„Wielki Mike”, czyli „The Blind Side”, miał premierę w 2009 roku i szybko stał się jednym z najpopularniejszych filmów opartych na prawdziwej historii. Reżyser John Lee Hancock sięgnął po książkę Michaela Lewisa i opowiedział historię Michaela Ohera – chłopaka, który dorastał w trudnych warunkach, a później zrobił karierę w futbolu amerykańskim.
WIDEO…
Na ekranie Ohera zagrał Quinton Aaron, jednak trudno ukryć, że to Sandra Bullock stała się największą gwiazdą filmu. Wcieliła się w Leigh Anne Tuohy – pewną siebie, bezpośrednią i niezwykle energiczną kobietę, która wraz z rodziną przyjmuje Michaela pod swój dach i pomaga mu odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. W obsadzie znaleźli się również Tim McGraw, Kathy Bates, Lily Collins i Jae Head.

Sandra Bullock dostała za „Wielkiego Mike’a” pierwszego Oscara
Dla Bullock film okazał się jednym z najważniejszych momentów w karierze. Jej kreacja została doceniona przez Amerykańską Akademię Filmową i przyniosła aktorce Oscara za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą. Była to pierwsza statuetka w jej karierze. Co ciekawe, gdy po latach wokół historii Michaela Ohera wybuchły kontrowersje, w sieci pojawiły się nawet głosy, że Bullock powinna zwrócić Oscara. W obronie aktorki stanął jednak Quinton Aaron, podkreślając, że nie miała ona nic wspólnego z wydarzeniami, które rozgrywały się poza planem filmu.
Film odniósł również ogromny sukces komercyjny. Przy stosunkowo niewielkim jak na Hollywood budżecie zarobił na świecie ponad 300 milionów dolarów i na dobre zapisał się w popkulturze.
Historia Michaela Ohera po latach nabrała nowego kontekstu
„Wielki Mike” był reklamowany jako historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, choć – jak zwykle w przypadku hollywoodzkich ekranizacji – rzeczywistość została dostosowana do potrzeb filmu.
Po latach Michael Oher otwarcie mówił również o tym, że nie ze wszystkim, co pokazano na ekranie, się utożsamia. W 2023 roku zrobiło się o nim ponownie głośno za sprawą sporu prawnego z rodziną Tuohy. Oher zakwestionował między innymi funkcjonującą przez lata narrację, według której został przez nich adoptowany. W rzeczywistości został objęty kuratelą.
Jeśli macie słabość do kina o drugich szansach, rodzinnych relacjach i bohaterach, którzy próbują znaleźć swoje miejsce, „Wielki Mike” wciąż ma sporo do zaoferowania. Jest wzruszająco, momentami zabawnie i dokładnie tak, jak można oczekiwać od hollywoodzkiego feel-good movie z końca lat 2000.



























