Giorgio Armani zamienił Paryż w różany ogród, z tym że kwiaty pielęgnowane ręką mistrza wymykają się utartym schematom. Włoch posługuje się emfatycznym językiem melodramatów, ale na dystans trzyma sztampowy romantyzm. Odwieczny symbol piękna pozostaje uwodzicielski i tajemniczy. Rozrasta się na każdy fragment kobiecej cielesności – od stóp do głów, od biżuteryjnych opasek na włosy, przez linię dekoltu, klapy i paski, aż po stąpające po gigantycznej szachownicy buty. Róże Armaniego są lakierowane, migoczące złotymi refleksami, pączkujące z połaci transparentnego szyfonu. Pokaz otworzyły szampańskie jedwabie. Zamknęła go teatralna jaskrawa czerwień. Na wybiegu tiulowe balowe suknie mijały się z nienagannie skrojonymi marynarkami i metalicznymi tłoczonymi płaszczami. „Le temps des roses” jest oficjalnie w pełni.

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight

Launchmetrics/Spotlight
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.