Jak przygotować się na moment, w którym dziecko zaczyna samodzielne życie? Małgorzata Rozenek-Majdan miała na to racjonalną odpowiedź: to naturalna kolej rzeczy, a ona nadal będzie miała w domu nastolatka i przedszkolaka. Kiedy jednak zbliżał się wyjazd najstarszego syna na studia, te argumenty nie wystarczyły. W rozmowie z Hanną Lis wraca do pożegnania ze Stanisławem i wyjaśnia, dlaczego obecność młodszych dzieci nie mogła złagodzić wszystkich emocji.

„Każde dziecko to jest inna historia macierzyństwa”

Rozenek-Majdan przyznaje, że zwykle próbuje porządkować uczucia, tłumacząc sobie sytuacje, które je wywołują. Podobnie zamierzała podejść do wyjazdu syna. Wiedziała, że rozpoczyna ważny etap, na który pracował i którego potrzebował. Nie spodziewała się jednak, jak mocno sama odczuje tę zmianę.

„Sama siebie zaskoczyłam tym, jak bardzo to przeżywałam” — mówi Hannie Lis. Chwilę później dodaje: „Tylko że każde dziecko to jest inna historia macierzyństwa. I tego nie da się wymienić”.

Zobacz także:

To zdanie dobrze oddaje sens jej opowieści. Codzienność z młodszymi synami trwała, ale relacja ze Stanisławem właśnie się zmieniała. Rozenek-Majdan chciała wspierać go w samodzielności, choć pożegnanie okazało się trudniejsze, niż zakładała.

„Ja, słuchajcie, płakałam dwa dni przed. Po prostu mi łzy leciały same. Mi było głupio przed Stasiem” — wspomina. Nie chciała go niepokoić ani pokazywać, jak wiele kosztuje ją rozstanie. Zależało jej, żeby w centrum tego momentu pozostawały jego plany.

player placeholder

Rodzinna podróż przed nowym początkiem

Wyjazd na studia poprzedziła wspólna podróż kamperem. Dzięki temu Stanisław mógł zabrać wszystkie potrzebne rzeczy, a Tadeusz i Henryk uczestniczyć w pożegnaniu brata. Rodzina odwiedziła też Disneyland. Zamiast ograniczać ten czas do pakowania i odwożenia syna, Majdanowie stworzyli okazję, by jeszcze pobyć razem.

Hanna Lis nazywa to „powolnym, czułym odcinaniem pępowiny”. Rozenek-Majdan zgadza się z tym określeniem, ale wspomnieniu towarzyszy również humor. Przyznaje, że rodzina prawdopodobnie przeżywała rozstanie mocniej niż sam Stanisław, który pod koniec był już gotowy, by zostać i rozpocząć własne życie. Ta gotowość daje jej powód do radości.