Olivia Wilde wraca z filmem, po którym inaczej spojrzycie na własny związek. To czarna komedia o pokusie, rutynie i cenie szczerości
Jedna kolacja, dwa małżeństwa i rozmowa, która wymyka się spod kontroli. „Zaproszenie”, nowy film Olivii Wilde, trafi do polskich kin 3 lipca i już zapowiada się na jedną z najbardziej błyskotliwych komedii dla dorosłych tego sezonu.

Po głośnym „Nie martw się, kochanie” Olivia Wilde wraca za kamerę z filmem znacznie bardziej kameralnym, ale nie mniej wybuchowym. Zamiast dystopijnej paranoi dostajemy elegancką kolację, która bardzo szybko zmienia się w psychologiczną rozgrywkę. Przy stole spotykają się cztery osoby, a z każdą kolejną rozmową robi się coraz mniej komfortowo. W rolach głównych występują Olivia Wilde, Seth Rogen, Penélope Cruz i Edward Norton.
W tym artykule:
- „Zaproszenie”: O czym jest nowy film Olivii Wilde?
- Komedia, thriller i małżeński pojedynek przy jednym stole
- Olivia Wilde znów w reżyserskiej formie
„Zaproszenie”: O czym jest nowy film Olivii Wilde?
Joe i Angela są małżeństwem z kilkunastoletnim stażem. Na pierwszy rzut oka mają wszystko: stabilny związek, spokojne życie w dobrej dzielnicy, dziecko, status i codzienność, którą można by uznać za wzorcową. Problem w tym, że pod powierzchnią tej harmonii od dawna narasta coś znacznie mniej eleganckiego: frustracja, nuda, niewypowiedziane pretensje i pragnienia, które nie mieszczą się w wygodnej wizji idealnego małżeństwa.
Pewnego wieczoru Joe i Angela zapraszają na kolację parę tajemniczych sąsiadów. Początkowo rozmowa jest lekka, towarzyska, niemal niewinna. Szybko jednak zaczyna przypominać grę, w której każde spojrzenie, żart i niedopowiedzenie mają drugie dno. Flirt miesza się z zazdrością, szczerość z okrucieństwem, a fantazje, które dotąd istniały wyłącznie w sferze wyobraźni, zaczynają nabierać bardzo realnych kształtów.
Komedia, thriller i małżeński pojedynek przy jednym stole
Największa siła filmu Olivii Wilde tkwi w tym, że jego punkt wyjścia jest prosty, a jednocześnie niebezpiecznie skuteczny. Czworo bohaterów, jeden wieczór, zamknięta przestrzeń i rozmowa, która z minuty na minutę coraz bardziej wymyka się spod kontroli. To format dobrze znany z kina psychologicznego, ale Wilde nadaje mu współczesny, nerwowy rytm. „Zaproszenie” balansuje na granicy komedii i emocjonalnego thrillera. Jest tu humor, ale nie ten lekki i bezpieczny. To raczej rodzaj śmiechu, który pojawia się wtedy, gdy ktoś przy stole powie coś zbyt prawdziwego. Dialogi są ostre, sytuacje dwuznaczne, a napięcie narasta nie przez spektakularne zwroty akcji, lecz przez coraz bardziej intymne pęknięcia między bohaterami.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Olivia Wilde znów w reżyserskiej formie
Po burzliwych dyskusjach wokół „Nie martw się, kochanie” wielu zastanawiało się, w jakim kierunku Olivia Wilde pójdzie jako reżyserka. „Zaproszenie” wygląda na odpowiedź bardzo pewną siebie. Zamiast próbować jeszcze raz zbudować wielki, efektowny świat, Wilde wybiera kameralną historię, w której najważniejsze są aktorzy, dialog i emocjonalne napięcie między postaciami.
Film miał swoją premierę na Sundance Film Festival, gdzie został przyjęty owacją na stojąco. Recenzenci pisali o nim jako o błyskotliwej, wyrafinowanej i uwodzicielskiej komedii dla dorosłych, a w serwisie Rotten Tomatoes zebrał ponad 90 procent pozytywnych opinii. To jeden z tych tytułów, które zaczynają się jak elegancka rozmowa przy winie, ale zostawiają widza z poczuciem, że był świadkiem czegoś znacznie bardziej intymnego i niepokojącego. W obsadzie spotykają się nazwiska, które same w sobie budują napięcie: Seth Rogen, Penélope Cruz, Edward Norton i Olivia Wilde. Każde z nich wnosi do tej historii inny rodzaj energii, od pozornej swobody, przez magnetyzm, po emocjonalną nieprzewidywalność.
„Zaproszenie” może okazać się filmem, po którym wiele osób zacznie inaczej słuchać rozmów przy własnym stole. Bo Wilde nie opowiada tylko o zdradzie, fantazjach czy małżeńskiej nudzie. Opowiada o tym momencie, w którym para odkrywa, że największym zagrożeniem dla związku nie zawsze jest ktoś trzeci. Czasem jest nim prawda, której przez lata nikt nie chciał wypowiedzieć na głos.

