„Przyjaźń może dawać nam tyle samo spełnienia, co miłość”. Danielle Bayard Jackson o sile budowania i pielęgnowania kobiecych więzi
Dlaczego o Tinderze, randkach i „red flagach” rozmawiamy częściej niż o przyjaciółkach? Danielle Bayard Jackson przekonuje, że kobieca przyjaźń może być jedną z najważniejszych relacji w dorosłym życiu.

Przyjaźń romantyzujemy znacznie mniej niż miłość. Rzadziej traktujemy ją jak życiowy kamień milowy, a jeszcze rzadziej uczymy się o niej mówić z taką samą czułością, z jaką mówimy o związkach. Danielle Bayard Jackson, ekspertka od kobiecych relacji i autorka książki „Sztuka kobiecej przyjaźni. Jak pielęgnować więzi i rozwiązywać konflikty między kobietami”, przekonuje, że to błąd. Bo przyjaźń między kobietami może być jednym z najważniejszych źródeł wsparcia, bliskości i odwagi w dorosłym życiu.
Gabi Trojanowska, ELLE.pl: „Sztuka kobiecej przyjaźni” jest poświęcona relacjom między kobietami, a to także temat, o którym często mówisz w swoich mediach społecznościowych. Bardzo dużo rozmawiamy dziś o miłości romantycznej, randkowaniu, Tinderze, szukaniu partnera, rozstaniach czy „red flagach”. Dlaczego tak rzadko mówi się o przyjaźni między kobietami?
Danielle Bayard Jackson: Myślę, że kulturowo jesteśmy bardzo mocno zachęcane do tego, by skupiać się na miłości romantycznej. Kobiety często są chwalone, kiedy udaje im się znaleźć partnera. Traktujemy to jako coś priorytetowego, jako ogromny życiowy krok. Już od dzieciństwa słyszymy, że kiedy pojawia się chłopak, to jest pewien status, przejście na kolejny poziom.
Ponieważ tak wiele osób to celebruje, zaczynamy czuć, że właśnie do tego powinnyśmy dążyć. Rodzice pytają: „Spotykasz się z kimś?”, „Masz kogoś?”. Jest wokół tego presja, nacisk i ekscytacja. To sprawia, że relacje romantyczne wydają się czymś, co musimy osiągnąć. Przyjaźń pozostaje trochę w tle. Nie jest tak często podkreślana, nie jest widziana jako życiowy kamień milowy. Nie dostaje tej samej uwagi.
Z drugiej strony obserwujemy pewne zmiany. Wiele kobiet zaczęło kwestionować przekonanie, że w pewnym momencie „powinny” mieć partnera, bo jest potrzebny do kolejnych etapów życia: podróżowania, kupna domu, organizowania ważnych wydarzeń, budowania codzienności.
Coraz częściej pytamy: a co, jeśli nie będę mieć partnera? Co to oznacza dla moich przyjaźni? Co to oznacza dla mojego życia, jeśli nie chcę albo nie mam tej romantycznej relacji? Czy mogę budować swoją tożsamość wokół przyjaźni? Na szczęście zaczynamy nieco bardziej świadomie myśleć o tym, że przyjaźń może dawać nam tyle samo spełnienia, co miłość.
W przyjaźniach między kobietami istnieje jednak pewien paradoks. Z jednej strony mamy wizję czegoś pięknego, wzmacniającego i czułego, z drugiej strony samo wyrażenie „kobieca przyjaźń” bywa obciążone wieloma stereotypami. Może być głęboka i piękna, ale może też wydawać się krucha...
Powodem, dla którego relacje są bliskie, jest właśnie to, że często pojawia się w nich tarcie. Im bliżej kogoś jesteśmy, tym więcej widzimy. Dostrzegam twoje lęki, twoją historię, twoją wrażliwość, a ty widzisz moją. Ta bliskość naturalnie może prowadzić do napięć, bo próbujemy negocjować, jak poruszać się przez życie razem.
Badania pokazują, że kobiety częściej integrują swoje przyjaciółki z wieloma obszarami życia. Mężczyźni częściej trzymają relacje w konkretnych „kategoriach” czy aktywnościach. Kobieta może być obecna w moim życiu duchowym, emocjonalnym, zawodowym, rodzinnym. Naprawdę włączam ją w swoją codzienność. To oczywiście zwiększa szanse, że pojawią się nieporozumienia albo konflikt.
Ale to należy do terytorium platonicznej intymności. Często słyszę, że moje klientki chcą mieć przyjaciółki, z którymi mogą siedzieć na kanapie, milczeć i po prostu być sobą. Taki komfort i bliskość są piękne, ale przychodzą razem z umiejętnością zdrowego przechodzenia przez konflikt. W każdej bliskiej relacji to jest nieuniknione.

Chciałabym zatrzymać się przy różnicach między kobiecymi i męskimi przyjaźniami. Oczywiście znamy stereotypy: mężczyźni wychodzą na piwo i oglądają mecz, kobiety piją wino albo kawę i plotkują. Ale co jest pod powierzchnią tych medialnych obrazków?
Mamy bardzo wiele wspólnego. Wszyscy chcemy mieć ludzi, którzy nas wspierają, z którymi możemy być sobą, z którymi możemy spędzać czas. Potrzeba towarzyszenia jest uniwersalna.
Ale kiedy przyjrzymy się temu bliżej, widzimy pewne tendencje. W przypadku kobiet badania często pokazują, że dzielimy się swoim życiem z przyjaciółkami częściej niż mężczyźni. Samo mówienie o sobie jest dla kobiet bardzo ważnym sposobem budowania bliskości. Czuję, że cię znam, bo coś mi opowiedziałaś. Czuję, że sobie ufamy, bo dzielimy się swoimi przeżyciami. Kiedy nie chcemy już być w relacji, często najpierw przestajemy się dzielić. Przestajemy opowiadać, przestajemy odsłaniać siebie.
U mężczyzn częściej widzimy relacje oparte na aktywnościach, żartach, rozmowach o sporcie czy bieżących wydarzeniach. Kobiety częściej rozmawiają o pracy, rodzinie, zdrowiu fizycznym i psychicznym. Te rozmowy są bardziej skoncentrowane na „ja”, na doświadczeniu wewnętrznym.
Dlatego kobiety często deklarują, że doświadczają większej platonicznej intymności niż mężczyźni w swoich przyjaźniach. To czasem tworzy inny problem, bo mężczyźni częściej opierają swoje emocjonalne potrzeby głównie na partnerkach. Widzimy też, że męskie przyjaźnie bywają bardziej zorientowane na aktywność. Dla kobiet sama rozmowa może być wystarczającym sposobem spędzania czasu, bo właśnie w rozmowie buduje się bliskość.
Kobiety częściej cenią też równość w przyjaźni. Ważne jest poczucie: jesteśmy po tej samej stronie, nie rywalizujemy, nie ma między nami hierarchii. Mężczyźni częściej mają więcej przestrzeni na rywalizację, przekomarzanie się, walkę o status, a nawet konflikt jako sposób budowania więzi.
I jeszcze jedna ważna rzecz: kobiety częściej szukają w przyjaźniach wsparcia emocjonalnego. Mężczyźni nie zawsze tak mocno to priorytetyzują. Różnimy się więc sposobami budowania więzi, choć oczywiście wszyscy pragniemy zrozumienia i wsparcia.
Mówiąc o wyzwaniach kobiecych przyjaźni, jakie problemy najczęściej widzisz w swojej pracy? Widziałam na Twoim Instagramie żartobliwą, ale prawdziwą rolkę o tym, jak zachowujemy się, kiedy chcemy zaprzyjaźnić się z inną kobietą, ale boimy się jej reakcji. Dla wielu z nas otworzenie się przed drugą kobietą może być trudne. Co jest najczęstszą przeszkodą?
Jest ich wiele, ale w mojej pracy z kobietami zauważyłam trzy rzeczy, które sprawiają, że czujemy się naprawdę blisko. I kiedy jedna z nich słabnie albo zaczynamy mieć poczucie, że jej brakuje, często właśnie tam zaczynają się problemy.
Te trzy rzeczy to: poczucie symetrii i wzajemności, wsparcie, szczególnie emocjonalne, oraz bliskość oparta na zaufaniu i odsłanianiu się. Nie chodzi tylko o sekrety. Chodzi też o dostęp do swojego wewnętrznego świata.
Kiedy czujemy, że jedna z tych rzeczy nie działa, zaczynają pojawiać się napięcia. Na przykład kobieta może mieć poczucie, że przyjaciółka „zniknęła”, odkąd znalazła partnera. Wtedy pojawia się wrażenie, że nie ma już symetrii, że straciłyśmy jej wsparcie.
Inny przykład: przyjaciółka zmieniła się w sposób, który już ze mną nie rezonuje. Weszła w inny etap życia, ma dzieci, inne wartości, inne priorytety. Czuję, że nie widzi świata tak jak ja i trudno nam zachować bliskość.
Często słyszę też: „To ja zawsze inicjuję kontakt. To ja wszystko organizuję. Ona nie wkłada takiego samego wysiłku”. To znowu dotyczy wzajemności, równowagi i troski. Podobnie jest z odwoływaniem planów w ostatniej chwili albo sytuacją, w której jedna osoba mówi tylko o sobie i nie pyta, co u drugiej. Wszystkie te problemy tak naprawdę sprowadzają się do pytania: czy jest między nami wzajemność, równowaga i troska?
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Czy możemy nauczyć się budowania bliskości z innymi kobietami w dorosłym życiu? W szkole bywa to łatwiejsze, bo mamy gotowe środowisko: klasę, znajomych, rodziców, którzy organizują życie społeczne. W dorosłości jesteśmy z tym często same. Czy przyjaźni można się nauczyć niemal „akademicko”?
Tak, absolutnie. Bardzo mocno w to wierzę. Problem polega na tym, że zaczynamy wierzyć w pewną historię o sobie, a nasze działania zaczynają za nią podążać. Jeśli myślę: „Jestem już dorosła, przegapiłam moment na nowe przyjaźnie”, to nie podejdę do kobiety, która mnie ciekawi. Nie zaproponuję spotkania. Nie spróbuję. A to przekonanie jest po prostu nieprawdziwe.
Kiedyś faktycznie pomagała nam infrastruktura społeczna: szkoła, klasa, zajęcia, rodzice, którzy organizowali spotkania. Teraz jesteśmy za to odpowiedzialne same. Musimy same szukać okazji, dopasowywać grafiki, brać pod uwagę różnice w stylu życia, obowiązki, dzieci, opiekę nad rodzicami, pracę. Nasze cele, oczekiwania i energia się zmieniły.
Musimy przestać wierzyć, że przyjaźń zawsze powinna pojawiać się naturalnie i organicznie, bez wysiłku. Kiedy byłyśmy młodsze, mogło się tak wydawać; teraz trzeba podejść do tego bardziej świadomie.
Zapytajmy więc siebie: gdzie mogę pójść, żeby spotkać osoby o podobnych zainteresowaniach? Kto z moich znajomych może przedstawić mnie komuś nowemu? Czy jestem gotowa wyjść poza swoją strefę komfortu? Myślę, że potrzebujemy ciekawości i optymizmu. Wtedy budowanie nowych relacji jest możliwe.
Czy jest coś, czego sama nauczyłaś się o kobiecych przyjaźniach podczas pisania książki?
Stałam się odważniejsza, bardziej pewna siebie. Gdy czytałam badania o zdrowym konflikcie i o tym, jak może nas do siebie zbliżać, poczułam większą odwagę, by mówić o rzeczach, które leżą mi na sercu, zamiast się bać i milczeć.
Jeśli widzę kobietę, która wydaje mi się ciekawa, teraz łatwiej mi powiedzieć: „Mam wrażenie, że mamy wiele wspólnego. Chciałabym pójść z tobą na kawę”. Wiem, że po drugiej stronie może pojawić się odrzucenie, ale wiem też, że sobie z nim poradzę i nie muszę brać go do siebie.
Mam poczucie, że jest tyle życia do przeżycia i tyle możliwych relacji, że nie chcę się przed nimi powstrzymywać. Pisanie tej książki sprawiło, że częściej działam pod wpływem ciekawości wobec innych kobiet. Częściej mówię o problemach. Częściej pracuję nad naprawą relacji.

Czy Twoje czytelniczki zauważają, że „Sztuka kobiecej przyjaźni” coś w nich zmieniła albo pomogła im inaczej spojrzeć na przyjaźń?
Przychodzą mi do głowy trzy rzeczy.
Po pierwsze, wiele kobiet mówiło, że książka poszerzyła ich perspektywę i pomogła im patrzeć na przyjaźnie z większą złożonością. Szczególnie druga część, w której opisuję różne typy przyjaciółek. To pomaga zrozumieć, dlaczego ta druga strona zachowuje się w określony sposób. Wiele kobiet mówiło: „Nigdy wcześniej tak o tym nie myślałam”. To bardzo mnie cieszy.
Po drugie, słyszałam od młodych kobiet, że książka dała im język, by opisać coś, co czuły od dawna, ale nie umiały tego nazwać. To daje poczucie ulgi i sprawczości.
Po trzecie, kobiety mówiły, że książka pomogła im uwolnić się od poczucia porażki, kiedy przyjaźń się zakończyła. Ostatnia część jest o tym, co się dzieje, kiedy walczysz o relację, ale mimo wszystko się ona rozpada. Wiele kobiet myśli wtedy: „Jeśli nie umiałam uratować tej przyjaźni, co jest ze mną nie tak?”. Chciałam pokazać, że możesz mieć najlepsze intencje, możesz zrobić wszystko, co potrafisz, a relacja i tak może się skończyć. To nie zawsze oznacza osobistą porażkę.
Słysząc, że „Sztuka kobiecej przyjaźni” dała kobietom bardziej złożoną perspektywę, język i pewnego rodzaju wolność, czuję ogromną wdzięczność. To dla mnie zaszczyt, że czytelniczki pozwalają mi towarzyszyć sobie w ich historiach.
Która część książki była dla Ciebie najtrudniejsza? Mnie dała do myślenia zwłaszcza ostatnia: ta o końcu przyjaźni. To nie jest popularny temat. Kiedy mówimy o końcu przyjaźni, często obwiniamy drugą stronę albo próbujemy szybko znaleźć nową przyjaciółkę, zamiast zapytać, co się wydarzyło, czy mogłam zrobić coś inaczej...
Właśnie ta część była dla mnie najtrudniejsza. Myślę, że dlatego, że dotyka bardzo wrażliwego tematu. Kiedy pisałam, słyszałam w głowie głosy kobiet, które mogą się ze mną nie zgodzić. Niektóre mają podejście: „Jeśli coś nie działa w relacji, odchodzę. Nie mam na to czasu”. Ale słyszałam też głosy kobiet, które próbują naprawić przyjaźń za wszelką cenę, nawet swoim kosztem. Są tak skupione na ratowaniu relacji, że stają się samotne.
Próba uchwycenia niuansów końca przyjaźni była trochę przerażająca. Było to też dla mnie trudne osobiście, bo jako badaczka przyjaźni, sama doświadczyłam zakończenia dwóch ważnych przyjaźni w ciągu ostatniej dekady. Pomyślałam: „Mówię o przyjaźni cały czas, a sama popełniam w niej błędy”.
Musiałam zastosować własną radę i zredefiniować sukces w relacji. Jak wygląda udana przyjaźń? Jeśli sukces oznacza tylko to, że relacja nigdy się nie kończy, zawsze będziemy czuć porażkę, kiedy jednak dojdzie do końca. Pisanie o tym było bardzo osobiste. Musiałam włożyć w tę część dużo serca, dlatego była dla mnie najbardziej wymagająca.
To czuć podczas lektury. Jest tam dużo wiedzy, ale też relacji i doświadczenia. Na koniec zapytam: jak wygląda zdrowa, dobra przyjaźń między kobietami wg Danielle Bayard Jackson?
Dla mnie najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa. W zdrowej przyjaźni czujesz, że możesz się nie zgodzić. Jeśli wiesz, że kiedy powiesz „nie” albo zrobisz coś inaczej, relacja się rozpadnie albo druga osoba cię odrzuci, to warto się temu przyjrzeć. W zdrowej przyjaźni obie osoby czują się wystarczająco bezpiecznie, by się różnić.
Drugi element to poczucie, że ta relacja wnosi wartość do mojego życia. Może nie zawsze jest łatwa, ale kiedy patrzę szerzej, mogę powiedzieć: „Bycie z tobą w relacji wnosi do mojego życia dużo dobra”.
I trzeci element: obie osoby mogą być sobą. Nie jest tak, że jedna nieustannie dostosowuje się do drugiej, żeby relacja przetrwała. Nie jest tak, że jedna osoba decyduje o wszystkim, a druga tylko się dopasowuje.
Chciałabym zakończyć naszą rozmowę komentarzem internautki, który przeczytałam na Twoim profilu na Instagramie. Bardzo pięknie oddaje ideę kobiecej przyjaźni: „Tak naprawdę sedno tkwi w tym, by kochać i lubić inne kobiety. By rozumieć, że wszystkie się od siebie nawzajem uczymy i rozwijamy. Wtedy przyjaźń z drugą kobietą jest źródłem zrozumienia i ukojenia”.
To naprawdę piękne. Kiedy widzisz inne kobiety jako przedłużenie własnego człowieczeństwa, od razu pojawia się więcej współczucia, cierpliwości i zrozumienia. Wierzę, że ty jesteś mną, a ja jestem tobą. Ty jesteś tam, gdzie ja byłam, albo tam, dokąd zmierzam. To naprawdę zmienia sposób, w jaki się ze sobą spotykamy.
Danielle Bayard Jackson – trenerka przyjaźni. Prowadzi szkolenia i doradza w kwestiach przyjaźni pomiędzy kobietami. Zanim zaczęła szkolić kobiety w całych Stanach Zjednoczonych, pracowała jako nauczycielka w szkole średniej. Dziś wykorzystuje swoje wykształcenie pedagogiczne, by przekazywać kobietom praktyczne, oparte na badaniach strategie pomagające budować i pielęgnować zdrowe relacje z innymi kobietami. Efekty jej pracy były prezentowane m.in. w NBC News, „Psychology Today”, NPR oraz „The New York Times”. Prowadzi podcast „Friend Forward”.

