Na polskim rynku codziennie ląduje nowa marka prosto z Seulu, a nadążenie nad tymi wszystkimi koreańskimi premierami wymaga już niemal osobnego etatu. Przyznaję, że do większości nowości podchodzę z rezerwą, bo niewiele z nich wnosi coś więcej niż estetyczne opakowanie. Ostatnio jednak moje algorytmy i fora urodowe zdominowały zachwyty nad produktem, którego nazwy wcześniej nie słyszałam. Zigtag Cerachiol Crush Cream zbiera bardzo dobre opinie, a jego formuła łączy dwa składniki, które rzadko występują w tak zgranej parze. Postanowiłam sprawdzić, co dokładnie robi ze skórą ten niepozorny słoiczek.
WIDEO…
Duet: ceramidy i bakuchiol
Większość z nas ma w kosmetyczce osobny produkt na barierę hydrolipidową i osobny do walki z utratą jędrności. Zigtag łączy te dwie potrzeby, stawiając na ceramidy i bakuchiol. Ten drugi składnik to roślinna alternatywa dla retinolu, która nie wywołuje łuszczenia ani zaczerwienień. Dzięki temu krem można bez obaw stosować rano, nie martwiąc się o reakcję skóry na światło dzienne. Bakuchiol delikatnie napina naskórek, podczas gdy ceramidy dbają o to, by woda nie uciekała z głębszych warstw.
To połączenie sprawdza się przy cerach wrażliwych i skłonnych do podrażnień. Zamiast agresywnej stymulacji, skóra dostaje sygnał do spokojnej regeneracji. Po kilku tygodniach regularnego wklepywania można zauważyć, że twarz wygląda na bardziej wypoczętą, a drobne linie wynikające z przesuszenia stają się mniej widoczne. Niacynamid i olej z nasion łąkowej piany dodatkowo wygładzają powierzchnię, dając uczucie miękkości zaraz po przebudzeniu.
Kapsułki topiące się pod palcami
Najciekawszym elementem tego kosmetyku jest jego konsystencja. Producent nazywa ją crush cream i nie jest to tylko chwyt marketingowy. W gęstej, kremowej masie zawieszone są mikroskopijne kapsułki z ceramidami. Podczas wmasowywania w twarz, te drobinki pękają i natychmiast łączą się ze skórą. Nie czuć tu żadnego tarcia ani ziarnistości, proces przypomina raczej roztapianie gładkiego masła na ciepłej skórze. Taka formuła sprawia, że kosmetyk otula twarz wyczuwalną, ale nie lepką warstwą. Użytkowniczki 50+ w swoich recenzjach często podkreślają, że krem świetnie balansuje poziom natłuszczenia i nawilżenia. Nie zostawia tępego matu, ale też nie wyświeca się w strefie T po kilku godzinach. Skóra zyskuje ten specyficzny rodzaj elastyczności, który sprawia, że przy uśmiechu nic nie ciągnie, a policzki są sprężyste w dotyku.
Krótko mówiąc: krem ma pomagać nie tylko na pory i utratę jędrności, ale również zapewniać dobre nawilżenie. W przypadku skóry suchej właśnie ten aspekt został mocno podkreślony
- napisała jedna z fanek kremu, która ma 54 lata.
Mam wrażliwą skórę i boję się podrażnień po retinolu, ale chciałam podobnego efektu. Bakuchiol bardzo dobrze się sprawdził — zero pieczenia, krem nie jest zbyt tłusty, a rano skóra jest jędrna i pulchna.
napisała kolejna recenzentka.
Codzienne noszenie i współpraca z makijażem
Wiele bogatych kremów barierowych ma jedną powtarzalną wadę, mianowicie rolują się przy próbie nałożenia podkładu. Zigtag radzi sobie z tym problemem wyjątkowo dobrze. Ze względu na swoją przyczepną formułę, kosmetyk osiada na naskórku dość szybko, tworząc gładkie płótno pod filtry przeciwsłoneczne i kolorówkę. Nie trzeba odczekiwać kwadransa przed sięgnięciem po gąbeczkę z podkładem, co rano robi ogromną różnicę. Kosmetyk polubi się przede wszystkim z cerą suchą, odwodnioną i dojrzałą. Przy skórach bardzo tłustych może okazać się odrobinę za ciężki na dzień, ale świetnie sprawdzi się w roli nocnego kompresu. Biorąc pod uwagę, jak trudno znaleźć produkt, który realnie uelastycznia, a przy tym nie podrażnia wymagającej cery, ta koreańska nowość zdecydowanie zasługuje na przetestowanie.
Inne koreańskie kremy nawilżające, które warto znać
Jeśli jednak nie jesteś przekonana do testowania nowości, poniżej zamieszczam kilka produktów spod koreańskich szyldów, które triumfują w Polsce nawet od kilku lat. Pierwszą propozycją okaże się z pewnością LANEIGE, Water Bank Cream Moisturizer - krem nawilżający. W składzie znajdziemy: błękitny kwas hialuronowy: jego cząsteczki są 2000 razy mniejsze niż zwykłego kwasu hialuronowego, dzięki czemu wnika on głębiej w skórę i zapewnia skuteczniejsze działanie nawilżające. Kolejna pozycja to kompleks peptydowo-pantenolowy: peptydy i pantenol zawarte w formule ujędrniają i wzmacniają barierę ochronną skóry. Na liście składnikó znajdują się także substancje nawilżające naśladujące lipidy skóry (ceramidy, cholesterol, kwasy tłuszczowe) pomagają zapewnić optymalny poziom nawilżenia. Efekt? Ukojona, wygładzona skóra o swym naturalnym blasku! Testowane pod kontrolą dermatologiczną; niekomedogenne.
Kolejna propozycja to The Dewy Skin Cream - Bogaty krem nawilżająco-wypełniający TATCHA. Ten nagradzany krem nawilżający, dzięki zawartości kwasu hialuronowego, natychmiast zapewnia 3-krotnie wyższy poziom nawilżenia, nadając skórze promienny blask i znacznie więcej korzyści pielęgnacyjnych. Udowodniono, że widocznie wypełnia drobne zmarszczki, zatrzymuje wilgoć i chroni przed stresem oksydacyjnym, dzięki czemu skóra staje się bardziej miękka i elastyczna. Kwas hialuronowy o silnym działaniu nawilżającym nawadnia skórę, a bogate w peptydy czerwone algi przyciągają wilgoć, wygładzając drobne zmarszczki. Hadasei-3, ekskluzywny koncentrat na bazie superfoods, działa harmonijnie z innymi składnikami, nadając cerze promienny i zdrowy wygląd.
To nie jedyne propozycje kremów nawilżających od koreańskich marek beauty. Ale z pewnością warto wziąć je pod uwagę, szukając nowych rozwiązań, które pomogą nam rozprawić się z problemami skóry dojrzałej, która potrzebuje nawilżenia i odżywienia, zwłaszcza jesienią.



























