nowej płyty składu znacząco zatytułowanej "Sellfie", z której dwa fragmenty wykorzystał nawet duet MMC w tegorocznym pokazie (projektanci odkryli Beneficjentów na Spotify). Tytułowa piosenka a także pozostałe z krążka (np. "Dziewczynka z ulotkami" czy "Prezydent Klenczon") doskonale komentują rzeczywistość a do przesłania każdego utworu trzeba przedrzeć się przez bardzo zgrabne słowne labirynty autorstwa wokalisty. Te poetyckie łamigłówki nie przeszkadzają jednak publice świetnie się bawić przy mocnych, agresywnych bitach Beneficjentów. Amfiteatr na Tauronie nie chciał się wyludnić, więc chłopcy bisowali a trybuny strzelały im "prosto w twarz migawką grubego kalibru".

Sobota na Tauron Nowa Muzyka zapowiadała się równie świetnie. I tak właśnie było. O 19 publiczność rozgrzała Maria Peszek, która przyjechała do Katowic w ramach promocji swojego ostatniego albumu "Karabin". Nie zabrakło także znanych utworów, takich jak "Sorry Polsko", "Jak pistolet", czy "Pan nie jest moim pasterzem". Mimo mocnej (i według niektórych kontrowersyjnej) retoryki, wokalistka próbuje szerzyć pacyfizm, zwłaszcza na swoich koncertach.

Tuż po 20 na scenie Red Bull Academy pojawiła się ekipa z Sonar, a dokładnie: Lena Osińska, Łukasz Stachurko (Rysy), Rafał Dudkiewicz, Artur Bogusławski oraz Mateusz Holak (Małe Miasta, autor tekstów piosenek). Ich wersja łączenia elektroniki z trip-hopem ma w sobie coś hipnotyzującego. Dobrze, że premiera ich debiutanckiego albumu zapowiedziana jest na wrzesień, bo czujemy lekki niedosyt.

Niektórym z nas o 22.00 udało się zaś dostać do sali koncertowej NOSPR-u, gdzie na scenie kameralnej pojawił się duet Tarwater, mający z Polsce niszowe, ale wierne grono fanów. Bernd Jestram i Ronald Lippok przez 21 lat istnienia wydali kilkanaście płyt, komponowali muzykę do performance'ów i spektakli teatralnych. Panowie operują elektronicznymi dźwiękami w hipnotyzujących, transowych utworach rockowych. Na Tauronie przypomnieli swoją najważniejszą w karierze płytę "Silur", której reedycję właśnie promują. To był zdecydowanie koncert dla koneserów, ale ci, którzy Tarwater słyszeli po raz pierwszy wydawali się zaintrygowani. To trudny kawałek muzyki do zgryzienia, ale warto przysłuchać się mu kilka razy, żeby docenić oldschoolowy kunszt berlińczyków.

Przechodząc obok amfiteatru nie dało się nie zauważyć tańczącego tłumu. To sprawka Kid Simiusa, Hiszpana mieszkającego oraz tworzącego w Berlinie. Miks electro, dubstepu, techno oraz latino porwał słuchaczy, z czego większość z nich zapewne nie spodziewała się tego! Niektórzy nawet twierdzą, że był to jeden z lepszych koncertów tej edycji Taurona. 

Jeśli ktoś szukał starych dobrych hitów to powinien pójść do Carbon Continent na DMK. Pochodzący z Kolumbii Dicken Schrader razem z córką Milah i synem Korbenem tworzą cover-band Depeche Mode. Zaintrygowani? I dobrze, bo ich koncert był totalnym zaskoczeniem (w pozytywnym znaczeniu tego słowa!). Nie był to występ w stylu karaoke, który odtwarza 1:1 hity Davida Gahana i spółki.  Pojawiły się też oryginalne instrumenty muzyczne: cymbałki, keyboardy, wibrafon, flet prosty, a nawet puszki po konserwach. 

Na koniec wróciliśmy do głównej sceny mieszczącej się w budynku Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Powodem był Floating Points. Sam Shepherd (muzyk jest z wykształcenia mikrobiologiem) zaprezentował utwory ze swojej debiutanckiej płyty "Elaenia", wydanej pod koniec 2015 roku. Występ na żywo urozmaiciły niezykłe, ale przede wszystkim hipnotyzujące wizualizacje. Brytyjczyk udowodnił nam dlaczego tak często porównywuje się go do The Cinematic Orchestra i Bonobo. Jego projekt jest jednocześnie świeży i wybitny. 

Większość naszej redakcji była pierwszy raz na Tauron Nowa Muzyka. Katowice nas na tyle zaczarowały, że chcemy tam wrócić!

Tauron Nowa Muzyka relacjonowaliśmy dzięki markom ASUS i H&M oraz hotelowi angelo by Vienna House  :)