Dobre rzeczy nie trwają wiecznie. Niestety, już za tydzień z Netfliksa zniknie jedna z najlepszych komedii romantycznych lat 90. Po powrocie z wakacji, gdy słońce coraz częściej chowa się za chmurami, a chłodniejszy wiatr zapowiada nadejście jesieni, wielu z nas ma nieodpartą ochotę na nostalgiczną historię z happy endem. Niekoniecznie pod kocem – wystarczy wygodnie rozsiąść się na kanapie we własnym salonie.
Na taki plan trudno znaleźć coś lepszego niż dobry film romantyczny. A jeśli w rolach głównych występują Barbra Streisand i Jeff Bridges, trudno odmówić sobie takiego seansu.
Francuski romans przeniesiony do Nowego Jorku lat 90. „Miłość ma dwie twarze” znika z Netflixa

Moim zdaniem niewiele filmów jest tak uroczych jak „Miłość ma dwie twarze” (1996). Poza romansem, w którym spotykamy gwiazdę „Zabawnej dziewczyny” i przyszłego bohatera „Big Lebowskiego” (w tej produkcji Bridges jest zresztą znacznie bardziej atrakcyjny niż w komedii braci Coen z 1999 roku), film ma jeszcze jedną zaskakującą cechę. To jeden z zaledwie trzech filmów fabularnych, które Streisand wyreżyserowała w swojej karierze – obok musicalu „Yentl” z 1983 roku i „Księcia przypływów” z 1991 roku.
Aktorka, która wzruszała nas w „Tacy byliśmy”, tym razem bierze na siebie ciężar tej poruszającej komedii zarówno za kulisami – jako producentka i reżyserka – jak i na ekranie, wcielając się w główną bohaterkę.
Częściowo inspirowana francuskim filmem z końca lat 50. „Le Miroir à deux faces”, „Miłość ma dwie twarze” powraca do historii kobiety, którą cały świat uważa za „brzydką”. Bohaterka postanawia całkowicie zmienić swój wygląd, licząc na to, że dzięki temu jej życie również się odmieni. Amerykańska wersja porzuca jednak mroczniejsze tony francuskiego pierwowzoru i zamienia je w komedię romantyczną z happy endem.
Wyobraźcie sobie takie ogłoszenie: „Profesor Columbia University (mężczyzna) poszukuje kobiety zainteresowanej wspólnym spędzaniem czasu i realizacją celów. Wymagany doktorat i wiek powyżej 35 lat. Wygląd nie ma znaczenia!”. A teraz dodajcie do tego siostrę, która odpowiada na ogłoszenie w waszym imieniu, i randkę z jego autorem. Właśnie to przydarza się Rose (Streisand), wykładowczyni literatury na Columbii, która do momentu pojawienia się tego osobliwego ogłoszenia zdążyła już zrezygnować z prób odnalezienia szczęścia w miłości.
Beznadziejnie zakochana w nowym mężu swojej siostry, w którego wciela się przystojny, młody Pierce Brosnan, i pozostająca w cieniu nieco przesadnego narcyzmu swojej matki (Lauren Bacall), Rose nie przywiązuje wagi do powierzchowności w świecie randek. Jej staromodny sposób ubierania się tylko to podkreśla. Wszystko zmienia się, gdy poznaje autora wspomnianego ogłoszenia – Gregory'ego (Jeff Bridges), profesora matematyki na tej samej uczelni.
Skomplikowana relacja i cena uprzedzeń wobec wyglądu

Gregory jest równie atrakcyjny, co ekscentryczny, ale także zmaga się z własnymi problemami w miłości. Są one zupełnie inne niż te, z którymi mierzy się Rose. Gregory traci głowę za każdym razem, gdy spotyka kobietę wyjątkowo efektowną i piękną, taką jak Elle Macpherson, która wciela się w byłą partnerkę jego bohatera.
Od pierwszego spotkania oboje wydają się więc dla siebie stworzeni. On nie chce związku z kobietą, która zawróci mu w głowie wyłącznie swoim wyglądem, ona nie chce mężczyzny skupionego na powierzchowności. Platoniczna relacja? Skazana na porażkę.
Jak można się spodziewać, oboje w końcu się w sobie zakochują. Rose zaczyna pragnąć, by Gregory uważał ją za atrakcyjną, on z kolei próbuje uniknąć powtórzenia relacji z byłą partnerką. Wtedy do akcji wkracza matka Rose – niezwykle elegancka Lauren Bacall – która postanawia pomóc córce w radykalnej metamorfozie.
Rose zmienia fryzurę i ubrania, jakby przeniosła się prosto z epoki wiktoriańskiej do lat 90. Zaczyna nosić dopasowane, podkreślające sylwetkę ubrania w stylu bodycon, przechodzi na restrykcyjną dietę i rozpoczyna wymagające treningi.
Krytyka niesprawiedliwych wymagań, jakie społeczeństwo stawia kobiecym ciałom, ostatecznie prowadzi jednak do prostego wniosku. Po serii nieporozumień między Rose i Gregorym okazuje się, że wygląd nie determinuje wszystkiego, a miłość potrafi pokonać kolejne przeszkody. Trudno o bardziej klasyczny happy end na tydzień, w którym temperatury spadają, powrót do biura zbliża się wielkimi krokami, a zamiast plaży coraz częściej wybieramy odpoczynek w domowym zaciszu.
Powrót Lauren Bacall i pierwsza romantyczna rola Pierce'a Brosnana po „GoldenEye”

Na koniec warto wspomnieć o recepcji filmu. Był on oceniany całkiem dobrze. Roger Ebert, jeden z najbardziej znanych amerykańskich krytyków filmowych, określił go jako „poruszający i wymagający”, a Złote Globy doceniły powrót na wielki ekran gwiazdy „Mieć i nie mieć” (1944). Lauren Bacall otrzymała za swoją rolę nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej.
Pierce Brosnan z kolei po raz pierwszy od premiery swojego debiutu jako nowy James Bond w 1995 roku pojawił się w roli romantycznego amanta Barby Streisand. Choć ta historia miłosna nie kończy się pocałunkiem na nowojorskim asfalcie, „Miłość ma dwie twarze” pozostaje jedną z tych komedii romantycznych, do których przyjemnie wrócić, kiedy lato powoli ustępuje miejsca jesieni.


























