Listopad to trudny miesiąc. Z jednej strony świąteczny okres jest już za pasem, z drugiej – początek listopada to jeszcze trochę za wcześnie, żeby w pełni poświęcić się przygotowaniom do tego magicznego czasu. Do tego wieczory są coraz dłuższe, a pogoda coraz mniej sprzyja wyjściom i spotkaniom poza domem. Co więc można dla siebie zrobić, żeby podnieść morale? Na szczęście jest mnóstwo sposobów na upiększenie codzienności. Od drobnych rytuałów pielęgnacyjnych po małe luksusy, które sprawiają, że nawet najbardziej ponury dzień staje się przyjemniejszy. Oto moja lista 9 rzeczy, które robię dla siebie w listopadzie. Niektóre nie kosztują prawie nic, inne wymagają większego nakładu finansowego. Wszystkie mają jeden cel: sprawić, żeby jesień była trochę bardziej soft.
WIDEO…
1. Retinol/retinal
Zacznę banalnie, ale przełom 2026 i 2027 roku to dla mnie czas na doprowadzenie skóry do porządku. Dlatego, jak tylko dni zrobiły się chłodniejsze i bardziej pochmurne (chociaż przy obecnych formułach nie jest to już warunek konieczny), postanowiłam wprowadzić do swojej pielęgnacji retinal. Jak to zwykle bywa, początki nie były najłatwiejsze, ale właściwie już od pierwszych użyć zauważyłam efekty. Skóra stała się bardziej napięta (i nie była to wyłącznie kwestia przesuszenia) i promienna. Chociaż aktualnie jestem na etapie zmniejszania częstotliwości stosowania z dwóch razy w tygodniu do jednego, wiem, że to składnik, który zostanie ze mną przez najbliższe miesiące. Oczywiście w duecie z codzienną ochroną SPF.
Kosmetyki, które polecam: SKN Hour Serum SKN RESET №1 oraz BasicLab Stymulujące serum intensywnie odnawiające, 0,3% retinolu, 0,15% retinalu, 0,5% estru kwasu adapalenu, Ujędrnienie i Gęstość.
2. Prostownica Shark
Lato było dla mnie czasem noszenia naturalnych włosów, które lekko się falują i puszą. Jesień przyniosła całkowitą zmianę nastroju i w ostatnich tygodniach zdecydowanie częściej mam ochotę na proste, idealnie gładkie włosy. A prostownica Shark SilkiPro Straight całkowicie odmieniła moje podejście do ich stylizacji.
O wychodzeniu z domu z mokrą głową nie ma już mowy, dlatego urządzenie, które jednocześnie suszy włosy od nasady aż po końce i je stylizuje, to dla mnie prawdziwy game-changer. Prostownica Shark wyposażona jest w technologię Rapid-Dry, dzięki której można suszyć i prostować włosy w tym samym czasie. Jest też tryb suchy, który pozwala po prostu je wyprostować. Dodatkowo trzy grzebienie Silki Smooth pomagają osiągnąć upragniony efekt. Rezultat? Lśniące, gładkie włosy, które wyglądają tak, jak lubię najbardziej.
3. Olejek do włosów
Skoro mowa o idealnych włosach, olejek L'Oréal Professionnel Serie Expert Keratin Alpha Sleek wciąż pozostaje jednym z moich najlepszych odkryć ostatnich miesięcy. Aktualnie można go upolować za mniej niż 100 złotych, a jego wydajność to kolejny argument na plus. Jednak najważniejsze jest działanie. Olejek sprawia, że włosy są gładkie i sypkie, nie puszą się i znacznie lepiej układają. Aktywowana ciepłem formuła ma zapewniać efekt wygładzenia utrzymujący się nawet do dziesięciu myć. Dla mnie to jeden z tych produktów, po które sięga się raz, a później trudno wyobrazić sobie bez nich codzienną stylizację.
4. Długie kąpiele
Długie wieczory mogą być znacznie przyjemniejsze, kiedy do dyspozycji masz wannę. Wiem, że nie jest to luksus, którym może cieszyć się każdy, ale jeśli już jesteś tą szczęściarą, koniecznie wykorzystaj jej potencjał w pełni. Ciepła woda sama w sobie potrafi zdziałać cuda, ale w połączeniu z solami od La Bomby (mój go-to zapach to Ylang-Ylang Vanilla) lub bombą do kąpieli (fankom bardziej oszczędnych form polecam Butterball od Lush) to prawdziwy reset dla ciała i głowy.
Do tego dobra książka – u mnie ostatnio są to „Zapiski o twoim zamknięciu” Alison Espach, autorki „Gości weselnych” – i nagle długi, ciemny wieczór wcale nie wydaje się taki zły. Wręcz przeciwnie, zaczynam na niego czekać.
5. Icoone Microfacial x Babor
Nieinwazyjny zabieg Icoone Microfacial to zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie spotkały mnie w ubiegłym miesiącu. Nic więc dziwnego, że trafia również na listopadową listę sposobów na uprzyjemnienie sobie życia.
Sam zabieg stymuluje tkankę łączną, pobudzając mikrokrążenie. Dodatkowo wykorzystywane w końcowym etapie światło LED ma wspierać produkcję kolagenu i elastyny, a tym samym poprawiać jędrność skóry. Kosmetyki Babor, które przypieczętowały cały rytuał, natychmiast przyniosły uczucie nawilżenia i ukojenia. I chociaż uwielbiam pielęgnację w domowym zaciszu, czasem nic nie zastąpi godziny, podczas której ktoś inny zajmuje się tobą.
6. Maska LED
To droższa inwestycja, ale moim zdaniem zdecydowanie warta rozważenia. Maska LED to jeden z najprzyjemniejszych rytuałów, jakie wprowadziłam do swojego życia w ostatnim czasie. I jeden z niewielu, które pozwalają mi połączyć pielęgnację z chwilą absolutnego nicnierobienia.
To, co szczególnie przekonuje mnie do masek LED, to możliwość dopasowania działania światła do potrzeb skóry. Czerwone światło może wspierać produkcję kolagenu, poprawę jędrności i elastyczności oraz wygładzanie drobnych zmarszczek. Niebieskie sprawdza się jako wsparcie w pielęgnacji cery skłonnej do trądziku, a bliska podczerwień może wspomagać procesy regeneracyjne skóry. Oczywiście efekty zależą od parametrów urządzenia i regularności stosowania.
Największy plus? Cały zabieg jest nieinwazyjny, bezbolesny i można wykonać go we własnym domu, zamieniając kilkanaście minut pielęgnacji w przyjemny rytuał beauty.
Maski, które przetestowałam i polecam: Shark CryoGlow Maska LED z chłodzeniem okolic oczu oraz FOREO FAQ™ 202.
7. Jedwabne dodatki
Poszewka, gumki do włosów, opaska na oczy do spania, piżama – 2026 rok i życie po trzydziestce to dla mnie zdecydowanie nie czas na kompromisy. Jakość stała się priorytetem, szczególnie jeśli chodzi o rzeczy, z których korzystam każdego dnia. Właśnie tym kierowałam się, kiedy postanowiłam wymienić wszystkie te dodatki na jedwabne.
Efekt? Na razie przede wszystkim podniesione morale i znacznie przyjemniejszy sen. Ale nawet dla samego tego uczucia warto. Jest coś wyjątkowo satysfakcjonującego w otaczaniu się pięknymi, dobrze wykonanymi przedmiotami, nawet jeśli nikt poza nami ich nie widzi.
W Lumiere znajdziesz zarówno jedwabne poszewki, gumki, jak i opaski na oczy, natomiast moim numerem jeden, jeśli chodzi o jedwabne piżamy, pozostaje Intimissimi.
8. Bliskoskórne perfumy
W listopadzie nawet perfumy traktuję jak terapię dla zmysłów. Dlatego zamiast projekcji i trwałości większą uwagę zwracam na nuty zapachowe i emocje, jakie wywołują. Jesienią i zimą szukam czegoś, co będzie działało na zmysły, jednocześnie mnie ugruntowując i poprawiając nastrój. Zapachów, które są bardziej dla mnie niż dla otoczenia.
Marki, które do tej pory zdały egzamin, to Bodha i Ania Kuczyńska. Mają nieoczywiste, głębokie kompozycje, które nie duszą i nie przytłaczają. Są na swój sposób jednocześnie świeże i żywe, ale też nastrojowe. Nie bez powodu w obu przypadkach sięgam po perfumy w olejku. Pozostają blisko skóry, tworząc coś w rodzaju osobistej, zapachowej aury. Dokładnie tego potrzebuję o tej porze roku.
9. Kieszonkowy masażysta Alba1913
Na koniec coś, co udowadnia, że małe przyjemności naprawdę potrafią zrobić różnicę. Kieszonkowy masażysta Alba1913 to spray, który dzięki bogatej kompozycji naturalnych olejków eterycznych przynosi uczucie ulgi i odprężenia zmęczonym partiom ciała.
Starannie dobrane składniki roślinne i aromatyczna formuła pomagają się zrelaksować, szczególnie po intensywnym treningu, długim dniu pracy czy podróży. Lekka mgiełka zapewnia przyjemne uczucie odświeżenia i komfortu, a jej największą zaletą jest to, że można mieć ją zawsze pod ręką.
To właśnie takie drobne rytuały najbardziej lubię w listopadzie. Nie wymagają wielkich przygotowań ani specjalnej okazji, a potrafią sprawić, że zwykły dzień staje się odrobinę przyjemniejszy. Bo może zamiast próbować przetrwać listopad, warto po prostu nauczyć się go lubić?