Nie „Goldfinger”, nie „Skyfall” i nie „GoldenEye”. To właśnie „Casino Royale” z 2006 roku pozostaje najwyżej ocenianą przez widzów odsłoną przygód Jamesa Bonda. Film, który miał pogrzebać legendę agenta 007, całkowicie odmienił serię i zrobił z Daniela Craiga jednego z najlepszych Bondów w historii.
WIDEO…
Bond, którego początkowo nie chcieli fani
Kiedy ogłoszono, że następcą Pierce’a Brosnana zostanie Daniel Craig, część wielbicieli serii nie kryła rozczarowania. Aktor był blondynem, nie przypominał eleganckiego amanta, a jego ekranowy wizerunek wydawał się zbyt surowy jak na agenta słynącego z idealnie skrojonych garniturów, drogich samochodów i martini.
„Casino Royale” okazało się nie tylko udanym początkiem nowej epoki, ale też jednym z najważniejszych filmów w całej historii serii. W IMDb produkcja utrzymuje ocenę 8,0 na 10 — najwyższą spośród oficjalnych filmów o Bondzie. Na Rotten Tomatoes pozytywnie ocenia ją 90 proc. widzów i 94 proc. krytyków. Użytkownicy Metacritic wystawili filmowi 8,4 na 10.
Także w Polsce film cieszy się dużym uznaniem. Na Filmwebie oceniło go około 284 tys. użytkowników, a średnia krytyków wynosi 7,8 na 10.
„Casino Royale” zaczęło wszystko od nowa
Po premierze „Śmierć nadejdzie jutro” z 2002 roku seria znalazła się w trudnym położeniu. Ostatni film z Pierce’em Brosnanem odniósł sukces finansowy, ale jego niewidzialny samochód, lodowy pałac i przesadzone efekty specjalne dla wielu widzów stały się symbolem franczyzy, która straciła kontakt z rzeczywistością.
Film nie kontynuował historii poprzedników. Pokazywał Bonda na początku kariery, tuż po zdobyciu statusu agenta 00 i licencji na zabijanie. Craig nie grał jeszcze doskonale opanowanego szpiega. Jego bohater był impulsywny, brutalny i przekonany o własnej nieomylności. Popełniał błędy, działał wbrew rozkazom i dopiero uczył się, że w jego zawodzie emocje mogą być równie niebezpieczne jak przeciwnik z bronią.
Zamiast kolejnego rozdziału opowieści dostaliśmy historię narodzin legendy.
Mniej gadżetów, więcej człowieka
„Casino Royale” zachowało najważniejsze elementy serii: egzotyczne miejsca, piękne samochody, eleganckie kasyno i efektowne sceny akcji. Jednocześnie pozbyło się nadmiaru fantastycznych gadżetów oraz komiksowych złoczyńców marzących o przejęciu świata.
Le Chiffre, grany przez Madsa Mikkelsena, nie planuje zniszczenia ludzkości przy użyciu satelity lub lasera. Jest bankierem organizacji terrorystycznych, który traci pieniądze swoich klientów i desperacko próbuje je odzyskać. Turniej pokera w Casino Royale stanowi dla niego ostatnią szansę na przeżycie.
To właśnie ta prostota sprawia, że stawka wydaje się tak wysoka. Przy pokerowym stole nie ma eksplozji ani pościgów. Są spojrzenia, blefy i napięcie wynikające ze świadomości, że jeden błąd może kosztować życie.
Vesper Lynd nie jest tylko „dziewczyną Bonda”
Jednym z największych atutów „Casino Royale” pozostaje Vesper Lynd. Bohaterka grana przez Evę Green nie pełni funkcji dekoracji u boku agenta. Jest inteligentna, ironiczna i od początku potrafi rozszyfrować Bonda.
Ich pierwsza rozmowa w pociągu należy do najlepszych scen dialogowych w historii całej serii. Vesper natychmiast zauważa, że za drogim garniturem i pewnością siebie kryje się człowiek pochodzący spoza świata brytyjskich elit. Bond odpowiada równie trafną analizą jej charakteru.
Między bohaterami stopniowo rodzi się uczucie, dzięki któremu po raz pierwszy od lat agent 007 przestaje przypominać niezniszczalną maszynę. Zakochuje się, zaczyna myśleć o odejściu ze służby i pozwala sobie na bezbronność.
Późniejsza tragedia nie jest jedynie dramatycznym finałem filmu. Wyjaśnia, dlaczego Bond staje się człowiekiem chłodnym, nieufnym i unikającym emocjonalnego zaangażowania. „Casino Royale” nie tylko odświeża bohatera — pokazuje moment, w którym powstaje jego pancerz.
Daniel Craig stworzył najbardziej ludzkiego Bonda
Bond w wykonaniu Craiga potrafi być elegancki, ale nie zawsze czuje się swobodnie wśród ludzi z wyższych sfer. Umie uwodzić, lecz za jego pewnością siebie kryje się strach przed odrzuceniem. Jest wyjątkowo sprawny fizycznie, ale odniesione obrażenia naprawdę pozostawiają na nim ślady.
Już otwierający film czarno-biały prolog pokazuje, że zabijanie nie jest dla niego lekką rozrywką. Pierwsze morderstwo jest chaotyczne, brutalne i nieprzyjemne. Drugie wykonuje już z chłodną precyzją. Tak rozpoczyna się jego przemiana.
Craig gra przede wszystkim ciałem: sposobem poruszania się, napięciem mięśni i spojrzeniem. Jego Bond nie musi wygłaszać dowcipu po każdym zabójstwie. Często wystarczy wyraz twarzy, aby widz zrozumiał, jak wysoką cenę bohater płaci za wykonywaną pracę.
Czy rzeczywiście jest najlepiej ocenianym Bondem?
Wśród publiczności? Tak. „Casino Royale” pozostaje najwyżej ocenianą odsłoną serii w IMDb, a jego wynik wśród użytkowników Rotten Tomatoes również należy do najlepszych w historii franczyzy.
Oceny zawodowych krytyków przynoszą nieco inny obraz. Na Rotten Tomatoes wyższe wyniki mają klasyczne filmy z Seanem Connerym: „Goldfinger”, „Pozdrowienia z Rosji” i „Doktor No”. Z kolei na Metacritic „Skyfall” minimalnie wyprzedza „Casino Royale”.
Nie istnieje więc jeden bezdyskusyjny ranking wszystkich Bondów. Można jednak śmiało powiedzieć, że film Martina Campbella jest najchętniej ocenianą przez widzów częścią serii i jedną z najwyżej cenionych przez krytyków.



























