„Wieża. Jasny dzień” nie zdobyła wielkiej popularności w kinach, ale szybko zyskała uznanie krytyków. Film znalazł się w przygotowanym przez Filmweb zestawieniu siedmiu najlepszych polskich produkcji minionej dekady. Redakcja czasopisma „Ekrany” umieściła go natomiast na pierwszym miejscu swojego rankingu najlepszych polskich filmów z lat 2015–2017. Wysokie pozycje nie dziwią – debiut Jagody Szelc do dziś pozostaje jednym z najbardziej niepokojących i odważnych obrazów rodzimego kina

WIDEO

player placeholder

O czym opowiada „Wieża. Jasny dzień”?

Akcja filmu rozgrywa się w domu położonym w Kotlinie Kłodzkiej. Rodzina spotyka się tam na kilka dni przed pierwszą komunią Niny. Przygotowania do uroczystości zakłóca pojawienie się Kai, młodszej siostry Muli, której bliscy nie widzieli od lat. Szybko dowiadujemy się, że Kaja jest biologiczną matką dziewczynki, choć to Mula wychowywała ją i stworzyła jej dom.

Powrót siostry budzi w Muli lęk. Kobieta obawia się, że Kaja będzie chciała odzyskać córkę i zburzyć porządek, który udało się zbudować pod jej nieobecność. W domu zaczynają narastać napięcia, wracają dawne pretensje, a codzienne sytuacje nabierają coraz bardziej złowrogiego charakteru. Wokół bohaterów dochodzi również do wydarzeń, których nie da się racjonalnie wyjaśnić.

Zobacz także:

Rodzinny dramat zamienia się w metafizyczny horror

Jagoda Szelc rozpoczyna swoją opowieść jak kameralny dramat psychologiczny. Obserwuje rodzinne rytuały, drobne gesty i rozmowy, pod którymi kryją się tłumione emocje. Z czasem realistyczna historia coraz mocniej przesuwa się jednak w stronę metafizyki, symbolu i horroru.

Film nie straszy nagłymi zwrotami akcji. Niepokój rodzi się z dźwięków, spojrzeń, ciszy oraz poczucia, że w pozornie zwyczajnej rzeczywistości pojawiło się trudne do opisania pęknięcie. Dom położony pośród gór i lasów staje się pułapką, a przygotowania do religijnej uroczystości zaczynają przypominać oczekiwanie na nieuchronną katastrofę.

„Wieża. Jasny dzień” bywa porównywana do filmów Jorgosa Lanthimosa, Larsa von Triera i Romana Polańskiego. Szelc korzysta jednak z tych inspiracji, aby opowiedzieć własną historię – mocno osadzoną w polskiej religijności, rodzinnych powinnościach i konflikcie pomiędzy cywilizacją a naturą.

Dwie siostry i dwa spojrzenia na świat

W centrum filmu znajdują się Mula i Kaja. Pierwsza próbuje kontrolować każdy element rzeczywistości. Organizuje rodzinne życie, opiekuje się matką i przygotowuje komunię córki. Kaja jest jej przeciwieństwem – spokojna, tajemnicza i związana z naturą, zdaje się wiedzieć o nadchodzących wydarzeniach więcej niż pozostali.

Ich konflikt dotyczy nie tylko Niny. To także starcie dwóch porządków: racjonalnego i duchowego, chrześcijańskiego i pierwotnego, opartego na kontroli oraz takiego, który wymaga pogodzenia się z tym, czego nie można zatrzymać. Szelc nie podsuwa jednej interpretacji. Pozostawia symbole, tropy i obrazy, które można odczytywać na wiele sposobów.

Jeden z najgłośniejszych polskich debiutów

Jagoda Szelc otrzymała na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni nagrody za debiut reżyserski i scenariusz. Później uhonorowano ją również Paszportem „Polityki” w kategorii film. Produkcja zdobywała nagrody na kolejnych festiwalach, potwierdzając, że polskie kino artystyczne może odważnie sięgać po horror, fantastykę i ludowe wierzenia. Culture.pl

Na ekranie wyróżniają się Anna Krotoska jako Mula i Małgorzata Szczerbowska w roli Kai. Ich oszczędna, naturalistyczna gra sprawia, że nawet najbardziej niecodzienne wydarzenia wydają się wiarygodne. W obsadzie znaleźli się również Rafał Cieluch, Anna Zubrzycka, Rafał Kwietniewski i Laila Hennessy.

„Wieża. Jasny dzień” nie jest seansem, który daje proste odpowiedzi. To kino wymagające, niejednoznaczne i chwilami celowo dezorientujące. Właśnie dlatego pozostaje w pamięci na długo – jak dziwny sen, którego znaczenie próbujemy zrozumieć jeszcze wiele godzin po przebudzeniu.