To mleczko samoopalające to mój zdrowy sposób na elegancki efekt sun kissed skin po 40-tce. Ma ocenę 4,9 na 5 gwiazdek
Niektórzy dla tego mleczka porzucają nawet podkład do twarzy. Efekt cery muśniętej słońcem wygląda jak po weekendzie na plaży, a można go stopniować. Bez smug i bez dziwnego zapachu.

Jeżeli lubisz mieć opaloną cerę, ale nie chcesz spędzać długich godzin na słońcu, zapewne sięgasz po samoopalacze. Warto wybrać taki, który ma dobry skład i jest odpowiedni zarówno do ciała, jak i twarzy. Wygodne w stosowaniu będzie np. mleczko marki Clarins lub nowy balsam marki Mixa. To dwie francuskie perełki kosmetyczne na lato, które są w różnych przedziałach cenowych, ale dają równie satysfakcjonujące efekty, nawet już po 4 godzinach.
Mleczko samoopalające do twarzy i ciała – CLARINS
Mleczko samoopalające marki Clarins ma lekką, emolientową formułę, która oprócz efektu stopniowej opalenizny skupia się też na utrzymaniu komfortu skóry. Za nawilżenie odpowiadają m.in. gliceryna oraz sok z aloesu, a obecność oleju słonecznikowego i witaminy E pomaga ograniczyć przesuszenie, które niekiedy pojawia się po stosowaniu samoopalaczy. Efekt opalenizny budują tu dwa składniki: DHA oraz erytruloza. Takie połączenie zwykle daje bardziej równomierny i naturalny kolor, bez smug i pomarańczowych tonów. Zapach został oparty na kompozycji perfumeryjnej z dodatkiem olejków roślinnych, dlatego charakterystyczna nuta samoopalacza jest znacznie mniej wyczuwalna niż w wielu klasycznych balsamach brązujących, co potwierdza większość opinii Internautów.
Mleczko samoopalające marki Clarins nie jest bardzo popularne, ale w perfumerii Sephora ma 7 opinii, dzięki którym zdobiło imponującą ocenę 4,9/5 gwiazdek. „Pierwsze mleczko samoopalające, które nie robi smug. Nie ma też zapachu typowego dla samoopalaczy, skóra wygląda na naturalnie opaloną” – tak o mleczku napisała Karolina na stronie Sephora.
Piękny, naturalny blask - najlepszy krem brązujący. Używam go na twarz zamiast podkładu podczas długich lotów.
Balsam samoopalający do twarzy i ciała – Mixa
Balsam samoopalający Mixa ma bardziej pielęgnacyjny charakter i został oparty na składnikach, które mają zapobiegać codziennemu uczuciu ściągnięcia skóry. W składzie znalazły się humektanty, takie jak gliceryna i sorbitol, a także masło shea oraz olejek z pestek moreli, które wspierają utrzymanie miękkości i elastyczności skóry. Za efekt opalenizny odpowiada DHA, czyli najczęściej stosowany składnik samoopalający, który stopniowo przyciemnia naskórek na zasadzie naturalnej reakcji. Formułę uzupełnia ekstrakt z alg, źródło astaksantyny – antyoksydantu wykorzystywanego w kosmetykach ochronnych i przeciwstarzeniowych. Całość ma lekką, łatwo rozprowadzającą się konsystencję, która nie pozostawia ciężkiego filmu. Efekty są widoczne, równomierne i satysfakcjonujące już po 4 godzinach od pierwszej aplikacji. Balsam niedawno miał swoją premierę, dlatego jeszcze czekamy na pierwsze oceny internautów, jednak ja już sprawdziłam osobiście jego działanie. Cenię go za długotrwałe uczucie nawilżenia, zapach, który nie drażni oraz przyjemne uczucie na twarzy, bez ściągnięcia i zapychania porów. Efekt opalający wygląda naturalnie, i na mojej cerze jest to elegancki, herbaciano-bursztynowy ton.
Uzupełnij pielęgnację o przyspieszacz opalania
Alternatywą pomiędzy wielogodzinnym leżeniem na plaży a klasycznym samoopalaczem mogą być przyspieszacze opalania. Tego typu kosmetyki nie barwią skóry od razu, ale wspierają szybsze uzyskanie naturalnej opalenizny podczas krótkiej ekspozycji na słońce. Przykładem jest żel Bali Body Shimmering Tanning Gel SPF 15, który zapewnia umiarkowaną ochronę przeciwsłoneczną i według producenta pomaga skrócić czas potrzebny do uzyskania efektu opalonej skóry. Formuła została oparta na emolientach i składnikach natłuszczających, dzięki czemu skóra po aplikacji wygląda na bardziej wygładzoną i miękką. W składzie znalazły się również drobinki miki oraz pigmenty mineralne, które dają efekt luksusowego glow natychmiast po nałożeniu produktu. Dodatki beta-karotenu, oleju sojowego, ekstraktu z marchwi i witaminy E działają wspierająco na kondycję skóry podczas opalania oraz utrwalają naturalną opaleniznę na długie miesiące. To rozwiązanie może sprawdzić się szczególnie u osób zabieganych, które chcą wykorzystać nawet krótkie, kilkunastominutowe sesje sunbathing.
Moim faworytem wśród boosterów naturalnego procesu opalania jest Solare krem do ciała z SPF 15 włoskiej marki L'Erbolario. W składzie ma olejek jojoba, masło kakaowe, ekstrakt z rozmarynu. Formuła zawiera składnik roślinnego pochodzenia, który wspiera naturalny proces produkcji melaniny, dzięki czemu skóra może szybciej nabierać efektu opalenizny podczas kontaktu ze słońcem. Ten krem ma innych mechanizm działania, dlatego dla efektów należy go stosować regularnie, już około tydzień przed planowanym opalaniem. Z mojego doświadczenia wynika, że po stosowaniu go w zeszłym roku moja opalenizna była głęboka i wyjątkowo trwała, bez zaczerwienienia i utrzymała się w pewnym stopniu aż do dziś. Polecam osobom, które stawiają na wzorowe składy i naturalną pielęgnację. W linii Solare znajdziesz także krem do twarzy z SPF 25 oraz maść przyspieszająca opalanie bez filtra, a każdy z tych kosmetyków sprawdziłam na własnej skórze (wrażliwej, 40+).

