To polskie serum kosztuje w promocji około 27 zł, a jest godną alternatywą dla drogich koreańskich ampułek. W składzie mało znane substancje, które dają spektakularne efekty nawet na cerze dojrzałej.

WIDEO

player placeholder

Ultra wypełniające serum – Filler Bonding, tołpa  

Serum tołpa Filler Bonding opiera swoje działanie na formule, która kryje kationowy hialuron (dodatnio naładowana pochodna kwasu hialuronowego) z ekstraktem z mikroalg – najbardziej nietypowym elementem formuły. Producent deklaruje aż 15 milionów egzosomów – mikroskopijnych pęcherzyków w całym 30-mililitrowym serum. Skład zawiera także bardziej znane substancje odpowiedzialne za intensywne nawilżenie i efekt optycznego wygładzenia drobnych zmarszczek, ukojenie podrażnień i regenerację naskórka. Zgodnie z informacją na stronie marki rezultat wypełnienia nawilżeniem może utrzymywać się nawet do 100 godzin, a po pierwszej aplikacji skóra ma być o 10% bardziej jędrna, a widoczność zmarszczek zmniejszona o 9%. Dane te wynikają z testów producenta, jednak marka znana jest z tego, że spełnia swoje obietnice. 

Super produkt natychmiastowe wygładzenie lekka konsystencja subtelny zapach – napisała Mariola na stronie Hebe (Ocena: 5/5 gwiazdek)

Skład kryje nietypowe substancje przeciwzmarszczkowe i nawilżające

Sam skład jest krótki i dość skoncentrowany na nawilżaniu. Nie ma tu typowych składników, takich jak retinoidy czy peptydy, ale są dwie formy kwasu hialuronowego, humektanty oraz ciekawe składniki pochodzenia naturalnego. Na liście INCI warto docenić: Hialuronian sodu – sól kwasu hialuronowego, która wiąże wodę i pomaga wygładzić oraz optycznie „wypełnić” drobne linie oraz Hydroksypropylotrimoniowy hialuronian – tzw. kationowy hialuron, zmodyfikowana forma kwasu hialuronowego, która dobrze przylega do powierzchni skóry i pomaga utrzymać jej nawilżenie oraz gładkość. Zawarta w formule woda morska dostarcza składników mineralnych i stanowi element kompleksu nawilżającego z ekstraktem z mikroalg. Oczywiście jest także ekstrakt z torfu – flagowy składnik marki – źródło związków mineralnych i substancji o działaniu antyoksydacyjnym; producent przypisuje mu również wsparcie regeneracji i bariery naskórkowej. Za wypełniające działanie odpowiada ekstrakt z mikroalg Phormidium persicinum – składnik pochodzenia algowego, któremu producent przypisuje właściwości wspierające odnowę i poprawę wyglądu zmęczonej skóry. Szczególnie latem oraz po peelingach ulgę przyniesie pantenol – prowitamina B5, która działa łagodząco, pomaga ograniczać dyskomfort i wspiera utrzymanie dobrej kondycji naskórka. Składniki kompozycji zapachowej to m.in.: linalol, limonen, olejki ze skórki cytryny, skórki pomarańczy gorzkiej, drewna cedru wirginijskiego. Można wyczuć wyciszające nuty drzewne. 

Zobacz także:

Efekt jello skin – skąd się wziął i na czym polega

Jello skin to jeden z koreańskich trendów pielęgnacyjnych, który swoją popularność zdobył przede wszystkim dzięki TikTokowi. Termin spopularyzowała beauty influencerka Ava Lee, znana jako @glowwithava. Nazwa nawiązuje do galaretki i opisuje skórę, która jest nie tylko gładka i pełna blasku, ale przede wszystkim sprężysta, jędrna i „odbija” po delikatnym naciśnięciu, zamiast pozostawać odkształcona. W odróżnieniu od popularnego glass skin, gdzie najważniejsza jest niemal szklista gładkość i świetlistość, jello skin koncentruje się na wrażeniu objętości, elastyczności i dobrej kondycji skóry. Za jej sprężystość odpowiadają m.in. kolagen i elastyna, natomiast odpowiednie nawodnienie może sprawić, że drobne linie stają się mniej widoczne, a powierzchnia skóry wygląda na bardziej napiętą. To właśnie dlatego w pielęgnacji ukierunkowanej na taki efekt tak dużą rolę odgrywają składniki nawilżające, przede wszystkim humektanty i kwas hialuronowy. Co ciekawe, trend jello skin od początku kierowany był także do osób z cerą dojrzałą. Wraz z wiekiem naturalnie zmniejsza się ilość kolagenu i elastyny, dlatego skóra traci część swojej sprężystości. Dobrze nawilżona i zadbana cera może jednak wyglądać na bardziej miękką, jędrną i „pełną” – i właśnie ten efekt internetowy trend próbuje opisać metaforą galaretki.