KIEDYŚ: impreza do rana, DZIŚ: healthy lifestyle

Był czas, kiedy atrakcyjny facet miał być trochę niegrzeczny i zdecydowanie niewyspany. To dopełniało jego aurę z pogranicza nocy i dnia. Wychodził z imprezy nad ranem, palił papierosa przed klubem, zamawiał kolejną whisky i traktował cztery godziny snu jak dowód wyjątkowej odporności organizmu. Śniadanie? Kawa, najlepiej czarna. Woda pojawiała się dopiero wtedy, kiedy następnego dnia trzeba było jakoś wrócić do życia. W popkulturze taki tryb funkcjonowania długo był częścią uroku bad boya: miał sugerować spontaniczność, wolność i lekceważenie zasad. Troska o własne zdrowie nie bardzo pasowała do tego obrazka. Przychodzi wam na myśl James Dean? Słusznie, może zostać ambasadorem tego looku.
Dziś najbardziej pożądany mężczyzna może nadal zostać na imprezie do późna, ale coraz częściej wie też, kiedy z niej wyjść. Zdrowy tryb życia przestał być domeną fanatyków siłowni, a stał się częścią współczesnego stylu życia, a przy okazji, nowym rodzajem statusu. Zamiast przechwalać się tym, że „prawie nie śpi”, porównuje statystyki z Garmina. Biega, chodzi na reformery, gra w padla, a weekendowy poranek częściej zaczyna od treningu i specialty coffee niż od leczenia kaca.

WIDEO…

player placeholder


Zmieniły się też przedmioty, które budują ten wizerunek. Energetyka zastąpiły elektrolity, paczkę papierosów – designerski bidon, a klubową opaskę na nadgarstku – smartwatch mierzący sen, tętno i regenerację. W jego łazience stoi krem nawilżający, w sportowej torbie dobre sneakersy, a obok laptopa może leżeć matcha albo zielony smoothie. Nawet suplementy, kiedyś kojarzone głównie z kulturystami i wielkimi opakowaniami białka, dostały estetyczny wellness'owy rebranding. Dbanie o siebie nie odbiera już punktów za męskość. Wręcz przeciwnie: dyscyplina, energia i świadomość własnego ciała zaczynają działać dużo bardziej sexy niż kolejna noc zakończona o szóstej rano.

mężczyzna
Adobe Stock
Zobacz także:

KIEDYŚ: motocykl, DZIŚ: fresh energy

Kiedyś wystarczyły motocykl, skórzana kurtka i odrobina brawury. Bad boy miał być trochę niebezpieczny, trochę nieprzewidywalny i najlepiej wyglądać tak, jakby właśnie wrócił z miejsca, o które lepiej nie pytać. Motocykl idealnie pasował do tej fantazji: był symbolem wolności, adrenaliny i życia według własnych zasad. Do kompletu dochodziły ciężkie martensy, okulary aviatorki i intensywne perfumy z nutami whisky czy drewna. Im więcej tajemnicy i nonszalancji, tym lepiej. Możecie wyobrazić sobie Toma Cruise’a z Top Gun. Ten dodatkowo latał jeszcze odrzutowcami.
Dziś atrakcyjność coraz rzadziej potrzebuje takiej scenografii. Zamiast ostentacyjnego „jestem niebezpieczny” działa fresh energy – energia, która sprawia, że przy takim facecie po prostu chce się być. Wygląda zdrowo, pachnie świeżo, jest ciekawy świata i sprawia wrażenie, jakby dobrze czuł się sam ze sobą. Nie musi udowadniać swojej męskości ryzykiem ani kolekcją głośnych gadżetów. Istnieje sporo badań pokazujących, że autentyczna, spokojna pewność siebie jest oceniana bardziej pozytywnie niż ostentacyjne podkreślanie własnej wartości, chełpliwość czy przesadna autoprezentacja.


Zmieniają się również wizualne kody. Ciężką skórzaną kurtkę zastępuje dziś świetnie skrojony T-shirt COS albo lekki puchowy bezrękawnik Patagonii czy The North Face. Motocykl – rower szosowy czy gravel.  Okulary stały się na tyle uniwersalne, że nie trzeba już wybierać między parą do biegania a parą na miasto. Modele od Oakley, Julbo czy Rudy Project bez problemu odnajdują się w obu rolach. Zamiast ciężkiego zapachu modni panowie stawiają na zapach cytrusów, bergamotki, piżma i nut kojarzących się z czystą skórą po prysznicu. Do tego dobre New Balance'y, zadbane włosy i pielęgnacja, której nie trzeba chować na najniższej półce w łazience.
Bo „fresh” nie oznacza już tylko świeżo ogolonego. To raczej cały zestaw sygnałów: dbam o siebie, mam energię, dobrze wyglądam, ale nie spędziłem godziny przed lustrem. Dawny bad boy miał zostawiać po sobie zapach benzyny i skóry. Jego współczesna wersja? Raczej nowego Paradigme i bardzo dobrego wrażenia.

mężczyzna
Adobe Stock

KIEDYŚ: papieros, DZIŚ: skincare

„Sexy” coraz częściej oznacza dbanie o siebie, zdrowie i świadome wybory. Ale zmiana nie wydarzyła się z dnia na dzień. Po drodze zmieniła się nasza wiedza, normy społeczne i pojmowanie męskości. Papieros stopniowo przestał być symbolem stylu i pewności siebie. I właśnie dlatego ważna jest nie tylko zmiana w podejściu do palenia, ale też zupełnie nowe podejście do dbania o siebie. Skóra każdego z panów na bank podziękuje za rzucenie fajek, albo przynajmniej za redukcję syfu, który wiąże się z tym nałogiem. Brak dymu nie oznacza braku nałogu, ale przynajmniej dzięki takim podgrzewaczom tytoniowym jak Iqos panowie przestali nie tylko źle pachnąć, ale i ograniczyli ilość toksyn. Dbanie o skórę nie kończy się na zapachu. Czasy, gdy w łazience stał jeden żel „do wszystkiego”, a krem do twarzy pożyczano ukradkiem od partnerki, odchodzą do przeszłości. Dzisiejsi mężczyźni podchodzą do pielęgnacji znacznie bardziej świadomie, ale też bez przesady. Nie chodzi o dziesięć kroków rodem z TikToka, tylko o kilka produktów, które naprawdę robią różnicę. Coraz więcej facetów wie, że po goleniu przyda się coś więcej niż woda kolońska, a zmęczona po całym dniu przed ekranem skóra doceni dobre serum z niacynamidem czy kwasem hialuronowym. W łazienkach obok klasyków takich jak La Roche-Posay coraz częściej pojawiają się produkty Cerave czy Kiehl's. Nie dlatego, że to modne, ale dlatego, że po prostu działają. Współczesna męska pielęgnacja coraz mniej ma wspólnego z próżnością, a coraz więcej ze zdrowym rozsądkiem. Tak samo jak dbanie o formę czy dietę, staje się elementem codziennej rutyny. I właśnie taki mężczyzna jest dziś najbardziej interesujący. Bo pewność siebie zaczyna się często od drobiazgów, które robimy dla samych siebie. Dziś znacznie bardziej sexy jest właśnie „dbam”: o siebie, swoje ciało i dobre samopoczucie.

meżyczna
Adobe Stock

KIEDYŚ: emocjonalna niedostępność, DZIŚ: terapia

Kiedyś miał być tajemniczy. Nie mówił o uczuciach, nie definiował relacji (bo to niby bardziej ekscytujące…), na trudniejsze pytania odpowiadał półsłówkami, a jego emocjonalny dystans tylko dodawał mu uroku. Popkultura przez lata przekonywała nas, że facet, do którego trudno się zbliżyć, musi mieć w sobie coś wyjątkowego. Milczenie oznaczało głębię, niedostępność – intrygę, a zdanie „nie jestem gotowy na związek” potrafiło brzmieć niemal jak początek historii, w której to właśnie nam uda się go zmienić. Bad boy nie rozmawiał o emocjach. On ewentualnie patrzył znacząco przez okno.
Dziś ten sam zestaw cech znacznie łatwiej trafia do kategorii red flags. Ghosting, unikanie trudnych rozmów czy wieczne „zobaczymy, co z tego będzie” straciły sporo ze swojej romantycznej otoczki i mamy na to badania. Coraz bardziej atrakcyjny jest facet, który nie tylko ma emocje – to akurat nigdy nie było szczególnie rewolucyjne – ale potrafi je rozpoznać i o nich mówić. Wie, czym są granice, umie powiedzieć „przepraszam”, nie traktuje szczerej rozmowy jak przesłuchania i nie uważa terapii za coś, o czym należy mówić ściszonym głosem. I poważnie podchodzi do relacji, a nie tworzy wyłącznie situationshipy.
Terapia stała się przy tym częścią znacznie większej zmiany. Self-care nie kończy się już na treningu, dobrym kremie i ośmiu godzinach snu. Coraz częściej obejmuje też to, co dzieje się w głowie. Na stoliku nocnym obok perfum może więc leżeć książka o psychologii, w plecaku – Kindle, a na biurku notes do journalingu. Słuchawki służą nie tylko do playlisty na siłownię, ale też do podcastu czy medytacji. To zupełnie inne akcesoria niż te, którymi kiedyś budowano wizerunek bad boya, ale komunikat pozostaje podobny: pewność siebie. Tyle że dziś coraz częściej bierze się ona ze znajomości siebie, a nie z udawania, że nic nas nie rusza.


Bo być może największa zmiana polega właśnie na tym, że emocjonalna dostępność przestała być przeciwieństwem męskości. Facet może chodzić na terapię, mówić o swoich potrzebach i nadal pozostawać tajemniczy, pewny siebie i pociągający. Po prostu nie trzeba już cierpieć, żeby go „rozgryźć”.

5 atrybutów, które najlepiej opisują zmianę

HARLEY → GRAVEL
Dwa kółka nadal są sexy. Zmienił się tylko dress code. I podejście do ekologii.
ŻEL 10 W 1 → SPF
Dobra zmiana, to zmiana podejścia do SPF, który przestał być kojarzony wyłącznie z plażą i wakacjami.
PAPIEROS → WODA
Najbardziej seksowną rzeczą współczesnych mężczyzn jest to, gdy dba o innych, tak jak o siebie. Nawodnienie to podstawa. 
AFTERPARTY → GARMIN
Nowy flex? HRV, osiem godzin snu i poranny bieg.
FOTEL GAMINGOWY → DESIGNERSKI FOTEL
Dobry gust wnętrzarski też jest obecnie w trendzie.