„Tea scents” to perfumy dla minimalistek zmęczonych wanilią. Pachną czysto, lekko i elegancko jak biała koszula w upalny dzień
Wanilia długo była najprostszym sposobem na ciepły, przyjemny zapach. Latem coraz częściej zastępują ją jednak herbaciane perfumy: lekkie, czyste i eleganckie, ale mniej oczywiste niż klasyczne cytrusy.

- Redakcja ELLE
Wanilia wciąż rządzi, ale latem mam ochotę na coś lżejszego. „Tea scents” to dosłownie orzeźwienie we flakonie. Te perfumy są świeże, ale nie tak oczywiste jak cytrusy, i czyste, ale mniej mydlane niż klasyczne „soapy perfumes”. Mogą być zielone, pudrowe, lekko dymne albo mleczne – wiele (tak jak w dobrej herbaciarni) zależy od tego, czy w kompozycji pojawia się matcha, czarna herbata, mate, Earl Grey czy lapsang.
Zapachy wpisujące się w ten trend nie za sobą długiego ogona i nie powstają po to, by już z daleka robić wrażenie. Zostają bliżej skóry, ale spokojnie – nadal mają charakter. Dla minimalistek to często lepszy wybór niż gourmandy z wanilią i karmelem.
Jak pachną „tea scents”?
Herbata w perfumach może pachnieć bardzo różnie. Przykładowo zielona herbata daje efekt lekkości i chłodnej świeżości, czarna bywa bardziej elegancka i lekko dymna, a matcha zwykle jest kremowa. Do moich ulubieńców należy yerba mate – dodaje kompozycjom zielonej energii, ale bez sportowego charakteru.
„Tea scents” to wymarzony perfumeryjny kierunek na lato. Nie są ostre, nie przytłaczają, dają wrażenie zadbania. Można nosić na spacer, letni wyjazd i festiwal, ale do pracy albo na wieczór. Jeśli szukasz kompozycji wartych uwagi, sprawdź moje TOP cztery zapachy.
KAYALI Freedom Musk Matcha 45
Jeśli chcesz zacząć od najbardziej współczesnej wersji tego trendu, dobrym wyborem będzie KAYALI Freedom Musk Matcha 45. Zapach otwiera się matchą, mate i bergamotką, a później robi się bardziej miękki dzięki owsiance, wanilii i pralinie.
To nie jest surowa zielona herbata, a kremowa matcha z delikatną słodyczą, choć bez ciężaru klasycznego gourmandu. Dla osób zmęczonych bardzo słodkimi perfumami może być łagodnym przejściem w stronę lżejszych zapachów. To zdecydowanie moje „comfort perfumes” nie tylko na lato.
Kenzo Memori Soleil Thé
Bardziej subtelny i elegancki jest Kenzo Memori Soleil Thé, czyli zapach inspirowany japońską herbaciarnią, z herbatą z żeń-szenia, pudrowym irysem i białym piżmem. Opis tego zapachu można zamknąć w trzech słowach: miękki, jasny, spokojny.
Ten zapach ma w sobie coś świetlistego, więc spodoba się osobom, które lubią perfumy czyste, ale niekoniecznie pachnące proszkiem do prania. Tu świeżość jest bardziej kremowa i dopracowana.
Valentino Born in Roma Green Stravaganza Donna
Trzecia propozycja jest mocniejsza i bardziej wieczorowa, ale nadal zostaje w herbacianym nurcie. Valentino Born in Roma Green Stravaganza Donna łączy akord herbaty Lapsang Souchong z absolutem jaśminu i wanilią. To herbata w bardziej zmysłowej wersji: zielona i lekko dymna, ale otulona kwiatami.
Ten zapach nie jest tak lekki jak Kenzo i nie tak kremowy jak KAYALI, więc stanowi trochę inny przykład „tea scents”. Herbata nie zawsze musi pachnieć jak świeży napar: może być też głębsza i bardziej magnetyczna.
Kto pokocha herbaciane perfumy?
Trend „tea scents” poleciłabym osobom, które lubią pachnieć świeżo, ale nie chcą klasycznej cytrusowej ostrości. To dobry kierunek, jeśli wanilia zaczęła wydawać się zbyt słodka, piżmo zbyt przewidywalne, a kwiatowe kompozycje zbyt oczywiste.
Jako redaktorka beauty perfumy uwielbiam te perfumy: są dyskretne, ale zapadają w pamięć. Dają efekt czystości, lekkości i dobrego smaku, ale bez wrażenia, że zapach wchodzi do pokoju przed nami. Zauważa się je z bliska i – możesz mi wierzyć – mało kto jest w stanie się oprzeć, żeby nie zapytać: „czym tak ładnie pachniesz?”

