To historia o miłości, która bywa czuła i pełna nadziei, ale też o ciszy, strachu i decyzjach podejmowanych w samotności. Film, który nie daje komfortu, ale daje głos. I już wkrótce z tym głosem będą mieli okazję zmierzyć się widzowie Netflixa.
WIDEO…
W tym artykule:
- O czym jest „It Ends With Us”?
- Blake Lively w jednej z najbardziej osobistych ról
- Od BookToka do wielkiego ekranu
- „Bolesny, ale potrzebny” - jak „It Ends With Us” został przyjęty?
- Skandal, który tylko podkręcił zainteresowanie
- A co my myślimy o tym kinowym hicie? „It Ends With Us” trafi na Netflix
O czym jest „It Ends With Us”?
Główna bohaterka, Lily Bloom, próbuje zbudować dorosłe życie na własnych zasadach po trudnym dzieciństwie. Kiedy poznaje Ryle’a Kincaida, charyzmatycznego neurochirurga, wszystko wygląda jak początek idealnej historii miłosnej. Jest chemia, intensywność, obietnica nowego startu.
Z czasem jednak w tej relacji pojawiają się rysy - drobne sygnały ostrzegawcze - małe red flagi, które łatwo zignorować, zwłaszcza gdy bardzo chce się wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Sytuację dodatkowo komplikuje powrót Atlasa Corrigana, pierwszej miłości Lily. Atlas przypomina jej nie tylko o przeszłości, ale też o tym, kim była - i kim mogłaby być.
„It Ends With Us” nie jest klasycznym romansem. To opowieść o cyklach przemocy, dziedziczonych schematach i odwadze, by je przerwać, nawet jeśli cena okazuje się wysoka.
Blake Lively w jednej z najbardziej osobistych ról
W roli Lily Bloom oglądamy Blake Lively, która subtelnie oddaje wrażliwość, artystyczną duszę i wewnętrzne rozdarcie bohaterki. To jedna z tych ról, w których emocje są często bardziej widoczne w spojrzeniu niż w dialogach.
Justin Baldoni, znany z „Jane the Virgin” i „Trzy kroki od siebie”, wciela się w Ryle’a - postać magnetyczną, ale niejednoznaczną. Co istotne, Baldoni jest również reżyserem tego filmu. Z kolei Brandon Sklenar („1923”, „Westworld”) jako Atlas wnosi do historii spokój i dojrzałość, stając się kontrapunktem dla intensywności Ryle’a.
Od BookToka do wielkiego ekranu
Film powstał na podstawie bestsellerowej powieści Colleen Hoover, jednej z najpopularniejszych autorek współczesnej literatury obyczajowej. Książka sprzedała się w kilkunastu milionach egzemplarzy, przez wiele tygodni utrzymywała się na liście bestsellerów „New York Timesa” i stała się viralowym fenomenem na BookToku.
Hoover inspirowała się własnymi doświadczeniami rodzinnymi, co nadaje historii wyjątkową autentyczność. Filmowa adaptacja, która zarobiła 350 mln dolarów pozostaje wierna duchowi książki - zachowuje jej emocjonalny ciężar i główne przesłanie. Pytanie brzmi: czy widzowie odebrali ją tak samo?
„Bolesny, ale potrzebny” - jak „It Ends With Us” został przyjęty?
Opinie krytyków i widzów są podzielone, ale w jednym pozostają zgodni: to film, który porusza. Najczęściej chwalony jest fakt, że produkcja nie gloryfikuje toksycznych relacji i pokazuje, jak przemoc potrafi rozwijać się stopniowo - niemal niezauważalnie.
Widzowie doceniają także emocjonalny finał, który dla wielu stanowi najmocniejszy punkt całej historii. Z drugiej strony pojawiają się zarzuty, że film zbyt długo pozostaje w estetyce klasycznego romansu, przez co temat przemocy zostaje wprowadzony zbyt późno. Część odbiorców określa produkcję jako „cukierkową” lub „landrynkową”, wskazując na rozdźwięk między piękną formą a ciężarem poruszanego problemu.
Skandal, który tylko podkręcił zainteresowanie
Popularność „It Ends With Us” urosła niestety nie tylko dzięki fabule i ocenom widzów. Film znalazł się w centrum medialnej burzy za sprawą konfliktu Blake Lively i Justina Baldoniego. W grudniu 2024 roku aktorka złożyła skargę do Kalifornijskiego Departamentu Praw Obywatelskich, oskarżając Baldoniego o molestowanie seksualne i stworzenie wrogiego środowiska pracy na planie.
Według doniesień reżyser miał improwizować niechciane pocałunki i prowadzić nieodpowiednie rozmowy. Baldoni zaprzeczył zarzutom i oskarżył Lively o próbę przejęcia kontroli nad produkcją. Sprawa trafiła do sądu, a proces ma rozpocząć się w marcu 2026 roku. Medialny szum tylko zwiększył zainteresowanie filmem - również w Polsce, gdzie produkcja została wyjątkowo ciepło przyjęta.
A co my myślimy o tym kinowym hicie? „It Ends With Us” trafi na Netflix
My widzimy „It Ends With Us” jako historię, która celowo zaczyna się od złudnego spokoju. Od zauroczenia, przez obietnice, aż do momentu, w którym naprawdę wierzymy, że tym razem wszystko będzie inaczej. Dopiero z czasem pojawiają się pęknięcia - te, których nie chcieliśmy widzieć.
To film o relacjach, które często toczą się w ciszy. O miłości, która nie zawsze zasługuje na walkę za wszelką cenę. I o tym, że czasem największą odwagą nie jest zostać - ale odejść.
Chwilę po świętach - już od 9 stycznia 2026 roku widzowie Netflixa będą mogli zmierzyć się z tą historią na własnych zasadach. I trudno o lepszy moment na taką konfrontację.



























